Wiec tak... UHUHUHUUHU ile mnie tu już nie było :c SOŁ SORI ale zgubiłam książkę "Pies Baskervill'ów' i w dodatku życie do góry nogami mi się obróciło.:x Obiecuję że dalej bd kontynuować to opowiadanie ale dopiero jak babcia przyśle mi książkę z Polski bo właśnie ją tam zostawiłam na wakacjach. Ja Idiotka -.-' Ale jakoś wam to powynagradzam i bd dodawać tu imaginy :) Większość imaginów bd w roli głównej z Lou od razu mówie bo zauważyłam że jest najmniej imaginów o nim w dodatku jestem Loui's Girl dzięki czemu mam wiecej pomysłów na imaginy.:D Mam nadzieje że spodobają wam się one. :> może dodam jeszcze dzisiaj imagina z Lou.xD jak mi mama tableta nie zabierza :L PISS JOŁ BEJBUSZKI.<3
poniedziałek, 21 października 2013
wtorek, 2 lipca 2013
Rodział Trzeci "Pan Ideał".
-Tak a co na przykład.?
-Proszę.-
Podał mi kopertę z…
List była zaadresowana do mnie
, ale skąd przychodzi list? Przecież nie
znam adresu 303 Canterbury Close Lincoln , przynajmniej nie kojarzę tego
adresu. Obróciłam się ,żeby zapytać mego towarzysza czy wie od kogo dostałam
tajemniczy list lecz go już nie było w pokoju. Szarpnęłam za kopertę i
zamaszystym ruchem ją otworzyłam wyciągając na wierzch list w kolorze
brzoskwiniowym , pachniał on tytoniem i nutką męskich perfum.
990 Baker
Street London
Sarah
Sheeran
Sarah, Nie wiem od czego
zacząć , najłatwiej by było od
początku ale w tym polega
problem , nie wiem gdzie dokładnie znajduje się
początek. Może
zacznę tak; Jestem Jonathan
Walis , pewnie nie kojarzysz mnie , nic nie szkodzi. Jestem synem brata twego
ojca , twoim kuzynem. Masz teraz zapewne z 20 lat. Ja natomiast jestem starszy
od ciebie zaledwie o dziewięć lat. Od śmierci
twojego ojca , jakże i matki
próbowałem się
jakkolwiek skontaktować , było
to dość trudne , sam zostałem
osierocony w wieku 10 lat , twoi rodzice pomogli mi w tych trudnych momentach , później
wyjechali chcieli zacząć nowe życie
w Londynie w dodatku Clover twa matka zaszła w ciąże
, miałem wtedy 16 lat wiec spokojnie
mogłem zamieszkać sam. Na
początku pisaliśmy
listy miedzy sobą ale z
czasem kontakt się popsuł ,
sama pewnie rozumiesz. Kilka lat później
z radia dowiedziałem się że
w wypadku samochodowym zginęli twoi
rodzice , na początku
zastanawiałem się co mogę
zrobić w tej sprawie ale nie
wiele zdziałałem. Po czym zacząłem
kojarzyć fakty ,
przecież twoi
rodzice opiekowali się tobą
, a nikt inny na tym świecie już
nie został. Starałem się odnaleźć
ciebie ale przeprowadziliście się
i nie miałem pojęcia gdzie cie szukać
, w dodatku kto by dał osiemnastolatkowi
pod opiekę dziecko.
Odwiedziłem prawdopodobnie wszystkie domy dziecka w Londynie. Lecz jednak
nigdzie się niczego
nie dowiedziałem. Pamiętam
jeszcze te słowa wypowiedziane przez jedną
recepcjonistkę w „LittleLand” ostatnim domu dziecka jaki
odwiedziłem „Chłopcze ,dziecku dziecka
nie dadzą” te
słowa pogrzebały moją nadzieje
w piach. Ta sprawa nie dawała mi spokoju ,lecz nic na to poradzić
nie mogłem. Zostałem policjantem , pewnie cie to nie obchodzi ale dzięki
temu ze nim zostałem znalazłem twój Adres , i dowiedziałem się
paru ciekawych rzeczy o tobie , mam nadzieje że
nie będziesz miała mi tego za
złe. Przeglądałem
listę zamieszkanych w obrzeżach
zachodniej części
Londynu , natrafiłem na Baker Street , czytając
listę natchnąłem
się na nazwisko Sheeran ,
przypominając sobie
całą historie z przed
kilkunastu lat. Trafiłem w samo sedno , na ekranie mego komputera wyskoczyły
twoje dane wszystko się
zgadzało. Nie chciałem cie odwiedzać
bez zapowiedzi , w końcu jestem
człowiekiem z klasą. Mam
nadzieje że
zechcesz się ze mną
spotkać , albo choć
zdołasz mi odpisać na ten
dość krótki list. Chciałem ci
wyjaśnić
rzeczy z grubszą , jeżeli
pragniesz dowiedzieć się
więcej informacji , znasz
Adres mego domu. Czekam na odpowiedzi.
![]() |
| Jonathan Walis |
J.W.
Jonathan –powtórzyłam szeptem kładąc
list na biurku.
Ta straszna nie wiadoma , nie wiem
co dalej mam zrobić , nie rozumiem już nic. Nie wiem czy powinnam się spotkać z
tym człowiekiem ,nie znam go praktycznie podaje się za moją rodzinę i większość
rzeczy się zgadza jak wypadek rodziców i wyjazd do Londynu ale skąd mam mieć
pewność że to nie jest jakiś oszukaniec. Lecz zaryzykuje , napisze do niego
jutro po spotkaniu z Sir Tomlinsonem. Powinnam walczyć o rodzinę choć nawet jeżeli
jej nie znam. To jedyna możliwość poznania kogoś z moje rodziny nikt innym mi
już nie został, oczywiście nie wliczając mych dwóch kompanów.
-Sarah powinnaś się już położyć.- do
mojego pokoju ponownie tej nocy wszedł Watson.
-Przeczytaj.-wskazałam na list który
leżał w dalszym ciągu na biurku-no dalej.
Watson podszedł do dębowego biurka i
sięgnął po brzoskwiniowy list. Otworzył go i zaczął czytać pierwsze linijki
zawarte w jego treść. Po kilku minutach mój przyjaciel uniósł oczy znad listu i
zaczął dokładnie przyglądać się mi.
-Co zamierzasz zrobić?.-odłożył list
na biurko.
-Nie wiem przyjacielu , doradzi mi.-
usiadłam na łóżku a Watson koło mnie.
-Sarah-objął mnie ramieniem-Wiesz że
to jest jedyna możliwość na spotkanie kogoś z twojej rodziny. Więcej takiej
szansy nie dostaniesz. Odpisz mu na list i zaprosi go tu ,lub spotkaj się z nim
na starym rynku.
