poniedziałek, 21 października 2013

PISS JOŁ.

Wiec tak... UHUHUHUUHU ile mnie tu już nie było :c SOŁ SORI ale zgubiłam książkę "Pies Baskervill'ów' i w dodatku życie do góry nogami mi się obróciło.:x Obiecuję że dalej bd kontynuować to opowiadanie ale dopiero jak babcia przyśle mi książkę z Polski bo właśnie ją tam zostawiłam na wakacjach. Ja Idiotka -.-' Ale jakoś wam to powynagradzam i bd dodawać tu imaginy :)  Większość imaginów bd w roli głównej z Lou od razu mówie bo zauważyłam że jest najmniej imaginów o nim w dodatku jestem Loui's Girl dzięki czemu mam wiecej pomysłów na imaginy.:D Mam nadzieje że spodobają wam się one. :> może dodam jeszcze dzisiaj imagina z Lou.xD jak mi mama tableta nie zabierza :L PISS JOŁ BEJBUSZKI.<3


wtorek, 2 lipca 2013

Rodział Trzeci "Pan Ideał".



-Tak a co na przykład.?
-Proszę.- Podał mi kopertę z…

List była zaadresowana do mnie ,  ale skąd przychodzi list? Przecież nie znam adresu 303 Canterbury Close Lincoln , przynajmniej nie kojarzę tego adresu. Obróciłam się ,żeby zapytać mego towarzysza czy wie od kogo dostałam tajemniczy list lecz go już nie było w pokoju. Szarpnęłam za kopertę i zamaszystym ruchem ją otworzyłam wyciągając na wierzch list w kolorze brzoskwiniowym , pachniał on tytoniem i nutką męskich perfum.
990 Baker Street London 

