Nastała cisza ,
przytłaczająca cisza , doktor Mortimer spojrzał na nas podenerwowany wzrokiem i
niemalże niesłyszalnie odparł pół głosem;
-Panie Holmes to
były ślady łap olbrzymiego psa.
Przyznaje ze te słowa przejęły mnie
dreszczem. Głoś doktora Mortimera także drżał , w całym pokoju panowała cisza,
grobowa cisza. Powietrze stało się tak gęste ze można było by je kroić nożem.
Holmes natomiast pochylił się naprzód z błyskiem w oczach co oznaczało że Holmes
w końcu się zainteresował tą sprawą.
-Czy pan to widział naprawdę?-
zapytał
-Tak jak widzę pana w tej chwili.
-I nic pan nie mówił?- oburzył się
Holmes
-Dlaczego miał bym o tym mówić?
-Jak to możliwe że nikt tego nie
zauważył?.
-Ślady znajdowały się jakieś
dwadzieścia jardów* od ciała Sir Charlesa Tomlinsona i nikt nie zwrócił na nie
uwagi .Gdybym nie znał legendy o psie też pewnie bym nie zwrócił mej uwagi na
te ślady.
-Czy na moczarach znajduje się dużo
psów lub nie wiem …owczarków .- Głos zabrał Watson
-Niewątpliwie ale to nie były ślady
owczarka czy jakiegoś tam psa.
-Twierdzi pan że pies był wielki.?-
zapytałam.
-Olbrzymi.!.-krzyknął.
-I nie zbliżał się do ciała?
-Nie.
-A jaka wtedy była pogoda?- odezwał
się Holmes.
-Było wilgotno i zimno.
-Czy padał deszcz?
-Nie.
-Jak wygląda ta aleja cisowa?- zapytałam.
-Tworzy ją bardzo gęsty cisowy
szpaler wysokości około czterech metrów. Środkiem biegnie dróżka szerokości dwóch
metrów po obu stronach dróżki rozciąga się trawnik szerokości metra.
-Mówił pan że w alei znajduje się
furtka. –wtrąciłam.
-Tak prowadzi ona na moczary.
-A czy nie ma żadnego innego
wyjścia?
![]() |
| Kawałek Alei Cisowej |
-nie ma.
-To znaczy że do alei można dostać
się tylko przez furtkę albo z domu?.
-Można jeszcze wejść przez altanę
zbudowaną na końcu alei.
-Czy sir Charles doszedł aż do tego
miejsca?.
-Nie znaleziono go o jakieś
pięćdziesiąt jardów od altany.
-Czy ślady psa znajdowały się na
trawniku czy na ścieżce ,to szczegół
wielkiej wagi.- Zapytał Holmes zanurzając się z powrotem w fotelu.
-Oczywiście że na ścieżce , an
trawie ślady nie były by widoczne.
-Czy były one na tej samej stronie
co furtka.?
-Tak i to na samym skraju ścieżki.
-Zaciekawił nas pan niezmiernie.-
powiedział zamyślony Holmes.- A czy furtka była zamknięta?.
-Na kłódkę.
-Jakiej wysokości jest ta kłódka?
-Około metra.
-Wiec można się przez nią
przedostać.
-z łatwością.-potwierdził Jakub.
-Czy dostrzegł pan coś godnego uwagi
przy furtce?
-Nic szczególnego.
-Na litość boską ,czy nikt tego
miejsca nie badał?.!-zawołał Holmes
-Badałem je osobiście.
-I nic pan nie odkrył.?
-Sir Charles stał w tym miejscu od
pięciu do dziesięciu minut, zobaczyłem na ziemi popił dwa razy strzepnięty z
cygara.
-Doskonale.-Powiedział Holmes-
Znaleźliśmy godnego nas kolegę… ale jakie tam były ślady.?
-Było dużo śladów Sir Charlesa
.Innych nie zauważyłem.
Sherlock Holmes uderzył się
niecierpliwie ręką w kolano.