-Watson ,ale przecież dobrze wiesz
że Sherlock zaraz po spotkaniu z sir Tomlinsonem będzie chciał wyruszyć do Devonshire .Nie ma możliwość
żebyśmy w najbliższym czasie spotkali się tu w Londynie.
-Kto powiedział że w Londynie
musicie się spotkać.- stłumił w sobie
śmiech i wyszedł bez słowa.
Nie rozumiem go ,i raczej nigdy nie
zrozumiem. Od samego początku ten człowiek był dla mnie jedną wielką zagadką, nigdy
nie spotkałam osoby z takim charakterem. Był niesamowity ,nieprzewidywalny nie
można było go rozszyfrować ,czasami jego jedno słowo wyrażało więcej niż nie
tysiąc księga mądrości.
Powróciłam do rzeczywistości
,zgasiłam świece stojącą na komodzie i położyłam się do łóżka. Myśli nie dały
mi zasnąć sama nie wiem co powinnam teraz zrobić ,nie codziennie dostaje się
taki list…
Następnego ranka bardzo wcześnie
zjedliśmy śniadanie i Sherlock Holmes oczekiwał w szlafroku przybycia gość.
Wstawili się punktualnie- z wybiciem godziny dziesiątej usłyszeliśmy dzwonek.
Siedziałam tyłem do dziwi na mym fotelu ,naprzeciwko mnie siedział Watson a
Sherlock właśnie witaj się z naszymi gośćmi.
-Przedstawiam państwu Sir Louis
Tomlinson.- poznałam głos Doktora Mortimera
-Tak to ja.- zaśmiał się ,do moich
uszów dobiegł aksamitny głos ,każde
słowo wypowiedziane przez niego było spokojną nutą na ucho ,głos idealny ,
serce przybiło szybciej z każdą sekunda i nutą jego głosu. Lecz nadal zaciekle
siedziałam w swym fotelu nie odwracając się. Watson wstał i przeszedł koło mnie posyłając mi zawadzki uśmiech.
-Witam Doktor Watson.- przedstawił
się mój przyjaciel.-A to Sarah.-wyczułam jak wskazuje na mnie ręką.
-Umiem się przedstawić
Watsonie.-zaśmiałam się wstając z fotela.
Oddech był szybszy a serce miałam w
gardle, moje słowa uciekły mi gdzieś daleko a w oczy cały czas ilustrowały tego
człowieka. Był niespotykanie przystojny , przepraszam nie przystojny był
idealny ,Pan Idealny. Jego Niebieskie oczy wpatrywał się w me. Sekundy stawał
się jeszcze wolniejsze niż wcześniej , czas stanął. Poczułam coś niespotykanego
w brzuchu. Coś o czym słyszałam tylko w opowiadaniach coś co widziałam u innych
ale nie u siebie. Jego włosy ułożone w nieład doprowadzały mnie do błogości ,
czułam rozkosz patrząc na niego. Uśmiech był idealny tak jak cały on ,czułam
się jak we śnie. Obłęd.
-To Sarah Sheeran.- zaśmiał się
Watson widząc mą minę.-Moja młodsza siostrzyczka.
-Tak we własnej osobie.- Obudziłam
się z mego obłędu i spojrzałam na Watsona który wzrokiem próbował doszukać się
szczegółów w minie Sherlocka. Nie był zadowolony nie powiem ,Holmes nie tryskał
radością widząc jak się wygłupiłam przed Tomlinsonem.
-Sarah nie powinnaś czasami być w
kuchni.-Zapytał oschle Holmes. Tak miałam racje, miał mi za złe to
przedstawienie.
-Tak naturalnie. –przytakłam.-
Herbaty?
-Poproszę.- uśmiechnął się Pan
ideał, całkiem dobrze pasujące przezwisko.
Udałam się do kuchni widząc
niezadowolenie na twarzy Holmesa i wlałam wodę do czajnika i postawiłam na
ogniu. Przeszukałam wszystkie dębowe szafki w poszukiwaniu jakiegoś słodyczą
dla naszych gość. Ukroiłam ciasto na kilka części i zaniosłam je do salonu. Uśmiechnęłam
się do Holmesa lecz ten to zignorował trudno będzie go ubłagać o przebaczenie.
Powróciłam do kuchni po talerze i odwiedziłam salon ponownie. Rozłożyłam
talerzyki wzorowane w kwiaty przed każdym z osobników. Czułam na sobie te
spojrzenie ,te przenikliwe spojrzenie pana idealnego.
-Sarah ,pośpiesz się.-Usłyszałam
nawoływanie Watsona z salonu.
Weszłam do pokoju stawiając Herbaty
przed Doktorem Mortimerem i Sir Louisem. Usiadłam w swym fotelu ,naprzeciwko
mnie siedział nie kto inny niż pan Ideał. Cóż trudno będzie się dzisiaj skupić.
-Panie Holmes ,to fakt ,że gdyby nie
mój przyjaciel , Doktor Mortimer, nie zaproponował mi złożenia panu wizyty dziś
rano, byłbym sam do pana przyszedł. O ile się nie mylę ,rozwiązuje pan różne
łamigłówki ,a ja dziś rano dostałem do rozwiązania taką która przekracza moje
możliwości.-Jego aksamitny głos wił się miedzy salonem a kuchnią.
-Czy chce pan przez to powiedzieć
,że miał pan jakąś niezwykłą przygodę po przyjeździe do Londynu.?- Zapytał
Holmes ,zapalając cygaro.
-Nic ważnego. Wygląda mi to raczej
na żart. Oto list, jeśli to co otrzymałem rano można nazwać listem.-Sir
Tomlinson położył kopertę na stole.
Zbliżyliśmy się wszyscy by się lepiej przyjrzeć .Była to
zwykła szara koperta ,Adres napisany niewprawną ręką brzmiał „Sir Louis
Tomlinson, Hotel Northumberland” Na kopercie był stempel pocztowy „Charing
Cross” i data z poprzedniego dnia.
-Czy ktoś wiedział ,że pan zatrzyma
się w hotelu Northumberland?- zabrałam głos ,uważnie przyglądając się nazwie
hotelu.
-Nie ,nikt nie mógł o tym wiedzieć
gdyż zdecydowałem się na ten hotel dopiero po spotkaniu z doktorem Mortimerem.-
uśmiechnął się błogo ,wyczuwając że jego uśmiech stał się mym słabym punktem.
-Zapewne doktor Mortimer tam się
zatrzymał?.-zapytał Holmes.
-Nie ja mieszkam u
znajomych.-odpowiedział doktor.- nie można wiec było przewidzieć że zatrzymamy
się w tym hotelu.
-Hm.- mruknął Holmes.- Zdaje mi się
,że ktoś bardzo interesuje się pańską osobą.