Sarah Sheeran

Sarah, Nie wiem od czego zacząć , najłatwiej by było od początku ale w tym polega problem , nie wiem gdzie dokładnie znajduje się początek. Może zacznę tak; Jestem Jonathan Walis , pewnie nie kojarzysz mnie , nic nie szkodzi. Jestem synem brata twego ojca , twoim kuzynem. Masz teraz zapewne z 20 lat. Ja natomiast jestem starszy od ciebie zaledwie o dziewięć lat. Od śmierci twojego ojca , jakże i matki próbowałem się jakkolwiek skontaktować , było to dość trudne , sam zostałem osierocony w wieku 10 lat , twoi rodzice pomogli mi  w tych trudnych momentach , później wyjechali chcieli zacząć nowe życie w Londynie w dodatku Clover twa matka zaszła w ciąże , miałem wtedy 16  lat wiec spokojnie mogłem zamieszkać sam. Na początku pisaliśmy listy miedzy sobą ale z czasem kontakt się popsuł , sama pewnie rozumiesz. Kilka lat później z radia dowiedziałem się że w wypadku samochodowym zginęli twoi rodzice  , na początku zastanawiałem się co mogę zrobić w tej sprawie ale nie wiele zdziałałem. Po czym zacząłem kojarzyć fakty , przecież twoi rodzice opiekowali się tobą , a nikt inny na tym świecie już nie został. Starałem się odnaleźć ciebie ale przeprowadziliście się i nie miałem pojęcia gdzie cie szukać , w dodatku kto by dał osiemnastolatkowi  pod opiekę dziecko. Odwiedziłem prawdopodobnie wszystkie domy dziecka w Londynie. Lecz jednak nigdzie się niczego nie dowiedziałem. Pamiętam jeszcze te słowa wypowiedziane przez jedną recepcjonistkę w  „LittleLand” ostatnim domu dziecka jaki odwiedziłem  „Chłopcze ,dziecku dziecka nie dadzą” te słowa pogrzebały moją nadzieje w piach. Ta sprawa nie dawała mi spokoju ,lecz nic na to poradzić nie mogłem. Zostałem policjantem , pewnie cie to nie obchodzi ale dzięki temu ze nim zostałem znalazłem twój Adres , i dowiedziałem się paru ciekawych rzeczy o tobie , mam nadzieje że nie będziesz miała mi tego za złe. Przeglądałem listę zamieszkanych w obrzeżach zachodniej części Londynu , natrafiłem na Baker Street , czytając listę natchnąłem się na nazwisko Sheeran , przypominając sobie całą historie z przed kilkunastu lat. Trafiłem w samo sedno , na ekranie mego komputera wyskoczyły twoje dane wszystko się zgadzało. Nie chciałem cie odwiedzać bez zapowiedzi , w końcu jestem człowiekiem z klasą. Mam nadzieje że zechcesz się ze mną spotkać , albo choć zdołasz mi odpisać na ten dość krótki list. Chciałem ci wyjaśnić rzeczy z grubszą , jeżeli pragniesz dowiedzieć się więcej informacji , znasz Adres mego domu. Czekam na odpowiedzi.
Jonathan Walis
J.W.  
Jonathan –powtórzyłam szeptem kładąc list na biurku.
Ta straszna nie wiadoma , nie wiem co dalej mam zrobić , nie rozumiem już nic. Nie wiem czy powinnam się spotkać z tym człowiekiem ,nie znam go praktycznie podaje się za moją rodzinę i większość rzeczy się zgadza jak wypadek rodziców i wyjazd do Londynu ale skąd mam mieć pewność że to nie jest jakiś oszukaniec. Lecz zaryzykuje , napisze do niego jutro po spotkaniu z Sir Tomlinsonem. Powinnam walczyć o rodzinę choć nawet jeżeli jej nie znam. To jedyna możliwość poznania kogoś z moje rodziny nikt innym mi już nie został, oczywiście nie wliczając mych dwóch kompanów.
-Sarah powinnaś się już położyć.- do mojego pokoju ponownie tej nocy wszedł Watson.
-Przeczytaj.-wskazałam na list który leżał w dalszym ciągu na biurku-no dalej.
Watson podszedł do dębowego biurka i sięgnął po brzoskwiniowy list. Otworzył go i zaczął czytać pierwsze linijki zawarte w jego treść. Po kilku minutach mój przyjaciel uniósł oczy znad listu i zaczął dokładnie przyglądać się mi.
-Co zamierzasz zrobić?.-odłożył list na biurko.
-Nie wiem przyjacielu , doradzi mi.- usiadłam na łóżku a Watson koło mnie.
-Sarah-objął mnie ramieniem-Wiesz że to jest jedyna możliwość na spotkanie kogoś z twojej rodziny. Więcej takiej szansy nie dostaniesz. Odpisz mu na list i zaprosi go tu ,lub spotkaj się z nim na starym rynku.
-Watson ,ale przecież dobrze wiesz że Sherlock zaraz po spotkaniu z sir Tomlinsonem będzie chciał  wyruszyć do Devonshire .Nie ma możliwość żebyśmy w najbliższym czasie spotkali się tu w Londynie.
-Kto powiedział że w Londynie musicie się spotkać.- stłumił  w sobie śmiech i wyszedł bez słowa.
Nie rozumiem go ,i raczej nigdy nie zrozumiem. Od samego początku ten człowiek był dla mnie jedną wielką zagadką, nigdy nie spotkałam osoby z takim charakterem. Był niesamowity ,nieprzewidywalny nie można było go rozszyfrować ,czasami jego jedno słowo wyrażało więcej niż nie tysiąc  księga mądrości.