-Ach !. Gdybym ja tam był!- zawołał –
Wypadek przedstawia się niezmiernie interesująco i daje szerokie pole do popisu
specjaliście w tej dziedzinie. Ślady na piasku z których mógł bym odczytać tak
wiele zatarł deszcz i buty ciekawskich wieśniaków. Gdybym Ja tam był.!.
Doktorze dlaczego mnie pan wtedy nie wezwał.? Zawinił pan bardzo.
-Nie mogłem wezwać pana , nie
wyjaśniając tych szczegółów .Zresztą… Zresztą…
-Proszę śmiało , nikt nie gryzie-
roześmiał się Watson.
-Istnieją okoliczności gdzie nawet
najlepszy z najlepszych detektywów nic nie może poradzić.
-Czy pan przypuszcza że mamy do
czynienia z czymś nadprzyrodzonym?.
-Tego nie powiedziałem.- zdenerwował
się Dr.Mortimer
-Ale niewątpliwie tak pan myśli.
-Po tej tragedii słyszałem kilka
historii i trudno mi uwierzyć że są to naturalne zjawiska.
-Jakie?- powiedzieliśmy równo we
trójkę.
-Kilka osób w tą straszną noc
widziało na moczarach zwierzę , jakby będą wcieleniem złego ducha psa
Tomlinsonów . Zwierze te nie zalicza się do żadnego znanego gatunku. Wszyscy
zgodnie mówią że to był wielki potwór buchający ogniem , upiorny. Wszyscy
odmalowali złowrogie zjawisko które dokładnie odpowiada opisowi piekielnego psa
z legendy.
-A czy pan jako człowiek nauczki
wierzy że istotnie chodzi tu o coś nadprzyrodzonego.?
-Sam nie wiem co o tym myśleć-
Jęknął bezradnie Doktor.
-Dotychczas-rzekł- Ograniczałem
swoje badania do spraw przyziemnych. W miarę moich skromnych możliwość
walczyłem ze złem ale wypowiedzenie walki piekielnym siłą było by zadaniem
przerastającym moje ambicję. Musi pan jednak przyznać ze ślady były materialne.
-ten dziwny pies był o tyle
stworzeniem materialnym , że zdołał rozerwać gardło człowieka a jednak
pochodzenie jego jest piekielne.
-Wiedz że już całkowicie zalicza się
pan w poczet ludzi wierzących w zjawiska nadprzyrodzone… Ostatnie pytanie;
Jeżeli pan w to wierzy to dlaczego przyszedł pan do mnie po poradę?. Mówił pan
że nie należy badać przyczyn przedwczesnego zgonu Sir Charlesa a jednocześnie
prosi mnie pan o to.
-Nie ja pana o to nie prosiłem
-W jaki sposób mogę panu pomóc.?
-Chcę żeby mi pan poradzi jak
powinienem zachować w wobec Sir Louisa Tomlinson’a który przybywa na dworzec w
Waterloo –Tu doktor spojrzał na zegarek- za godzinę i kwadrans.
-Czy to on jest spadkobiercą.?
-Tak.
-czy nie ma innych spadkobierców?
-Nie, jedynym krewnym , którego ślad odnaleziono
nazywał się Rodger Tomlinson. Był najmłodszym z trzech braci wśród czego Sir
Charles był najstarszy . Drugi brat który umarł młodo zostawił tylko jednego
syna Louisa. Rodgera uważano zawsze w rodzinnie za parszywa owce. Był on
uosobieniem Tomlinson’ów dawnego typu i –jak mnie zapewniano- żywym portretem
owego Hugona. W Anglii zaczął palić mu się grunt pod nogami wiec uciekł do
Ameryki Środkowej , gdzie umarł na żółtą febrę w 1876 roku. Sir Louis jest wiec
ostatnim potomkiem rodu Tolinson’ów. Za godzinę i pięć minut mam się z nim
spotkać na dworcu . Telegrafował do mnie z Southampton że przyjedzie dziś rano.
Cóż wiec mam uczynić panie Holmes.?
-Dlaczego nowy spadkobierca nie miał
by zamieszkać w starej siedzibie swoich przodków?.