-nie wliczając naszej Sarah.-dodał
Watson szeptem na tyle słyszalnie że ja to tylko chyba usłyszałam. Modliłam się
w duchu żeby Sir Louis tego nie usłyszał lecz chyba na marne bo na jego twarz
pojawił się ten olśniewający uśmiech i chichy praktycznie nie słyszalny
chichot.
Holmes wyjął z koperty pół arkusza
papieru złożonego w czworo. Rozłożył list na stole. Papier zawierał tylko jedno
zdanie ułożone z wycinków gazety. Zdanie to brzmiało: „Jeśli cenisz swoje życie
,trzymaj się z dala od moczarów.” Tylko jeden wyraz „Moczarów” był napisany
atramentem.
-Może mi pan wyjaśnić panie
Holmes.-zaczął Sir Louis Tomlinson.- co to wszystko znaczy i kto może tak żywo interesować się mą osobą.
-Co myślicie o tym?- zwrócił się do
nas Holmes.- Musicie przyznać że nie ma w tym nic nadzwyczajnego ani
nadprzyrodzonego.
-Nie przeczę…- zamyślił się Watson
,a ja wykorzystałam chwile znów odbierając mu chwile chwały.
-Ale czy tej przestrogi nie mógł
przysłać ktoś ,kto jest przekonany ,że jednak jest w tym coś nadprzyrodzonego.?
–odparłam szybko.
Na twarzy Watsona pokazały się
czerwone plamki i wypieki znaczące że jest zdenerwowany ,ścisnął mimowolnie róg
fotela a ja z triumfującym uśmiechem podniosłam głowę do góry i wysłuchałam
pochwał Holmesa. Sir Louis i Doktor Mortimer widząc całe zaistniałe zdarzenie
zaśmiali się delikatnie.
-Ale w czym jest coś
nadprzyrodzonego.-zapytał niespodziewanie Sir Louis.
-Zanim pan wyjdzie z tego pokoju
będzie pan wiedział to wszystko ,co i my. Przyrzekam to panu. A teraz jeżeli
pan pozwoli, zajmiemy się tym ciekawym dokumentem. Został on niewątpliwie
zredagowany i wysłany wczoraj wieczorem. Czy masz Sarah ,wczorajszego „Timesa”?
-Leży an stole.
-Podaj mi go proszę chcę przejrzeć
artykuły redukcyjne.
Holmes przebiegł wzrokiem po
kolumnach w artykule .
-Jest tu świetny artykuł o wolnym
handlu.-rzekł.- Pozwólcie że wam przeczytam kawałek: „Na podstawie wiadomość
,krążących obecnie , możesz sobie wyobrazić , że twoje własne przedsiębiorstwo
handlowe czy też przemysłowe zyska przez wprowadzenie ceł ochronnych. Trzymaj
się jednak z dala od takich poglądów i nie zgadzaj się na tego rodzaju ustawy i
zarządzenia ,jeśli cenisz ogólny dobrobyt kraju ,a tym samym i swoje spokojne
życie…”
-Jakie jest wasze zdanie o tym
artykule ,Watsonie ,Sarah?- zawołał wesoło Holmes ,zacierając ręce z widocznym
zadowoleniem.
Doktor Mortimer spojrzał na Holmesa
z zainteresowaniem a Sir Louis utkwił we mnie wzrokiem pełnym zdumienia. Co nie
ułatwiało mi skupienia się kiedy jego niebieskie oczy wpatrywały się we mnie.
-Nie znam się na cłach i tym
podobnych rzeczach.-rzekł Sir Louis.-ale wydaje mi się że trochę odbiegliśmy od
tematu.
-przeciwnie sir Louis, nie
odbiegliśmy ani trochę. Oni znają dobrze moje metody ale wydaje mi się, że
nawet oni nie zrozumieli o co mi chodzi w przytoczonym fragmencie .
-Przyznaje.-powiedział Watson.-nie
widzę żadnego powiązania.
-Nie ,zaraz.-powiedziałam a każdy
pokierował swoje spojrzenie na mnie.
Znowu czułam ten przenikający wzrok pana Idealnego na sobie ,zdziwione
spojrzenia doktora Mortimera i Watsona i ten triumfalny uśmiech na twarzy
Holmesa ,klatka mało mu nie pęka pod wpływem dumy kiedy tylko się
odezwałam.-Istnieje bardzo ścisły związek; „Trzymaj się” ,”z dala od” , „Jeśli
cenisz” ,”Swoje” , „Życie”. –wyczytałam słowa z gazety.- Czy nie rozumiecie
teraz skąd pochodzą te słowa.?
-Do licha. Sarah jesteś coraz lepsza.-
kolejna pochwała z ust Holmesa.
Spojrzałam z nad gazety na resztę. No i
powtórka ,dumny wzrok Holmesa ,zdziwienie Doktorów. No i ten idealnie
śnieżnobiały uśmiech Tomlinsona.
-Gdyby nawet istniały jakieś
wątpliwości. –ciągnęłam- to przekreśla je fakt że wyrazy „Trzymaj się” i „Jeśli
cenisz” są wycięte z jednego kawałka.
-Doprawdy Pani Sarah to mi się nie
mieści w głowie.-rzekł doktor Mortimer spoglądając na mnie ze zdumieniem.
-Panienko.-zaśmiał się donośnie
Holmes a z nim Watson.-Jeszcze nie zamężna.
![]() |
| Pan Idealny |
piątek, 31 maja 2013
Krótka Notka.
Hello ,wybaczcie ze mnie tak długo nie było i że w maju nic nie dodałam ale miałam małe problemy pierw z internetem później miałam szlaban w dodatku jakoś nie miałam czasu napisać następnego rozdziału a teraz jeszcze mam przeprowadzkę na głowię. Postaram się dodać nowy rozdział w sobotę albo w niedziele ale nie obiecuję bo wtedy właśnie się przeprowadzam. Jeszcze raz przepraszam że mnie tak było ale po prostu nie dałam razy postaram się jak najszybciej dodać nowy rozdział .;)
czwartek, 11 kwietnia 2013
Imagin o Louisie
-Znowu?!- Wydarłam sie na Louisa.-Mam tego dość.! Dość rozumiesz.! Koniec Louis to koniec.
-Śmieszne-zaśmiał sie donośnie.
-Nie wiem czy to takie śmieszne...-Pobiegłam na górę po walizkę i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy.
-A ty kochanie gdzie się wybierasz?-podszedł do mnie.
-Odpieprz się.!-wyrwałam sie z jego uścisku.-Śmierdzi od ciebie alkoholem wyglądasz jak menel , wrak człowieka. zastanów sie co ty robisz. znowu sie upijasz a jutro będziesz przepraszać.!ZNOWU KURWA.!- darłam sie na niego jak opętana.
-Taka kolej rzeczy-zadrwił
-O nie nie... Jutro już nie będzie tak.! wyprowadzam sie Tommo rozumiesz?.