Powróciłam do rzeczywistości ,zgasiłam świece stojącą na komodzie i położyłam się do łóżka. Myśli nie dały mi zasnąć sama nie wiem co powinnam teraz zrobić ,nie codziennie dostaje się taki list…
Następnego ranka bardzo wcześnie zjedliśmy śniadanie i Sherlock Holmes oczekiwał w szlafroku przybycia gość. Wstawili się punktualnie- z wybiciem godziny dziesiątej usłyszeliśmy dzwonek. Siedziałam tyłem do dziwi na mym fotelu ,naprzeciwko mnie siedział Watson a Sherlock właśnie witaj się z naszymi gośćmi.
-Przedstawiam państwu Sir Louis Tomlinson.- poznałam głos Doktora Mortimera
-Tak to ja.- zaśmiał się ,do moich uszów dobiegł  aksamitny głos ,każde słowo wypowiedziane przez niego było spokojną nutą na ucho ,głos idealny , serce przybiło szybciej z każdą sekunda i nutą jego głosu. Lecz nadal zaciekle siedziałam w swym fotelu nie odwracając się. Watson wstał i przeszedł  koło mnie posyłając mi zawadzki uśmiech.
-Witam Doktor Watson.- przedstawił się mój przyjaciel.-A to Sarah.-wyczułam jak wskazuje na mnie ręką.
-Umiem się przedstawić Watsonie.-zaśmiałam się wstając z fotela.
Oddech był szybszy a serce miałam w gardle, moje słowa uciekły mi gdzieś daleko a w oczy cały czas ilustrowały tego człowieka. Był niespotykanie przystojny , przepraszam nie przystojny był idealny ,Pan Idealny. Jego Niebieskie oczy wpatrywał się w me. Sekundy stawał się jeszcze wolniejsze niż wcześniej , czas stanął. Poczułam coś niespotykanego w brzuchu. Coś o czym słyszałam tylko w opowiadaniach coś co widziałam u innych ale nie u siebie. Jego włosy ułożone w nieład doprowadzały mnie do błogości , czułam rozkosz patrząc na niego. Uśmiech był idealny tak jak cały on ,czułam się jak we śnie. Obłęd.
-To Sarah Sheeran.- zaśmiał się Watson widząc mą minę.-Moja młodsza siostrzyczka.
-Tak we własnej osobie.- Obudziłam się z mego obłędu i spojrzałam na Watsona który wzrokiem próbował doszukać się szczegółów w minie Sherlocka. Nie był zadowolony nie powiem ,Holmes nie tryskał radością widząc jak się wygłupiłam przed Tomlinsonem.
-Sarah nie powinnaś czasami być w kuchni.-Zapytał oschle Holmes. Tak miałam racje, miał mi za złe to przedstawienie.
-Tak naturalnie. –przytakłam.- Herbaty?
-Poproszę.- uśmiechnął się Pan ideał, całkiem dobrze pasujące przezwisko.
Udałam się do kuchni widząc niezadowolenie na twarzy Holmesa i wlałam wodę do czajnika i postawiłam na ogniu. Przeszukałam wszystkie dębowe szafki w poszukiwaniu jakiegoś słodyczą dla naszych gość. Ukroiłam ciasto na kilka części i zaniosłam je do salonu. Uśmiechnęłam się do Holmesa lecz ten to zignorował trudno będzie go ubłagać o przebaczenie. Powróciłam do kuchni po talerze i odwiedziłam salon ponownie. Rozłożyłam talerzyki wzorowane w kwiaty przed każdym z osobników. Czułam na sobie te spojrzenie ,te przenikliwe spojrzenie pana idealnego.
-Sarah ,pośpiesz się.-Usłyszałam nawoływanie Watsona z salonu.
Weszłam do pokoju stawiając Herbaty przed Doktorem Mortimerem i Sir Louisem. Usiadłam w swym fotelu ,naprzeciwko mnie siedział nie kto inny niż pan Ideał. Cóż trudno będzie się dzisiaj skupić.
-Panie Holmes ,to fakt ,że gdyby nie mój przyjaciel , Doktor Mortimer, nie zaproponował mi złożenia panu wizyty dziś rano, byłbym sam do pana przyszedł. O ile się nie mylę ,rozwiązuje pan różne łamigłówki ,a ja dziś rano dostałem do rozwiązania taką która przekracza moje możliwości.-Jego aksamitny głos wił się miedzy salonem a kuchnią.
-Czy chce pan przez to powiedzieć ,że miał pan jakąś niezwykłą przygodę po przyjeździe do Londynu.?- Zapytał Holmes ,zapalając cygaro.
-Nic ważnego. Wygląda mi to raczej na żart. Oto list, jeśli to co otrzymałem rano można nazwać listem.-Sir Tomlinson położył kopertę na stole.
 Zbliżyliśmy się  wszyscy by się lepiej przyjrzeć .Była to zwykła szara koperta ,Adres napisany niewprawną ręką brzmiał „Sir Louis Tomlinson, Hotel Northumberland” Na kopercie był stempel pocztowy „Charing Cross” i data z poprzedniego dnia.
-Czy ktoś wiedział ,że pan zatrzyma się w hotelu Northumberland?- zabrałam głos ,uważnie przyglądając się nazwie hotelu.
-Nie ,nikt nie mógł o tym wiedzieć gdyż zdecydowałem się na ten hotel dopiero po spotkaniu z doktorem Mortimerem.- uśmiechnął się błogo ,wyczuwając że jego uśmiech stał się mym słabym punktem.
-Zapewne doktor Mortimer tam się zatrzymał?.-zapytał Holmes.
-Nie ja mieszkam u znajomych.-odpowiedział doktor.- nie można wiec było przewidzieć że zatrzymamy się w tym hotelu.
-Hm.- mruknął Holmes.- Zdaje mi się ,że ktoś bardzo interesuje się pańską osobą.