-Wydaje się to zupełnie rzeczą
naturalną prawda ?. Lecz każdy poprzednik mieszkający w Tomlinson Hall zginął
śmiercią nieuzasadnianą i gwałtowną. Jestem wręcz pewien ze gdybym rozmawiał z
Sir Charlesem tuż przed jego śmiercią , usilnie by mi polecił abym nie
wprowadzał do tego nieszczęsnego domu ostatniego potomka rodu i spadkobiercy
olbrzymiego majątku. Lecz nie można zaprzeczyć że dobrobyt tej biednej okolicy
zależy w dużej mierze od obecności Sir Loui’ego . Przyszedłem wiec prości pana
o zdanie i radę , gdyż obawiam się , żeby własny interes nie wpłyną na moją
decyzję
Holmes zastanawiał się przez chwile
wreszcie rzekł;
-Mówiąc bez ogródek uważa pan ,że
jakieś diabelskie moce czynią Dartmoor niebezpiecznym miejscem dla potomka
rodziny Tomlinsonów . Czy takie jest pańskie zdanie?.
-A czy nie ma do tego podstaw?.
-Nie przeczę. Ale jeżeli pańska
teoria o faktach nadprzyrodzonych jest prawdziwa ten młodzieniec może podlegać
tym wpływom tak samo w Londynie , jak i w Devonshire. Trudno sobie wyobrazić
diabła którego zakres władzy sięgałby tylko do granic jednej parafii.
-Uważa pan że ten młodzieniec nie
jest naraniony na większe niebezpieczeństwo w Devonshire niż w Londynie… Przyjeżdża za pięćdziesiąt minut.
Co mi pan radzi uczynić.?
-Radzę panu wziąć powóz , zawołać
swojego psa który drapie do moich dziwi , i udać się na spotkanie z Sir Louisem
Tomlinsonem na dworcu Waterloo.
-A potem.?
-Potem nie powie mu pan nic dopóki
ja nie podejmę decyzji w tej sprawie.
-czy długo to potrwa?
-dwadzieścia cztery godziny.
Doktorze bardzo proszę żeby pan zechciał mnie odwiedzić jutro o dziesiątej
rano. Byłoby wysoce wskazane aby pan przyszedł tu wraz z Sir Louisem.
-Nie omieszkam tego uczynić panie
Holmes- Doktor Mortimer zapisał na mankiecie godzinę i wyszedł wraz ze swoim
czteronożnym kompanem.
Holmes zatrzymał go na schodach;
-Jeszcze jedno pytanie Doktorze.
Mówił pan że przed śmiercią Sir Charlesa Tomlinsona kilka osób widziało na
moczarach to dziwne zjawisko.?
-Tak trzy osoby.
-A czy widziano je i później?
-Nie słyszałem o tym.
-Dziękuje pan. Do widzenia.
-Do widzenia- powtórzyliśmy jak
modlitwę wraz z Watsonem zaraz po Holmesie.
Holmes wrócił do fotela z wyrazem
wewnętrznego zadowolenia , malującym się na twarzy. Co oznaczało że ma przed
sobą ciekawą robotę.
-Wychodzicie?- Zapytał nas widząc
jak Watson ubiera swe czarne lakierki a ja zarzucam na siebie czarny długi
płaszcz.
-Tak chyba że ci się przydamy?
–zapytałam
-Nie kochani , wasza pomoc będzie mi
potrzebna dopiero w chwili działania. To wspaniała sprawa i pod niektórymi
względami jedyna w swym rodzaju. Jeżeli któreś z was będzie przechodzić koło
sklepu Bradleya ,powiedzcie ,proszę ,żeby mi przysłał funt najmocniejszego
tytoniu. Byłbym wam wdzięczny ,gdybyście pozostawili mnie samego aż do
wieczora. Jak wrócicie porównamy nasze wrażenia na temat tej ciekawej zagadki.
Widziałam ze dla mojego Holmesa , w
momentach koncentracji ,samotności była konieczna. Rozważał wtedy każdy
szczegół sprawy , budował różne teorie ,zbijał je kolejno i segregował fakty
według ich ważności.