-Jesteś moja nie zapominaj- pokazał na moją obrączkę a pózniej na swoją.
-Jest takie cos jak rozwód
-Chyba nie zrobisz tego Tommy'emu.
-Louis nie mieszaj w to dziecka.!
-Bo...
-Jesteś zwykłym dupkiem.
Nastała cisza. louis stał i patrzał sie na mnie z nikłym uśmiechem.
-mamusiu.-w dziwach stanął zaspany Tommy
-tak skarbie?-wzięłam chłopca na ręce i wyszłam z pokoju , zeby chłopczyk nie zobaczył jak jego ojciec sie schlał.
Poszłam za chłopcem do jego pokoju , chłopiec położył sie do łóżka a ja przykryłam go szczelnie kołdra.
-Mamusiu-zaczął nie śmiało-a czy ty i tatuś chcecie sie rozstać?
-Tommy , kochanie oczywiście że nie. To tylko takie małżeńskie sprzeczki nic poważnego. To takie wiesz dziecinne sprzeczki , coś typu jak ty i Dracy kiedy kłócicie sie o zabawkę. zawsze sie godzicie prawda?-chłopiec pokiwał głowa znacząco.-No własnie to tak jak ja i tatuś musimy sie trochę pokłócić dla równowagi.
-A kochasz tatusia?
-Skarbie ty i tata jesteście najważniejszymi mężczyznami w moim życiu oczywiscie że tak.-potargałam jego włosy.-a teraz idzi już spać , jest trzecia w nocy kochanie.
-Dobrze mamusiu dobranoc-ucałowałam chłopca i wyszłam z jego pokoju zamykając szczelnie dziwi żeby chłopiec nie słyszał dalszej części kłótni mojej i Louisa. Wszystko co mówiłam chłopcowi to było kłamstwo , może oprócz tego ze dalej kocham Tomlinsona ale to bez znaczenia. on woli sie przeciesz upić i robić awantury.
Zamknełam dziwi od pokoju Tommy'iego i przymknęłam oczy na sekundę.
-To prawda?-usłyszałam cichy głos Louisa opierającego sie o poręcz schodów.
-O widzę że Tomlinson jeszcze jest w domu. co sie stało że nie siedzisz w barze i nie chlejesz?-zapytałam z ironią.
- Skai możemy normalnie pogadac.?
- Szybko wytrzeźwiałeś.
chłopak podszedł do mnie bliżej łapiąc za dłoń którą wyrwałam od razu.
-Skai proszę cię.
-O co louis.?! traktujesz mnie jak swoją własność jak rzecz która jest i wyłącznie twoja. Louis ja nie jestem pewna nawet czy to małżeństwo ma sens. Było pięknie to fakt ale na poczatku zawsze tak jest później się zaczęło wszystko psuć.Pewnie też gdzieś zawiniłam ale to ty przychodzisz prawie codzienny napity do domu. masz w dupie własnego synka. ona ma cztery latka Lou. on potrzebuje supeemana zwanym dla niego tata. o sobie nic nie będe mówić ale proszę cię , jeżeli nic już do mnie nie czujesz rozumiem , ale prosze choć znajdzi czasem minutke dla Toma on tego potrzebuje uwierz.zamiast iść do baru możesz przeczytać bajke tommy'emu tylko tyle louis a dalej pij ile chcesz ale prosze cię nie traktuj mnie jak szmaty ani własność, tak kocham cie jeżeli chcesz wiedzieć i raczej to się nigdy nie zmień ale tu nie chodzi o nas...tylko o Toma.
Chłopak patrzał na mnie , pierwszy raz od kilku miesięcy gadałam z nim normalnie , pierwszy raz od kilku miesięcy w jego oczach były te iskierki ten chamski uśmiech zniknął a na jego miejsce pojawił sie smutek. wiem ze nie powinnam sie cieszyć z jego smutku ale w końcu wydawało mi sie że coś do niego dotarło. chłopak zmrużył lekko oczy i uśmiechnął sie ale szczerze.
-Skai jak może myśleć że cie nie kocham. Wiem , przejebałem wszystko. przepraszam. Nie rozumiem nawet sam siebie. to przez ten napięty grafik te wyjazdy to napięcie zero czasu na nic tylko trasy koncerty wywiady. Skai wiem ze to marne wytłumaczenie ale tylko tak to umiem wytłumaczyć. Ale uwierz mi proszę Kocham cię.! Najmocniej na świecie , byłem okropnym ojcem i mężem ale sie zmeinie obiecuje od dzisiaj zero alkoholu , jakiś używek i ogólnie tylko my obiecuje.MY. TY. JA. TOMMY.
Obietnica Tomlinsona była prawdziwa , i zawsze będzie na zawsze razem i do końca z moim Supermanem .
MY. TY. JA. TOMMY.
-Śmieszne-zaśmiał sie donośnie.
-Nie wiem czy to takie śmieszne...-Pobiegłam na górę po walizkę i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy.
-A ty kochanie gdzie się wybierasz?-podszedł do mnie.
-Odpieprz się.!-wyrwałam sie z jego uścisku.-Śmierdzi od ciebie alkoholem wyglądasz jak menel , wrak człowieka. zastanów sie co ty robisz. znowu sie upijasz a jutro będziesz przepraszać.!ZNOWU KURWA.!- darłam sie na niego jak opętana.
-Taka kolej rzeczy-zadrwił
-O nie nie... Jutro już nie będzie tak.! wyprowadzam sie Tommo rozumiesz?.
-Jesteś moja nie zapominaj- pokazał na moją obrączkę a pózniej na swoją.
-Jest takie cos jak rozwód
-Chyba nie zrobisz tego Tommy'emu.
-Louis nie mieszaj w to dziecka.!
-Bo...
-Jesteś zwykłym dupkiem.
Nastała cisza. louis stał i patrzał sie na mnie z nikłym uśmiechem.
-mamusiu.-w dziwach stanął zaspany Tommy
-tak skarbie?-wzięłam chłopca na ręce i wyszłam z pokoju , zeby chłopczyk nie zobaczył jak jego ojciec sie schlał.
Poszłam za chłopcem do jego pokoju , chłopiec położył sie do łóżka a ja przykryłam go szczelnie kołdra.
-Mamusiu-zaczął nie śmiało-a czy ty i tatuś chcecie sie rozstać?
-Tommy , kochanie oczywiście że nie. To tylko takie małżeńskie sprzeczki nic poważnego. To takie wiesz dziecinne sprzeczki , coś typu jak ty i Dracy kiedy kłócicie sie o zabawkę. zawsze sie godzicie prawda?-chłopiec pokiwał głowa znacząco.-No własnie to tak jak ja i tatuś musimy sie trochę pokłócić dla równowagi.
-A kochasz tatusia?