-nie wliczając naszej Sarah.-dodał Watson szeptem na tyle słyszalnie że ja to tylko chyba usłyszałam. Modliłam się w duchu żeby Sir Louis tego nie usłyszał lecz chyba na marne bo na jego twarz pojawił się ten olśniewający uśmiech i chichy praktycznie nie słyszalny chichot.
Holmes wyjął z koperty pół arkusza papieru złożonego w czworo. Rozłożył list na stole. Papier zawierał tylko jedno zdanie ułożone z wycinków gazety. Zdanie to brzmiało: „Jeśli cenisz swoje życie ,trzymaj się z dala od moczarów.” Tylko jeden wyraz „Moczarów” był napisany atramentem.
-Może mi pan wyjaśnić panie Holmes.-zaczął Sir Louis Tomlinson.- co to wszystko znaczy i kto  może tak żywo interesować się mą osobą.
-Co myślicie o tym?- zwrócił się do nas Holmes.- Musicie przyznać że nie ma w tym nic nadzwyczajnego ani nadprzyrodzonego.
-Nie przeczę…- zamyślił się Watson ,a ja wykorzystałam chwile znów odbierając mu chwile chwały.
-Ale czy tej przestrogi nie mógł przysłać ktoś ,kto jest przekonany ,że jednak jest w tym coś nadprzyrodzonego.? –odparłam szybko.
Na twarzy Watsona pokazały się czerwone plamki i wypieki znaczące że jest zdenerwowany ,ścisnął mimowolnie róg fotela a ja z triumfującym uśmiechem podniosłam głowę do góry i wysłuchałam pochwał Holmesa. Sir Louis i Doktor Mortimer widząc całe zaistniałe zdarzenie zaśmiali się delikatnie.
-Ale w czym jest coś nadprzyrodzonego.-zapytał niespodziewanie Sir Louis.
-Zanim pan wyjdzie z tego pokoju będzie pan wiedział to wszystko ,co i my. Przyrzekam to panu. A teraz jeżeli pan pozwoli, zajmiemy się tym ciekawym dokumentem. Został on niewątpliwie zredagowany i wysłany wczoraj wieczorem. Czy masz Sarah ,wczorajszego „Timesa”?
-Leży an stole.
-Podaj mi go proszę chcę przejrzeć artykuły redukcyjne.
Holmes przebiegł wzrokiem po kolumnach w artykule .
-Jest tu świetny artykuł o wolnym handlu.-rzekł.- Pozwólcie że wam przeczytam kawałek: „Na podstawie wiadomość ,krążących obecnie , możesz sobie wyobrazić , że twoje własne przedsiębiorstwo handlowe czy też przemysłowe zyska przez wprowadzenie ceł ochronnych. Trzymaj się jednak z dala od takich poglądów i nie zgadzaj się na tego rodzaju ustawy i zarządzenia ,jeśli cenisz ogólny dobrobyt kraju ,a tym samym i swoje spokojne życie…”
-Jakie jest wasze zdanie o tym artykule ,Watsonie ,Sarah?- zawołał wesoło Holmes ,zacierając ręce z widocznym zadowoleniem.
Doktor Mortimer spojrzał na Holmesa z zainteresowaniem a Sir Louis utkwił we mnie wzrokiem pełnym zdumienia. Co nie ułatwiało mi skupienia się kiedy jego niebieskie oczy wpatrywały się we mnie.
-Nie znam się na cłach i tym podobnych rzeczach.-rzekł Sir Louis.-ale wydaje mi się że trochę odbiegliśmy od tematu.
-przeciwnie sir Louis, nie odbiegliśmy ani trochę. Oni znają dobrze moje metody ale wydaje mi się, że nawet oni nie zrozumieli o co mi chodzi w przytoczonym fragmencie .
-Przyznaje.-powiedział Watson.-nie widzę żadnego powiązania.
-Nie ,zaraz.-powiedziałam a każdy pokierował swoje spojrzenie na mnie.  Znowu czułam ten przenikający wzrok pana Idealnego na sobie ,zdziwione spojrzenia doktora Mortimera i Watsona i ten triumfalny uśmiech na twarzy Holmesa ,klatka mało mu nie pęka pod wpływem dumy kiedy tylko się odezwałam.-Istnieje bardzo ścisły związek; „Trzymaj się” ,”z dala od” , „Jeśli cenisz” ,”Swoje” , „Życie”. –wyczytałam słowa z gazety.- Czy nie rozumiecie teraz skąd pochodzą te słowa.?
-Do licha. Sarah jesteś coraz lepsza.- kolejna pochwała z ust Holmesa.
 Spojrzałam z nad gazety na resztę. No i powtórka ,dumny wzrok Holmesa ,zdziwienie Doktorów. No i ten idealnie śnieżnobiały uśmiech Tomlinsona.
-Gdyby nawet istniały jakieś wątpliwości. –ciągnęłam- to przekreśla je fakt że wyrazy „Trzymaj się” i „Jeśli cenisz” są wycięte z jednego kawałka.
-Doprawdy Pani Sarah to mi się nie mieści w głowie.-rzekł doktor Mortimer spoglądając na mnie ze zdumieniem.
-Panienko.-zaśmiał się donośnie Holmes a z nim Watson.-Jeszcze nie zamężna.
Pan Idealny
-Jeszcze.-powtórzył  Watson spoglądając raz na mnie raz na Sir Louisa. Poczułam jak zalewa mnie krew ,gotowało się we mnie. Moje policzki pokrył kolor czerwieni , a źrenice rozszerzyły się do granic i wpatrywały się z wściekłością w mych przyjaciół na ci oni zareagowali jeszcze raz śmiechem.  Widać było ze ta sytuacja jest całkiem na rękę Tomlinsonowi ,ponieważ na jego twarzy widniał szeroki uśmiech kłaniający się w moją stronę. Iskierki w jego oczach pochłaniały wszystko łącznie ze mną. To był Ideał nad Ideałami.