Według tego wyszłam wraz z Watsonem
z naszego domu i udaliśmy się w swoje strony.
-Sara.!-krzyknął Watson kiedy oddaliłam się od niego kilka metrów
dalej –Czy zmierzasz w stronę sklepu Bradleya.?
-Tak. Tak a co.?
-Przekażesz mu zamówienie Holmesa.?
-Oczywiście.
Udałam się szybkim krokiem w stronę
danego sklepu. Kilka krótkich minut minęło a ja stałam u stóp wielkiego budynki
gdzie znajdował się jeden ze sklepów Bradleya. Pchnęłam wielkie dziwi , i
udałam się długim ciemnym korytarzem do kolejnych dziwi prowadzących na
zaplecze skąd słychać było donośne krzyki Bradleya i jego kochanki. Stanęłam
przed nimi zdejmując czarne okulary i rękawiczki po czym zapukałam w rytm.
Cisza , Szmer , Moim oczom ukazał się wysoki mężczyzna z dwudniowym zarostem i
niebieskimi oczami.
-Och witam Sarah.!
![]() | |
| Magazyn Bradleya |
-Nie ciesz się tak mój drogi. Ja tu
jestem tylko dlatego że Holmes ma do ciebie prośbę , a raczej zamówienie.-
wyjęłam mała karteczkę z zamówieniem Holmesa i zapłaciłam za przesyłkę.
-Może z nami zostaniesz i napijesz
się Kawy.?
-Nie dziękuje.-Spojrzałam z
obrzydzeniem na jego kochankę.
Wyszłam bez słowa. Nie chciałam tam
być ani minuty dużej. Obleśny typ i jego napalona kochanka. Nie rozumiem tego
pojęcia. On ma co każdy w tych latach może mu pozazdrości , piękną żonę cudowne
dzieci oraz wielki zakład tytoniów. Ona młoda dziewczyna z dużymi perspektywami
, o niespotykanej urodzie. A jednak ich życie erotyczne chyba nie jest zbyt
piękne skoro kochają się na zapleczu.
-Świeża gazeta.!-Krzyczał chłopiec
po przeciwnej stronie ulicy- Tajemnicze morderstwo w Devonshire.!
Aha.! Coś dla mnie. Podeszłam do
chłopca i poprosiłam o gazetę , płacąc trzy funty. Poczułam jak małe kropelki
wody rozbijają się o moje czoło i włosy na głowie co oznaczało tylko jedno ,
deszcz. Czym prędzej podążyłam do mego ulubionego klubu. Wchodząc przywitałam
się z Watsonem który widocznie też tutaj chciał przeczekać ulewę.
-Patrz mój drogi co tu
mam.-zaśmiałam się triumfalnie przesuwając gazetę w jego stronę.
-Gazeta. -westchnął- Wielkie mi
odkrycie
-Strona 6.
Watson przerzucił kilka nielicznych
cienkich kartek i zatrzymał się na stronie 6 gdzie jemu powiedziałam.
-Zabójstwo w Devonshire. Kolejny
członek rodu Tomlinsonów ginie.
-Nie tylko my się zainteresowaliśmy
tą sprawą ale także media.
-Ciekawe ciekawe.- odparł.
Przeczekaliśmy ulewę , i tak jak
prosił nas Holmes wróciliśmy dopiero wieczorem.
Dochodziła dziewiąta gdy znaleźliśmy
się w domu. Razem z Watsonem pierwsze co udaliśmy się do gabinetu Holmesa. Gdy
otworzyłam dziwi , zdawało mi się że się pali ,bo w pokoju aż ciemno było od
dymu.
Gdy weszłam głębiej uspokoiłam się ,
był to bowiem tylko dym tytoniowy , który zaczął mnie drapać w gardle ,
wywołując nieprzyjemny kaszel. Przez gęstą warstwę dymu dostrzegłem Holmesa z
czarną fajką w zębach , otulonego w szlafrok i zagłębionego w ulubiony fotelu.