-Skarbie ty i tata jesteście najważniejszymi mężczyznami w moim życiu oczywiscie że tak.-potargałam jego włosy.-a teraz idzi już spać , jest trzecia w nocy kochanie.
-Dobrze mamusiu dobranoc-ucałowałam chłopca i wyszłam z jego pokoju zamykając szczelnie dziwi żeby chłopiec nie słyszał dalszej części kłótni mojej i Louisa. Wszystko co mówiłam chłopcowi to było kłamstwo , może oprócz tego ze dalej kocham Tomlinsona ale to bez znaczenia. on woli sie przeciesz upić i robić awantury.
Zamknełam dziwi od pokoju Tommy'iego i przymknęłam oczy na sekundę.
-To prawda?-usłyszałam cichy głos Louisa opierającego sie o poręcz schodów.
-O widzę że Tomlinson jeszcze jest w domu. co sie stało że nie siedzisz w barze i nie chlejesz?-zapytałam z ironią.
- Skai możemy normalnie pogadac.?
- Szybko wytrzeźwiałeś.
chłopak podszedł do mnie bliżej łapiąc za dłoń którą wyrwałam od razu.
-Skai proszę cię.
-O co louis.?! traktujesz mnie jak swoją własność jak rzecz która jest i wyłącznie twoja. Louis ja nie jestem pewna nawet czy to małżeństwo ma sens. Było pięknie to fakt ale na poczatku zawsze tak jest później się zaczęło wszystko psuć.Pewnie też gdzieś zawiniłam ale to ty przychodzisz prawie codzienny napity do domu. masz w dupie własnego synka. ona ma cztery latka Lou. on potrzebuje supeemana zwanym dla niego tata. o sobie nic nie będe mówić ale proszę cię , jeżeli nic już do mnie nie czujesz rozumiem , ale prosze choć znajdzi czasem minutke dla Toma on tego potrzebuje uwierz.zamiast iść do baru możesz przeczytać bajke tommy'emu tylko tyle louis a dalej pij ile chcesz ale prosze cię nie traktuj mnie jak szmaty ani własność, tak kocham cie jeżeli chcesz wiedzieć i raczej to się nigdy nie zmień ale tu nie chodzi o nas...tylko o Toma.
Chłopak patrzał na mnie , pierwszy raz od kilku miesięcy gadałam z nim normalnie , pierwszy raz od kilku miesięcy w jego oczach były te iskierki ten chamski uśmiech zniknął a na jego miejsce pojawił sie smutek. wiem ze nie powinnam sie cieszyć z jego smutku ale w końcu wydawało mi sie że coś do niego dotarło. chłopak zmrużył lekko oczy i uśmiechnął sie ale szczerze.
-Skai jak może myśleć że cie nie kocham. Wiem , przejebałem wszystko. przepraszam. Nie rozumiem nawet sam siebie. to przez ten napięty grafik te wyjazdy to napięcie zero czasu na nic tylko trasy koncerty wywiady. Skai wiem ze to marne wytłumaczenie ale tylko tak to umiem wytłumaczyć. Ale uwierz mi proszę Kocham cię.! Najmocniej na świecie , byłem okropnym ojcem i mężem ale sie zmeinie obiecuje od dzisiaj zero alkoholu , jakiś używek i ogólnie tylko my obiecuje.MY. TY. JA. TOMMY.
Obietnica Tomlinsona była prawdziwa , i zawsze będzie na zawsze razem i do końca z moim Supermanem .
MY. TY. JA. TOMMY.
środa, 10 kwietnia 2013
Rozdział drugi ' Mylisz się...Byłem w Devonshire'
Nastała cisza ,
przytłaczająca cisza , doktor Mortimer spojrzał na nas podenerwowany wzrokiem i
niemalże niesłyszalnie odparł pół głosem;
-Panie Holmes to
były ślady łap olbrzymiego psa.
Przyznaje ze te słowa przejęły mnie
dreszczem. Głoś doktora Mortimera także drżał , w całym pokoju panowała cisza,
grobowa cisza. Powietrze stało się tak gęste ze można było by je kroić nożem.
Holmes natomiast pochylił się naprzód z błyskiem w oczach co oznaczało że Holmes
w końcu się zainteresował tą sprawą.
-Czy pan to widział naprawdę?-
zapytał
-Tak jak widzę pana w tej chwili.
-I nic pan nie mówił?- oburzył się
Holmes
-Dlaczego miał bym o tym mówić?
-Jak to możliwe że nikt tego nie
zauważył?.
-Ślady znajdowały się jakieś
dwadzieścia jardów* od ciała Sir Charlesa Tomlinsona i nikt nie zwrócił na nie
uwagi .Gdybym nie znał legendy o psie też pewnie bym nie zwrócił mej uwagi na
te ślady.
-Czy na moczarach znajduje się dużo
psów lub nie wiem …owczarków .- Głos zabrał Watson
-Niewątpliwie ale to nie były ślady
owczarka czy jakiegoś tam psa.
-Twierdzi pan że pies był wielki.?-
zapytałam.
-Olbrzymi.!.-krzyknął.
-I nie zbliżał się do ciała?
-Nie.
-A jaka wtedy była pogoda?- odezwał
się Holmes.
-Było wilgotno i zimno.
-Czy padał deszcz?
-Nie.
-Jak wygląda ta aleja cisowa?- zapytałam.
-Tworzy ją bardzo gęsty cisowy
szpaler wysokości około czterech metrów. Środkiem biegnie dróżka szerokości dwóch
metrów po obu stronach dróżki rozciąga się trawnik szerokości metra.
-Mówił pan że w alei znajduje się
furtka. –wtrąciłam.
-Tak prowadzi ona na moczary.
-A czy nie ma żadnego innego
wyjścia?
![]() |
| Kawałek Alei Cisowej |
-nie ma.
-To znaczy że do alei można dostać
się tylko przez furtkę albo z domu?.
-Można jeszcze wejść przez altanę
zbudowaną na końcu alei.
-Czy sir Charles doszedł aż do tego
miejsca?.
-Nie znaleziono go o jakieś
pięćdziesiąt jardów od altany.
-Czy ślady psa znajdowały się na
trawniku czy na ścieżce ,to szczegół
wielkiej wagi.- Zapytał Holmes zanurzając się z powrotem w fotelu.
-Oczywiście że na ścieżce , an
trawie ślady nie były by widoczne.
-Czy były one na tej samej stronie
co furtka.?
-Tak i to na samym skraju ścieżki.
-Zaciekawił nas pan niezmiernie.-
powiedział zamyślony Holmes.- A czy furtka była zamknięta?.
-Na kłódkę.
-Jakiej wysokości jest ta kłódka?
-Około metra.
-Wiec można się przez nią
przedostać.
-z łatwością.-potwierdził Jakub.
-Czy dostrzegł pan coś godnego uwagi
przy furtce?