piątek, 31 maja 2013

Krótka Notka.

Hello ,wybaczcie ze mnie tak długo nie było i że w maju nic nie dodałam ale miałam małe problemy pierw z internetem później miałam szlaban w dodatku jakoś nie miałam czasu napisać następnego rozdziału a teraz jeszcze mam przeprowadzkę na głowię. Postaram się dodać nowy rozdział w sobotę albo w niedziele ale nie obiecuję bo wtedy właśnie się przeprowadzam. Jeszcze raz przepraszam że mnie tak było ale po prostu nie dałam razy postaram się jak najszybciej dodać nowy rozdział .;)


czwartek, 11 kwietnia 2013

Imagin o Louisie

-Znowu?!- Wydarłam sie na Louisa.-Mam tego dość.! Dość rozumiesz.! Koniec Louis to koniec.
-Śmieszne-zaśmiał sie donośnie.
-Nie wiem czy to takie śmieszne...-Pobiegłam na górę po walizkę i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy.
-A ty kochanie gdzie się wybierasz?-podszedł do mnie.
-Odpieprz się.!-wyrwałam sie z jego uścisku.-Śmierdzi od ciebie alkoholem wyglądasz jak menel , wrak człowieka. zastanów sie co ty robisz. znowu sie upijasz a jutro będziesz przepraszać.!ZNOWU KURWA.!- darłam sie na niego jak opętana. 
-Taka kolej rzeczy-zadrwił
-O nie nie... Jutro już nie będzie tak.! wyprowadzam sie Tommo rozumiesz?.
-Jesteś moja nie zapominaj- pokazał na moją obrączkę a pózniej na swoją.
-Jest takie cos jak rozwód
-Chyba nie zrobisz tego Tommy'emu.
-Louis nie mieszaj w to dziecka.!
-Bo...
-Jesteś zwykłym dupkiem.
 Nastała cisza. louis stał i patrzał sie na mnie z nikłym uśmiechem.
 -mamusiu.-w dziwach stanął zaspany Tommy
-tak skarbie?-wzięłam chłopca na ręce i wyszłam z pokoju , zeby chłopczyk nie zobaczył jak jego ojciec sie schlał.
Poszłam za chłopcem do jego pokoju , chłopiec położył sie do łóżka a ja przykryłam go szczelnie kołdra.
-Mamusiu-zaczął nie śmiało-a czy ty i tatuś chcecie sie rozstać?
-Tommy , kochanie oczywiście że nie. To tylko takie małżeńskie sprzeczki nic poważnego. To takie wiesz dziecinne sprzeczki , coś typu jak ty i Dracy kiedy kłócicie sie o zabawkę. zawsze sie godzicie prawda?-chłopiec pokiwał głowa znacząco.-No własnie to tak jak ja i tatuś musimy sie trochę pokłócić dla równowagi.
-A kochasz tatusia?
-Skarbie ty i tata jesteście najważniejszymi mężczyznami w moim życiu oczywiscie że tak.-potargałam jego włosy.-a teraz idzi już spać , jest trzecia w nocy kochanie.
-Dobrze mamusiu dobranoc-ucałowałam chłopca i wyszłam z jego pokoju zamykając szczelnie dziwi żeby chłopiec nie słyszał dalszej części kłótni mojej i Louisa. Wszystko co mówiłam chłopcowi to było kłamstwo , może oprócz tego ze dalej kocham Tomlinsona ale to bez znaczenia. on woli sie przeciesz upić i robić awantury.
Zamknełam dziwi od pokoju Tommy'iego i przymknęłam oczy na sekundę.
-To prawda?-usłyszałam cichy głos Louisa opierającego sie o poręcz schodów.
-O widzę że Tomlinson jeszcze jest w domu. co sie stało że nie siedzisz w barze i nie chlejesz?-zapytałam z ironią.
- Skai możemy normalnie pogadac.?
- Szybko wytrzeźwiałeś.
chłopak podszedł do mnie bliżej łapiąc za dłoń którą wyrwałam od razu.
-Skai proszę cię.
-O co louis.?! traktujesz mnie jak swoją własność jak rzecz która jest i wyłącznie twoja. Louis ja nie jestem  pewna nawet czy to małżeństwo ma sens.  Było pięknie to fakt ale na poczatku zawsze tak jest później się zaczęło wszystko psuć.Pewnie też gdzieś zawiniłam ale to ty przychodzisz prawie codzienny napity do domu. masz w dupie własnego synka. ona ma cztery latka Lou. on potrzebuje supeemana zwanym dla niego tata. o sobie nic nie będe mówić ale proszę cię , jeżeli nic już do mnie nie czujesz rozumiem , ale prosze  choć znajdzi czasem minutke dla Toma on tego potrzebuje uwierz.zamiast iść do baru możesz przeczytać bajke tommy'emu tylko tyle louis a dalej pij ile chcesz ale prosze cię nie traktuj mnie jak szmaty ani własność, tak kocham cie jeżeli chcesz wiedzieć i raczej to się nigdy nie zmień ale tu nie chodzi o nas...tylko o Toma.
Chłopak patrzał na mnie , pierwszy raz od kilku miesięcy gadałam z nim normalnie , pierwszy raz od kilku miesięcy w jego oczach były te iskierki ten chamski uśmiech zniknął a na jego miejsce pojawił sie smutek. wiem ze nie powinnam sie cieszyć z jego smutku ale w końcu wydawało mi sie że coś do niego dotarło. chłopak zmrużył lekko oczy i uśmiechnął sie ale szczerze.
-Skai jak może myśleć że cie nie kocham. Wiem , przejebałem wszystko. przepraszam. Nie rozumiem nawet sam siebie. to przez ten napięty grafik te wyjazdy to napięcie zero czasu na nic tylko trasy koncerty wywiady. Skai wiem ze to marne wytłumaczenie ale tylko tak to umiem wytłumaczyć. Ale uwierz mi proszę Kocham cię.! Najmocniej na świecie , byłem okropnym ojcem i mężem ale sie zmeinie obiecuje od dzisiaj zero alkoholu , jakiś używek i ogólnie tylko my obiecuje.MY. TY. JA. TOMMY.