Dookoła niego leżały rulony papierów.
-Zaziębiłaś się Sarah.?-zapytał.
-Nie to ten trujący dym.
-A rzeczywiście dym jest dość gęsty…
-Gęsty.! Przecież tu nie ma czym
oddychać.- krzyknął Watson.
-No to otwórz okno. Założę się że
cały ten czas przesiedzieliście oby dwoje w klubie.
-Mój Kochany…
-Czy zgadłem.?
-Naturalnie , ale jakim sposobem.?
Holmes roześmiał się widząc
zdumienie rysujące się na naszych twarzach;
-Rozczulająca jest wasza
naiwności-rzekł. -Zawsze sprawia mi przyjemności korzystanie z moich małych ,
skromnych umiejętności dla zabawienia się waszym kosztem .Pomyślcie tylko pewna
‘para’ która nie ma serdecznych przyjaciół , wychodzi podczas deszczu i słoty a
wraca do domu wieczorem mając nieskazitelnie lśniące buty , oraz cylinder i
płaszcz. Musieli zatem spędzić dzień pod dachem. Czy to nie jest jasne.?
-Raczej tak.
-Na świecie jest dużo rzeczy
oczywistych , na które jednak nikt nie zwraca uwagi. A jak wam się zdaje gdzie
byłem.?
-Nie ruszyłeś się nawet na krok z tego
fotela- rzucił obojętnie Watson przysiadając się do Holmesa.
-Mylisz się… Byłem w Devonshire.
-Ale tylko myślami- roześmiałam się.
-Oczywiście ciało moje nie ruszyło
się z tego fotela i wchłonęło bez współudziału moje myśli , co stwierdzają z
żalem dwa duże dzbanki kawy i niezmierna ilość tytoniu. Gdy wyszliście
,posłałem do Stanforda po mapę tej części moczarów i duch mój błądzi po nich
już cały dzień. Pochlebiam sobie że teraz mógłbym już tam wędrować bez
przewodnika .
-Czy jest to dokładna mapa.
-Bardzo dokładna.
Holmes rozwiną jedną z map i
rozłożył ją na kolanach.
-Oto obszar o który nam chodzi
–rzekł –Tu pośrodku znajduje się Tomlinson Hall.
-Otoczony lasem.?
-Tak. Chociaż aleja cisowa nie jest
określona żadną nazwą , przypuszczam że biegnie wzdłuż tej linii, a moczary
znajdują się po prawej stronie. Tu ,ten szereg domków, to wioska Grimpen ,
gdzie mieszka nasz przyjaciel Doktor Mortimer. Widzicie ze w promieniu pięciu
mil osiedla ludzkie są rzadko rozrzucane. Tu jest posiadłość Lafter Hall, o
której wspomina stary rękopis. A ten dom należy pewnie do przyrodnika
Staplentona , jeżeli dobrze pamiętam jego nazwisko. Wreszcie są tu dwie farmy
High Tor i Foulmire. O czterdzieści mil
stamtąd wznosi się wiezienie Princetown. Dookoła i miedzy tymi punktami ciągną się ponure i
puste moczary. Tu właśnie rozegrał się dramat który może uda nam się odtworzyć.
-To wygląda na bardzo dziwie
miejsce.-wtrąciłam
-Tak tło jest odpowiednie. Gdyby
diabeł chciał się mieszać do ludzkich spraw…
-A więc i ty przypuszczasz że ,
istnieją jakieś moce nadprzyrodzone.?- Zapytałam.
-A czy diabeł nie może posługiwać
się pomocnikami z krwi i kości? Od początku dwa pytania nasuwają mi się na
myśl; Czy popełniono tu zbrodnie , jakiego rodzaju to zbrodnia i w jaki sposób
ją popełniono? Jeżeli przypuszczenia Doktora Mortimera ,że mamy tu do czynienia
z mocami nadprzyrodzonymi są słuszne , to oczywiście zaniechamy dalszych badań.