-Nic szczególnego.
-Na litość boską ,czy nikt tego
miejsca nie badał?.!-zawołał Holmes
-Badałem je osobiście.
-I nic pan nie odkrył.?
-Sir Charles stał w tym miejscu od
pięciu do dziesięciu minut, zobaczyłem na ziemi popił dwa razy strzepnięty z
cygara.
-Doskonale.-Powiedział Holmes-
Znaleźliśmy godnego nas kolegę… ale jakie tam były ślady.?
-Było dużo śladów Sir Charlesa
.Innych nie zauważyłem.
Sherlock Holmes uderzył się
niecierpliwie ręką w kolano.
-Ach !. Gdybym ja tam był!- zawołał –
Wypadek przedstawia się niezmiernie interesująco i daje szerokie pole do popisu
specjaliście w tej dziedzinie. Ślady na piasku z których mógł bym odczytać tak
wiele zatarł deszcz i buty ciekawskich wieśniaków. Gdybym Ja tam był.!.
Doktorze dlaczego mnie pan wtedy nie wezwał.? Zawinił pan bardzo.
-Nie mogłem wezwać pana , nie
wyjaśniając tych szczegółów .Zresztą… Zresztą…
-Proszę śmiało , nikt nie gryzie-
roześmiał się Watson.
-Istnieją okoliczności gdzie nawet
najlepszy z najlepszych detektywów nic nie może poradzić.
-Czy pan przypuszcza że mamy do
czynienia z czymś nadprzyrodzonym?.
-Tego nie powiedziałem.- zdenerwował
się Dr.Mortimer
-Ale niewątpliwie tak pan myśli.
-Po tej tragedii słyszałem kilka
historii i trudno mi uwierzyć że są to naturalne zjawiska.
-Jakie?- powiedzieliśmy równo we
trójkę.
-Kilka osób w tą straszną noc
widziało na moczarach zwierzę , jakby będą wcieleniem złego ducha psa
Tomlinsonów . Zwierze te nie zalicza się do żadnego znanego gatunku. Wszyscy
zgodnie mówią że to był wielki potwór buchający ogniem , upiorny. Wszyscy
odmalowali złowrogie zjawisko które dokładnie odpowiada opisowi piekielnego psa
z legendy.
-A czy pan jako człowiek nauczki
wierzy że istotnie chodzi tu o coś nadprzyrodzonego.?
-Sam nie wiem co o tym myśleć-
Jęknął bezradnie Doktor.
-Dotychczas-rzekł- Ograniczałem
swoje badania do spraw przyziemnych. W miarę moich skromnych możliwość
walczyłem ze złem ale wypowiedzenie walki piekielnym siłą było by zadaniem
przerastającym moje ambicję. Musi pan jednak przyznać ze ślady były materialne.
-ten dziwny pies był o tyle
stworzeniem materialnym , że zdołał rozerwać gardło człowieka a jednak
pochodzenie jego jest piekielne.
-Wiedz że już całkowicie zalicza się
pan w poczet ludzi wierzących w zjawiska nadprzyrodzone… Ostatnie pytanie;
Jeżeli pan w to wierzy to dlaczego przyszedł pan do mnie po poradę?. Mówił pan
że nie należy badać przyczyn przedwczesnego zgonu Sir Charlesa a jednocześnie
prosi mnie pan o to.
-Nie ja pana o to nie prosiłem
-W jaki sposób mogę panu pomóc.?
-Chcę żeby mi pan poradzi jak
powinienem zachować w wobec Sir Louisa Tomlinson’a który przybywa na dworzec w
Waterloo –Tu doktor spojrzał na zegarek- za godzinę i kwadrans.
-Czy to on jest spadkobiercą.?
-Tak.
-czy nie ma innych spadkobierców?
-Nie, jedynym krewnym , którego ślad odnaleziono
nazywał się Rodger Tomlinson. Był najmłodszym z trzech braci wśród czego Sir
Charles był najstarszy . Drugi brat który umarł młodo zostawił tylko jednego
syna Louisa. Rodgera uważano zawsze w rodzinnie za parszywa owce. Był on
uosobieniem Tomlinson’ów dawnego typu i –jak mnie zapewniano- żywym portretem
owego Hugona. W Anglii zaczął palić mu się grunt pod nogami wiec uciekł do
Ameryki Środkowej , gdzie umarł na żółtą febrę w 1876 roku. Sir Louis jest wiec
ostatnim potomkiem rodu Tolinson’ów. Za godzinę i pięć minut mam się z nim
spotkać na dworcu . Telegrafował do mnie z Southampton że przyjedzie dziś rano.
Cóż wiec mam uczynić panie Holmes.?
-Dlaczego nowy spadkobierca nie miał
by zamieszkać w starej siedzibie swoich przodków?.
-Wydaje się to zupełnie rzeczą
naturalną prawda ?. Lecz każdy poprzednik mieszkający w Tomlinson Hall zginął
śmiercią nieuzasadnianą i gwałtowną. Jestem wręcz pewien ze gdybym rozmawiał z
Sir Charlesem tuż przed jego śmiercią , usilnie by mi polecił abym nie
wprowadzał do tego nieszczęsnego domu ostatniego potomka rodu i spadkobiercy
olbrzymiego majątku. Lecz nie można zaprzeczyć że dobrobyt tej biednej okolicy
zależy w dużej mierze od obecności Sir Loui’ego . Przyszedłem wiec prości pana
o zdanie i radę , gdyż obawiam się , żeby własny interes nie wpłyną na moją
decyzję
Holmes zastanawiał się przez chwile
wreszcie rzekł;
-Mówiąc bez ogródek uważa pan ,że
jakieś diabelskie moce czynią Dartmoor niebezpiecznym miejscem dla potomka
rodziny Tomlinsonów . Czy takie jest pańskie zdanie?.
-A czy nie ma do tego podstaw?.
-Nie przeczę. Ale jeżeli pańska
teoria o faktach nadprzyrodzonych jest prawdziwa ten młodzieniec może podlegać
tym wpływom tak samo w Londynie , jak i w Devonshire. Trudno sobie wyobrazić
diabła którego zakres władzy sięgałby tylko do granic jednej parafii.
-Uważa pan że ten młodzieniec nie
jest naraniony na większe niebezpieczeństwo w Devonshire niż w Londynie… Przyjeżdża za pięćdziesiąt minut.
Co mi pan radzi uczynić.?
-Radzę panu wziąć powóz , zawołać
swojego psa który drapie do moich dziwi , i udać się na spotkanie z Sir Louisem
Tomlinsonem na dworcu Waterloo.
-A potem.?
-Potem nie powie mu pan nic dopóki
ja nie podejmę decyzji w tej sprawie.
-czy długo to potrwa?
-dwadzieścia cztery godziny.