  Obietnica Tomlinsona była prawdziwa , i zawsze będzie na zawsze razem i do końca z moim Supermanem .

                                                                            MY. TY. JA. TOMMY.

                                                                           




środa, 10 kwietnia 2013

Rozdział drugi ' Mylisz się...Byłem w Devonshire'



Nastała cisza , przytłaczająca cisza , doktor Mortimer spojrzał na nas podenerwowany wzrokiem i niemalże niesłyszalnie odparł pół głosem;
-Panie Holmes to były ślady łap olbrzymiego psa.
Przyznaje ze te słowa przejęły mnie dreszczem. Głoś doktora Mortimera także drżał , w całym pokoju panowała cisza, grobowa cisza. Powietrze stało się tak gęste ze można było by je kroić nożem. Holmes natomiast pochylił się naprzód z błyskiem w oczach co oznaczało że Holmes w końcu się zainteresował tą sprawą.
-Czy pan to widział naprawdę?- zapytał
-Tak jak widzę pana w tej chwili.
-I nic pan nie mówił?- oburzył się Holmes
-Dlaczego miał bym o tym mówić?
-Jak to możliwe że nikt tego nie zauważył?.
-Ślady znajdowały się jakieś dwadzieścia jardów* od ciała Sir Charlesa Tomlinsona i nikt nie zwrócił na nie uwagi .Gdybym nie znał legendy o psie też pewnie bym nie zwrócił mej uwagi na te ślady.
-Czy na moczarach znajduje się dużo psów lub nie wiem …owczarków .- Głos zabrał Watson
-Niewątpliwie ale to nie były ślady owczarka czy jakiegoś tam psa.
-Twierdzi pan że pies był wielki.?- zapytałam.
-Olbrzymi.!.-krzyknął.
-I nie zbliżał się do ciała?
-Nie.
-A jaka wtedy była pogoda?- odezwał się Holmes.
-Było wilgotno i zimno.
-Czy padał deszcz?
-Nie.
-Jak wygląda ta aleja cisowa?- zapytałam.
-Tworzy ją bardzo gęsty cisowy szpaler wysokości około czterech metrów. Środkiem biegnie dróżka szerokości dwóch metrów po obu stronach dróżki rozciąga się trawnik szerokości metra.
-Mówił pan że w alei znajduje się furtka. –wtrąciłam.
-Tak prowadzi ona na moczary.
-A czy nie ma żadnego innego wyjścia?
Kawałek Alei Cisowej
-nie ma.
-To znaczy że do alei można dostać się tylko przez furtkę albo z domu?.
-Można jeszcze wejść przez altanę zbudowaną na końcu alei.
-Czy sir Charles doszedł aż do tego miejsca?.
-Nie znaleziono go o jakieś pięćdziesiąt jardów od altany.
-Czy ślady psa znajdowały się na trawniku czy na ścieżce  ,to szczegół wielkiej wagi.- Zapytał Holmes zanurzając się z powrotem w fotelu.
-Oczywiście że na ścieżce , an trawie ślady nie były by widoczne.
-Czy były one na tej samej stronie co furtka.?
-Tak i to na samym skraju ścieżki.
-Zaciekawił nas pan niezmiernie.- powiedział zamyślony Holmes.- A czy furtka była zamknięta?.
-Na kłódkę.
-Jakiej wysokości jest ta kłódka?
-Około metra.
-Wiec można się przez nią przedostać.
-z łatwością.-potwierdził Jakub.
-Czy dostrzegł pan coś godnego uwagi przy furtce?
-Nic szczególnego.
-Na litość boską ,czy nikt tego miejsca nie badał?.!-zawołał Holmes
-Badałem je osobiście.
-I nic pan nie odkrył.?
-Sir Charles stał w tym miejscu od pięciu do dziesięciu minut, zobaczyłem na ziemi popił dwa razy strzepnięty z cygara.
-Doskonale.-Powiedział Holmes- Znaleźliśmy godnego nas kolegę… ale jakie tam były ślady.?
-Było dużo śladów Sir Charlesa .Innych nie zauważyłem.
Sherlock Holmes uderzył się niecierpliwie ręką w kolano.
-Ach !. Gdybym ja tam był!- zawołał – Wypadek przedstawia się niezmiernie interesująco i daje szerokie pole do popisu specjaliście w tej dziedzinie. Ślady na piasku z których mógł bym odczytać tak wiele zatarł deszcz i buty ciekawskich wieśniaków. Gdybym Ja tam był.!. Doktorze dlaczego mnie pan wtedy nie wezwał.? Zawinił pan bardzo.
-Nie mogłem wezwać pana , nie wyjaśniając tych szczegółów .Zresztą… Zresztą…
-Proszę śmiało , nikt nie gryzie- roześmiał się Watson.
-Istnieją okoliczności gdzie nawet najlepszy z najlepszych detektywów nic nie może poradzić.
-Czy pan przypuszcza że mamy do czynienia z czymś nadprzyrodzonym?.
-Tego nie powiedziałem.- zdenerwował się Dr.Mortimer
-Ale niewątpliwie tak pan myśli.
-Po tej tragedii słyszałem kilka historii i trudno mi uwierzyć że są to naturalne zjawiska.
-Jakie?- powiedzieliśmy równo we trójkę.
-Kilka osób w tą straszną noc widziało na moczarach zwierzę , jakby będą wcieleniem złego ducha psa Tomlinsonów . Zwierze te nie zalicza się do żadnego znanego gatunku. Wszyscy zgodnie mówią że to był wielki potwór buchający ogniem , upiorny. Wszyscy odmalowali złowrogie zjawisko które dokładnie odpowiada opisowi piekielnego psa z legendy.
-A czy pan jako człowiek nauczki wierzy że istotnie chodzi tu o coś nadprzyrodzonego.?
-Sam nie wiem co o tym myśleć- Jęknął bezradnie Doktor.
-Dotychczas-rzekł- Ograniczałem swoje badania do spraw przyziemnych. W miarę moich skromnych możliwość walczyłem ze złem ale wypowiedzenie walki piekielnym siłą było by zadaniem przerastającym moje ambicję. Musi pan jednak przyznać ze ślady były materialne.
-ten dziwny pies był o tyle stworzeniem materialnym , że zdołał rozerwać gardło człowieka a jednak pochodzenie jego jest piekielne.
-Wiedz że już całkowicie zalicza się pan w poczet ludzi wierzących w zjawiska nadprzyrodzone… Ostatnie pytanie; Jeżeli pan w to wierzy to dlaczego przyszedł pan do mnie po poradę?. Mówił pan że nie należy badać przyczyn przedwczesnego zgonu Sir Charlesa a jednocześnie prosi mnie pan o to.
-Nie ja pana o to nie prosiłem
-W jaki sposób mogę panu pomóc.?
-Chcę żeby mi pan poradzi jak powinienem zachować w wobec Sir Louisa Tomlinson’a który przybywa na dworzec w Waterloo –Tu doktor spojrzał na zegarek- za godzinę i kwadrans.
-Czy to on jest spadkobiercą.?
-Tak.
-czy nie ma innych spadkobierców?