Ale musimy przeanalizować wszystkie inne hipotezy zanim zatrzymamy się na tej
ostatniej. No a wy, czy zastanawialiście się nad tą sprawą .?
-Myślałam o niej w ciągu dnia.
-I jakie jest twoje zdanie.
-że jest wyjątkowo zagmatwana-
odparł Watson.
-Rzeczywiście , ma swoisty charakter
i tyle niezwykłych cech… Na przykład ta zmiana w śladach stóp. Jak to sobie tłumaczycie.?
-Mortimer twierdzi ze sir Charles
szedł na palcach po tej części alei.
-Powtarza tylko zeznanie jakiegoś
idioty ze śledztwa. Dlaczego Tomlinson miałby iść na palcach.?
-A wiec.?
-On musiał biec…- szepnęłam a oni
spojrzeli się na mnie w tym samym momencie.
-Kontynuuj
-On musiał biec, biec z rozpaczliwym
wysiłkiem , biec by ocalić swoje życie , biec dopóki nagły atak serca nie
powalił go na ziemię.
-A dlaczego biegł.?
-W tym tkwi zagadka. Z niektórych
oznak wnoszę ,że był już przerażony do najwyższego stopnia zanim zaczął
uciekać.- Kontynuowałam
-Na czym opierasz ten
wniosek.?-zapytał Holmes.
- Przypuszczam ze powód jego
przestraszenia znajdował się na moczarach. Wydaje mi się że to prawdopodobne
,gdyż tylko człowiek oszalały ze strachu może uciekać nie w stronę domu , lecz
w przeciwną. Jeżeli można wierzyć opowiadaniu Cygana , Sir Charles biegł
wołając o pomoc , w kierunku skąd
najmniej mógł się go spodziewać. A teraz pytanie. Na kogo mógł czekać w alei
cisowej , zamiast w domu.?
-Czy sądzisz ze czekał na kogoś.?-
Watson patrzał na mnie z nieodgadnioną miną.
-*-
Chwile mijały tak ulotnie dzisiaj ,
wydawało by się ze niecałe kilka minut temu był ranek ,że po domu roznosił się zapach
kawy , Holmes odpalał pierwsze cygaro tego dnia a Watson dalej siedzi zamknięty
w swoim pokoju czytając uważnie stronę po stronie jakiejś książki . Właśnie
wydawało by się. Za oknami panuje już całkowity mrok. Sprawa z Tomlinson Hall
tak nas dzisiaj wszystkich pochłonęła. Każda chwila tak szybko przemija ,
czasami tak jak byśmy chcieli , doskonała chwila pierwszy pocałunek , lub
bardziej żywsza i spontaniczna chwila- Ta nie zaplanowana. Oby dwie są cudowne
, każda chwila ma swoje wady i zalety. A czas dalej nie ubłaganie biegnie.
Wielki zegar z dębu wybił godzinę 3 w nocy.
-Godzinna duchów- usłyszałam głos
Watsona za moich pleców.
-Co ty tu robisz.-nie oderwałam
wzroku od widoku za oknem –Jest trzecia nad ranem , Idzi już spać ‘braciszku’
-Sarah , mam coś co cie zaciekawi.
-Tak a co na przykład.?
-Proszę.- Podał mi kopertę z…
---------
Witam.! Przepraszam za troche długą nie obecność ale , komputer miał wirusa i cały rozdział mi sie usunął a pózniej naprawa itp.-.- eh długo by gadać. ale dzisiaj tak niespodzianka z okazji moich urodzin bitches.!;L jestem taka podekscytowana... Mam nadzieje że wam się spodobał rozdział , ręczę życiem ze w następnym rozdziale pojawi się już Louis.;D A następny rodział dodam tak za tydzień (?) No wiec czekam na komentarze i do następnego.! paa.<3.


O jeju.*.* Takie spóznione ale najlepszego.;;L sto lat :* a co do rodziału to świetny kocham tą książke 'Pies Baskervill'ów ale twoja wersja jest lepsza.xDD
OdpowiedzUsuńpo prostu cud.!
OdpowiedzUsuń