Doktorze bardzo proszę żeby pan zechciał mnie odwiedzić jutro o dziesiątej
rano. Byłoby wysoce wskazane aby pan przyszedł tu wraz z Sir Louisem.
-Nie omieszkam tego uczynić panie
Holmes- Doktor Mortimer zapisał na mankiecie godzinę i wyszedł wraz ze swoim
czteronożnym kompanem.
Holmes zatrzymał go na schodach;
-Jeszcze jedno pytanie Doktorze.
Mówił pan że przed śmiercią Sir Charlesa Tomlinsona kilka osób widziało na
moczarach to dziwne zjawisko.?
-Tak trzy osoby.
-A czy widziano je i później?
-Nie słyszałem o tym.
-Dziękuje pan. Do widzenia.
-Do widzenia- powtórzyliśmy jak
modlitwę wraz z Watsonem zaraz po Holmesie.
Holmes wrócił do fotela z wyrazem
wewnętrznego zadowolenia , malującym się na twarzy. Co oznaczało że ma przed
sobą ciekawą robotę.
-Wychodzicie?- Zapytał nas widząc
jak Watson ubiera swe czarne lakierki a ja zarzucam na siebie czarny długi
płaszcz.
-Tak chyba że ci się przydamy?
–zapytałam
-Nie kochani , wasza pomoc będzie mi
potrzebna dopiero w chwili działania. To wspaniała sprawa i pod niektórymi
względami jedyna w swym rodzaju. Jeżeli któreś z was będzie przechodzić koło
sklepu Bradleya ,powiedzcie ,proszę ,żeby mi przysłał funt najmocniejszego
tytoniu. Byłbym wam wdzięczny ,gdybyście pozostawili mnie samego aż do
wieczora. Jak wrócicie porównamy nasze wrażenia na temat tej ciekawej zagadki.
Widziałam ze dla mojego Holmesa , w
momentach koncentracji ,samotności była konieczna. Rozważał wtedy każdy
szczegół sprawy , budował różne teorie ,zbijał je kolejno i segregował fakty
według ich ważności.
Według tego wyszłam wraz z Watsonem
z naszego domu i udaliśmy się w swoje strony.
-Sara.!-krzyknął Watson kiedy oddaliłam się od niego kilka metrów
dalej –Czy zmierzasz w stronę sklepu Bradleya.?
-Tak. Tak a co.?
-Przekażesz mu zamówienie Holmesa.?
-Oczywiście.
Udałam się szybkim krokiem w stronę
danego sklepu. Kilka krótkich minut minęło a ja stałam u stóp wielkiego budynki
gdzie znajdował się jeden ze sklepów Bradleya. Pchnęłam wielkie dziwi , i
udałam się długim ciemnym korytarzem do kolejnych dziwi prowadzących na
zaplecze skąd słychać było donośne krzyki Bradleya i jego kochanki. Stanęłam
przed nimi zdejmując czarne okulary i rękawiczki po czym zapukałam w rytm.
Cisza , Szmer , Moim oczom ukazał się wysoki mężczyzna z dwudniowym zarostem i
niebieskimi oczami.
-Och witam Sarah.!
![]() | |
| Magazyn Bradleya |
-Nie ciesz się tak mój drogi. Ja tu
jestem tylko dlatego że Holmes ma do ciebie prośbę , a raczej zamówienie.-
wyjęłam mała karteczkę z zamówieniem Holmesa i zapłaciłam za przesyłkę.
-Może z nami zostaniesz i napijesz
się Kawy.?
-Nie dziękuje.-Spojrzałam z
obrzydzeniem na jego kochankę.
Wyszłam bez słowa. Nie chciałam tam
być ani minuty dużej. Obleśny typ i jego napalona kochanka. Nie rozumiem tego
pojęcia. On ma co każdy w tych latach może mu pozazdrości , piękną żonę cudowne
dzieci oraz wielki zakład tytoniów. Ona młoda dziewczyna z dużymi perspektywami
, o niespotykanej urodzie. A jednak ich życie erotyczne chyba nie jest zbyt
piękne skoro kochają się na zapleczu.
-Świeża gazeta.!-Krzyczał chłopiec
po przeciwnej stronie ulicy- Tajemnicze morderstwo w Devonshire.!
Aha.! Coś dla mnie. Podeszłam do
chłopca i poprosiłam o gazetę , płacąc trzy funty. Poczułam jak małe kropelki
wody rozbijają się o moje czoło i włosy na głowie co oznaczało tylko jedno ,
deszcz. Czym prędzej podążyłam do mego ulubionego klubu. Wchodząc przywitałam
się z Watsonem który widocznie też tutaj chciał przeczekać ulewę.
-Patrz mój drogi co tu
mam.-zaśmiałam się triumfalnie przesuwając gazetę w jego stronę.
-Gazeta. -westchnął- Wielkie mi
odkrycie
-Strona 6.
Watson przerzucił kilka nielicznych
cienkich kartek i zatrzymał się na stronie 6 gdzie jemu powiedziałam.
-Zabójstwo w Devonshire. Kolejny
członek rodu Tomlinsonów ginie.
-Nie tylko my się zainteresowaliśmy
tą sprawą ale także media.
-Ciekawe ciekawe.- odparł.
Przeczekaliśmy ulewę , i tak jak
prosił nas Holmes wróciliśmy dopiero wieczorem.
Dochodziła dziewiąta gdy znaleźliśmy
się w domu. Razem z Watsonem pierwsze co udaliśmy się do gabinetu Holmesa. Gdy
otworzyłam dziwi , zdawało mi się że się pali ,bo w pokoju aż ciemno było od
dymu.
Gdy weszłam głębiej uspokoiłam się ,
był to bowiem tylko dym tytoniowy , który zaczął mnie drapać w gardle ,
wywołując nieprzyjemny kaszel. Przez gęstą warstwę dymu dostrzegłem Holmesa z
czarną fajką w zębach , otulonego w szlafrok i zagłębionego w ulubiony fotelu.
Dookoła niego leżały rulony papierów.
-Zaziębiłaś się Sarah.?-zapytał.
-Nie to ten trujący dym.
-A rzeczywiście dym jest dość gęsty…
-Gęsty.! Przecież tu nie ma czym
oddychać.- krzyknął Watson.
-No to otwórz okno. Założę się że
cały ten czas przesiedzieliście oby dwoje w klubie.
-Mój Kochany…
-Czy zgadłem.?
-Naturalnie , ale jakim sposobem.?
Holmes roześmiał się widząc
zdumienie rysujące się na naszych twarzach;
-Rozczulająca jest wasza
naiwności-rzekł. -Zawsze sprawia mi przyjemności korzystanie z moich małych ,
skromnych umiejętności dla zabawienia się waszym kosztem .Pomyślcie tylko pewna
‘para’ która nie ma serdecznych przyjaciół , wychodzi podczas deszczu i słoty a
wraca do domu wieczorem mając nieskazitelnie lśniące buty , oraz cylinder i
płaszcz. Musieli zatem spędzić dzień pod dachem. Czy to nie jest jasne.?