-Nie,  jedynym krewnym , którego ślad odnaleziono nazywał się Rodger Tomlinson. Był najmłodszym z trzech braci wśród czego Sir Charles był najstarszy . Drugi brat który umarł młodo zostawił tylko jednego syna Louisa. Rodgera uważano zawsze w rodzinnie za parszywa owce. Był on uosobieniem Tomlinson’ów dawnego typu i –jak mnie zapewniano- żywym portretem owego Hugona. W Anglii zaczął palić mu się grunt pod nogami wiec uciekł do Ameryki Środkowej , gdzie umarł na żółtą febrę w 1876 roku. Sir Louis jest wiec ostatnim potomkiem rodu Tolinson’ów. Za godzinę i pięć minut mam się z nim spotkać na dworcu . Telegrafował do mnie z Southampton że przyjedzie dziś rano. Cóż wiec mam uczynić panie Holmes.?
-Dlaczego nowy spadkobierca nie miał by zamieszkać w starej siedzibie swoich przodków?.
-Wydaje się to zupełnie rzeczą naturalną prawda ?. Lecz każdy poprzednik mieszkający w Tomlinson Hall zginął śmiercią nieuzasadnianą i gwałtowną. Jestem wręcz pewien ze gdybym rozmawiał z Sir Charlesem tuż przed jego śmiercią , usilnie by mi polecił abym nie wprowadzał do tego nieszczęsnego domu ostatniego potomka rodu i spadkobiercy olbrzymiego majątku. Lecz nie można zaprzeczyć że dobrobyt tej biednej okolicy zależy w dużej mierze od obecności Sir Loui’ego . Przyszedłem wiec prości pana o zdanie i radę , gdyż obawiam się , żeby własny interes nie wpłyną na moją decyzję
Holmes zastanawiał się przez chwile wreszcie rzekł;
-Mówiąc bez ogródek uważa pan ,że jakieś diabelskie moce czynią Dartmoor niebezpiecznym miejscem dla potomka rodziny Tomlinsonów . Czy takie jest pańskie zdanie?.
-A czy nie ma do tego podstaw?.
-Nie przeczę. Ale jeżeli pańska teoria o faktach nadprzyrodzonych jest prawdziwa ten młodzieniec może podlegać tym wpływom tak samo w Londynie , jak i w Devonshire. Trudno sobie wyobrazić diabła którego zakres władzy sięgałby tylko do granic jednej parafii.
-Uważa pan że ten młodzieniec nie jest naraniony na większe niebezpieczeństwo w Devonshire niż w  Londynie… Przyjeżdża za pięćdziesiąt minut. Co mi pan radzi uczynić.?
-Radzę panu wziąć powóz , zawołać swojego psa który drapie do moich dziwi , i udać się na spotkanie z Sir Louisem Tomlinsonem   na dworcu Waterloo.
-A potem.?
-Potem nie powie mu pan nic dopóki ja nie podejmę decyzji w tej sprawie.
-czy długo to potrwa?
-dwadzieścia cztery godziny. Doktorze bardzo proszę żeby pan zechciał mnie odwiedzić jutro o dziesiątej rano. Byłoby wysoce wskazane aby pan przyszedł tu wraz z Sir Louisem.
-Nie omieszkam tego uczynić panie Holmes- Doktor Mortimer zapisał na mankiecie godzinę i wyszedł wraz ze swoim czteronożnym kompanem.
Holmes zatrzymał go na schodach;
-Jeszcze jedno pytanie Doktorze. Mówił pan że przed śmiercią Sir Charlesa Tomlinsona kilka osób widziało na moczarach to dziwne zjawisko.?
-Tak trzy osoby.
-A czy widziano je i później?
-Nie słyszałem o tym.
-Dziękuje pan. Do widzenia.
-Do widzenia- powtórzyliśmy jak modlitwę wraz z Watsonem zaraz po Holmesie.
Holmes wrócił do fotela z wyrazem wewnętrznego zadowolenia , malującym się na twarzy. Co oznaczało że ma przed sobą ciekawą robotę.
-Wychodzicie?- Zapytał nas widząc jak Watson ubiera swe czarne lakierki a ja zarzucam na siebie czarny długi płaszcz.
-Tak chyba że ci się przydamy? –zapytałam
-Nie kochani , wasza pomoc będzie mi potrzebna dopiero w chwili działania. To wspaniała sprawa i pod niektórymi względami jedyna w swym rodzaju. Jeżeli któreś z was będzie przechodzić koło sklepu Bradleya ,powiedzcie ,proszę ,żeby mi przysłał funt najmocniejszego tytoniu. Byłbym wam wdzięczny ,gdybyście pozostawili mnie samego aż do wieczora. Jak wrócicie porównamy nasze wrażenia na temat tej ciekawej zagadki.
Widziałam ze dla mojego Holmesa , w momentach koncentracji ,samotności była konieczna. Rozważał wtedy każdy szczegół sprawy , budował różne teorie ,zbijał je kolejno i segregował fakty według ich ważności.
Według tego wyszłam wraz z Watsonem z naszego domu i udaliśmy się w swoje strony.
-Sara.!-krzyknął Watson  kiedy oddaliłam się od niego kilka metrów dalej –Czy zmierzasz w stronę sklepu Bradleya.?
-Tak. Tak a co.?
-Przekażesz mu zamówienie Holmesa.?
-Oczywiście.
Udałam się szybkim krokiem w stronę danego sklepu. Kilka krótkich minut minęło a ja stałam u stóp wielkiego budynki gdzie znajdował się jeden ze sklepów Bradleya. Pchnęłam wielkie dziwi , i udałam się długim ciemnym korytarzem do kolejnych dziwi prowadzących na zaplecze skąd słychać było donośne krzyki Bradleya i jego kochanki. Stanęłam przed nimi zdejmując czarne okulary i rękawiczki po czym zapukałam w rytm. Cisza , Szmer , Moim oczom ukazał się wysoki mężczyzna z dwudniowym zarostem i niebieskimi oczami.
-Och witam Sarah.!
Magazyn Bradleya
-Nie ciesz się tak mój drogi. Ja tu jestem tylko dlatego że Holmes ma do ciebie prośbę , a raczej zamówienie.- wyjęłam mała karteczkę z zamówieniem Holmesa i zapłaciłam za przesyłkę.
-Może z nami zostaniesz i napijesz się Kawy.?
-Nie dziękuje.-Spojrzałam z obrzydzeniem na jego kochankę.
Wyszłam bez słowa. Nie chciałam tam być ani minuty dużej. Obleśny typ i jego napalona kochanka. Nie rozumiem tego pojęcia. On ma co każdy w tych latach może mu pozazdrości , piękną żonę cudowne dzieci oraz wielki zakład tytoniów. Ona młoda dziewczyna z dużymi perspektywami , o niespotykanej urodzie. A jednak ich życie erotyczne chyba nie jest zbyt piękne skoro kochają się na zapleczu.
-Świeża gazeta.!-Krzyczał chłopiec po przeciwnej stronie ulicy- Tajemnicze morderstwo w Devonshire.!
Aha.! Coś dla mnie. Podeszłam do chłopca i poprosiłam o gazetę , płacąc trzy funty. Poczułam jak małe kropelki wody rozbijają się o moje czoło i włosy na głowie co oznaczało tylko jedno , deszcz. Czym prędzej podążyłam do mego ulubionego klubu. Wchodząc przywitałam się z Watsonem który widocznie też tutaj chciał przeczekać ulewę.
-Patrz mój drogi co tu mam.-zaśmiałam się triumfalnie przesuwając gazetę w jego stronę.
-Gazeta. -westchnął- Wielkie mi odkrycie
-Strona 6.
Watson przerzucił kilka nielicznych cienkich kartek i zatrzymał się na stronie 6 gdzie jemu powiedziałam.
-Zabójstwo w Devonshire. Kolejny członek rodu Tomlinsonów ginie.
-Nie tylko my się zainteresowaliśmy tą sprawą ale także media.
-Ciekawe ciekawe.- odparł.