-Raczej tak.
-Na świecie jest dużo rzeczy
oczywistych , na które jednak nikt nie zwraca uwagi. A jak wam się zdaje gdzie
byłem.?
-Nie ruszyłeś się nawet na krok z tego
fotela- rzucił obojętnie Watson przysiadając się do Holmesa.
-Mylisz się… Byłem w Devonshire.
-Ale tylko myślami- roześmiałam się.
-Oczywiście ciało moje nie ruszyło
się z tego fotela i wchłonęło bez współudziału moje myśli , co stwierdzają z
żalem dwa duże dzbanki kawy i niezmierna ilość tytoniu. Gdy wyszliście
,posłałem do Stanforda po mapę tej części moczarów i duch mój błądzi po nich
już cały dzień. Pochlebiam sobie że teraz mógłbym już tam wędrować bez
przewodnika .
-Czy jest to dokładna mapa.
-Bardzo dokładna.
Holmes rozwiną jedną z map i
rozłożył ją na kolanach.
-Oto obszar o który nam chodzi
–rzekł –Tu pośrodku znajduje się Tomlinson Hall.
-Otoczony lasem.?
-Tak. Chociaż aleja cisowa nie jest
określona żadną nazwą , przypuszczam że biegnie wzdłuż tej linii, a moczary
znajdują się po prawej stronie. Tu ,ten szereg domków, to wioska Grimpen ,
gdzie mieszka nasz przyjaciel Doktor Mortimer. Widzicie ze w promieniu pięciu
mil osiedla ludzkie są rzadko rozrzucane. Tu jest posiadłość Lafter Hall, o
której wspomina stary rękopis. A ten dom należy pewnie do przyrodnika
Staplentona , jeżeli dobrze pamiętam jego nazwisko. Wreszcie są tu dwie farmy
High Tor i Foulmire. O czterdzieści mil
stamtąd wznosi się wiezienie Princetown. Dookoła i miedzy tymi punktami ciągną się ponure i
puste moczary. Tu właśnie rozegrał się dramat który może uda nam się odtworzyć.
-To wygląda na bardzo dziwie
miejsce.-wtrąciłam
-Tak tło jest odpowiednie. Gdyby
diabeł chciał się mieszać do ludzkich spraw…
-A więc i ty przypuszczasz że ,
istnieją jakieś moce nadprzyrodzone.?- Zapytałam.
-A czy diabeł nie może posługiwać
się pomocnikami z krwi i kości? Od początku dwa pytania nasuwają mi się na
myśl; Czy popełniono tu zbrodnie , jakiego rodzaju to zbrodnia i w jaki sposób
ją popełniono? Jeżeli przypuszczenia Doktora Mortimera ,że mamy tu do czynienia
z mocami nadprzyrodzonymi są słuszne , to oczywiście zaniechamy dalszych badań.
Ale musimy przeanalizować wszystkie inne hipotezy zanim zatrzymamy się na tej
ostatniej. No a wy, czy zastanawialiście się nad tą sprawą .?
-Myślałam o niej w ciągu dnia.
-I jakie jest twoje zdanie.
-że jest wyjątkowo zagmatwana-
odparł Watson.
-Rzeczywiście , ma swoisty charakter
i tyle niezwykłych cech… Na przykład ta zmiana w śladach stóp. Jak to sobie tłumaczycie.?
-Mortimer twierdzi ze sir Charles
szedł na palcach po tej części alei.
-Powtarza tylko zeznanie jakiegoś
idioty ze śledztwa. Dlaczego Tomlinson miałby iść na palcach.?
-A wiec.?
-On musiał biec…- szepnęłam a oni
spojrzeli się na mnie w tym samym momencie.
-Kontynuuj
-On musiał biec, biec z rozpaczliwym
wysiłkiem , biec by ocalić swoje życie , biec dopóki nagły atak serca nie
powalił go na ziemię.
-A dlaczego biegł.?
-W tym tkwi zagadka. Z niektórych
oznak wnoszę ,że był już przerażony do najwyższego stopnia zanim zaczął
uciekać.- Kontynuowałam
-Na czym opierasz ten
wniosek.?-zapytał Holmes.
- Przypuszczam ze powód jego
przestraszenia znajdował się na moczarach. Wydaje mi się że to prawdopodobne
,gdyż tylko człowiek oszalały ze strachu może uciekać nie w stronę domu , lecz
w przeciwną. Jeżeli można wierzyć opowiadaniu Cygana , Sir Charles biegł
wołając o pomoc , w kierunku skąd
najmniej mógł się go spodziewać. A teraz pytanie. Na kogo mógł czekać w alei
cisowej , zamiast w domu.?
-Czy sądzisz ze czekał na kogoś.?-
Watson patrzał na mnie z nieodgadnioną miną.
-*-
Chwile mijały tak ulotnie dzisiaj ,
wydawało by się ze niecałe kilka minut temu był ranek ,że po domu roznosił się zapach
kawy , Holmes odpalał pierwsze cygaro tego dnia a Watson dalej siedzi zamknięty
w swoim pokoju czytając uważnie stronę po stronie jakiejś książki . Właśnie
wydawało by się. Za oknami panuje już całkowity mrok. Sprawa z Tomlinson Hall
tak nas dzisiaj wszystkich pochłonęła. Każda chwila tak szybko przemija ,
czasami tak jak byśmy chcieli , doskonała chwila pierwszy pocałunek , lub
bardziej żywsza i spontaniczna chwila- Ta nie zaplanowana. Oby dwie są cudowne
, każda chwila ma swoje wady i zalety. A czas dalej nie ubłaganie biegnie.
Wielki zegar z dębu wybił godzinę 3 w nocy.
-Godzinna duchów- usłyszałam głos
Watsona za moich pleców.
-Co ty tu robisz.-nie oderwałam
wzroku od widoku za oknem –Jest trzecia nad ranem , Idzi już spać ‘braciszku’
-Sarah , mam coś co cie zaciekawi.
-Tak a co na przykład.?
-Proszę.- Podał mi kopertę z…
---------
Witam.! Przepraszam za troche długą nie obecność ale , komputer miał wirusa i cały rozdział mi sie usunął a pózniej naprawa itp.-.- eh długo by gadać. ale dzisiaj tak niespodzianka z okazji moich urodzin bitches.!;L jestem taka podekscytowana... Mam nadzieje że wam się spodobał rozdział , ręczę życiem ze w następnym rozdziale pojawi się już Louis.;D A następny rodział dodam tak za tydzień (?) No wiec czekam na komentarze i do następnego.! paa.<3.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