Przeczekaliśmy ulewę , i tak jak prosił nas Holmes wróciliśmy dopiero wieczorem.
Dochodziła dziewiąta gdy znaleźliśmy się w domu. Razem z Watsonem pierwsze co udaliśmy się do gabinetu Holmesa. Gdy otworzyłam dziwi , zdawało mi się że się pali ,bo w pokoju aż ciemno było od dymu.
Gdy weszłam głębiej uspokoiłam się , był to bowiem tylko dym tytoniowy , który zaczął mnie drapać w gardle , wywołując nieprzyjemny kaszel. Przez gęstą warstwę dymu dostrzegłem Holmesa z czarną fajką w zębach , otulonego w szlafrok i zagłębionego w ulubiony fotelu. Dookoła niego leżały rulony papierów.
-Zaziębiłaś się Sarah.?-zapytał.
-Nie to ten trujący dym.
-A rzeczywiście dym jest dość gęsty…
-Gęsty.! Przecież tu nie ma czym oddychać.- krzyknął Watson.
-No to otwórz okno. Założę się że cały ten czas przesiedzieliście oby dwoje w klubie.
-Mój Kochany…
-Czy zgadłem.?
-Naturalnie , ale jakim sposobem.?
Holmes roześmiał się widząc zdumienie rysujące się na naszych twarzach;
-Rozczulająca jest wasza naiwności-rzekł. -Zawsze sprawia mi przyjemności korzystanie z moich małych , skromnych umiejętności dla zabawienia się waszym kosztem .Pomyślcie tylko pewna ‘para’ która nie ma serdecznych przyjaciół , wychodzi podczas deszczu i słoty a wraca do domu wieczorem mając nieskazitelnie lśniące buty , oraz cylinder i płaszcz. Musieli zatem spędzić dzień pod dachem. Czy to nie jest jasne.?
-Raczej tak.
-Na świecie jest dużo rzeczy oczywistych , na które jednak nikt nie zwraca uwagi. A jak wam się zdaje gdzie byłem.?
-Nie ruszyłeś się nawet na krok z tego fotela- rzucił obojętnie Watson przysiadając się do Holmesa.
-Mylisz się… Byłem w Devonshire.
-Ale tylko myślami- roześmiałam się.
-Oczywiście ciało moje nie ruszyło się z tego fotela i wchłonęło bez współudziału moje myśli , co stwierdzają z żalem dwa duże dzbanki kawy i niezmierna ilość tytoniu. Gdy wyszliście ,posłałem do Stanforda po mapę tej części moczarów i duch mój błądzi po nich już cały dzień. Pochlebiam sobie że teraz mógłbym już tam wędrować bez przewodnika .
-Czy jest to dokładna mapa.
-Bardzo dokładna.
Holmes rozwiną jedną z map i rozłożył ją na kolanach.
-Oto obszar o który nam chodzi –rzekł –Tu pośrodku znajduje się Tomlinson Hall.
-Otoczony lasem.?
-Tak. Chociaż aleja cisowa nie jest określona żadną nazwą , przypuszczam że biegnie wzdłuż tej linii, a moczary znajdują się po prawej stronie. Tu ,ten szereg domków, to wioska Grimpen , gdzie mieszka nasz przyjaciel Doktor Mortimer. Widzicie ze w promieniu pięciu mil osiedla ludzkie są rzadko rozrzucane. Tu jest posiadłość Lafter Hall, o której wspomina stary rękopis. A ten dom należy pewnie do przyrodnika Staplentona , jeżeli dobrze pamiętam jego nazwisko. Wreszcie są tu dwie farmy High Tor i Foulmire. O czterdzieści mil  stamtąd wznosi się wiezienie Princetown. Dookoła  i miedzy tymi punktami ciągną się ponure i puste moczary. Tu właśnie rozegrał się dramat który może uda nam się odtworzyć.
-To wygląda na bardzo dziwie miejsce.-wtrąciłam
-Tak tło jest odpowiednie. Gdyby diabeł chciał się mieszać do ludzkich spraw…
-A więc i ty przypuszczasz że , istnieją jakieś moce nadprzyrodzone.?- Zapytałam.
-A czy diabeł nie może posługiwać się pomocnikami z krwi i kości? Od początku dwa pytania nasuwają mi się na myśl; Czy popełniono tu zbrodnie , jakiego rodzaju to zbrodnia i w jaki sposób ją popełniono? Jeżeli przypuszczenia Doktora Mortimera ,że mamy tu do czynienia z mocami nadprzyrodzonymi są słuszne , to oczywiście zaniechamy dalszych badań. Ale musimy przeanalizować wszystkie inne hipotezy zanim zatrzymamy się na tej ostatniej. No a wy, czy zastanawialiście się nad tą sprawą .?
-Myślałam o niej w ciągu dnia.
-I jakie jest twoje zdanie.
-że jest wyjątkowo zagmatwana- odparł Watson.
-Rzeczywiście , ma swoisty charakter i tyle niezwykłych cech… Na przykład ta zmiana w śladach stóp. Jak to sobie tłumaczycie.?
-Mortimer twierdzi ze sir Charles szedł na palcach po tej części alei.
-Powtarza tylko zeznanie jakiegoś idioty ze śledztwa. Dlaczego Tomlinson miałby iść na palcach.?
-A wiec.?
-On musiał biec…- szepnęłam a oni spojrzeli się na mnie w tym samym momencie.
-Kontynuuj
-On musiał biec, biec z rozpaczliwym wysiłkiem , biec by ocalić swoje życie , biec dopóki nagły atak serca nie powalił go na ziemię.
-A dlaczego biegł.?
-W tym tkwi zagadka. Z niektórych oznak wnoszę ,że był już przerażony do najwyższego stopnia zanim zaczął uciekać.- Kontynuowałam
-Na czym opierasz ten wniosek.?-zapytał Holmes.
- Przypuszczam ze powód jego przestraszenia znajdował się na moczarach. Wydaje mi się że to prawdopodobne ,gdyż tylko człowiek oszalały ze strachu może uciekać nie w stronę domu , lecz w przeciwną. Jeżeli można wierzyć opowiadaniu Cygana , Sir Charles biegł wołając o pomoc  , w kierunku skąd najmniej mógł się go spodziewać. A teraz pytanie. Na kogo mógł czekać w alei cisowej , zamiast w domu.?
-Czy sądzisz ze czekał na kogoś.?- Watson patrzał na mnie z nieodgadnioną miną.
-*-
Chwile mijały tak ulotnie dzisiaj , wydawało by się ze niecałe kilka minut temu był ranek ,że po domu roznosił się zapach kawy , Holmes odpalał pierwsze cygaro tego dnia a Watson dalej siedzi zamknięty w swoim pokoju czytając uważnie stronę po stronie jakiejś książki . Właśnie wydawało by się. Za oknami panuje już całkowity mrok. Sprawa z Tomlinson Hall tak nas dzisiaj wszystkich pochłonęła. Każda chwila tak szybko przemija , czasami tak jak byśmy chcieli , doskonała chwila pierwszy pocałunek , lub bardziej żywsza i spontaniczna chwila- Ta nie zaplanowana. Oby dwie są cudowne , każda chwila ma swoje wady i zalety. A czas dalej nie ubłaganie biegnie. Wielki zegar z dębu wybił godzinę 3 w nocy.
-Godzinna duchów- usłyszałam głos Watsona za moich pleców.
-Co ty tu robisz.-nie oderwałam wzroku od widoku za oknem –Jest trzecia nad ranem , Idzi już spać ‘braciszku’
-Sarah , mam coś co cie zaciekawi.
-Tak a co na przykład.?
-Proszę.- Podał mi kopertę z…


---------

Witam.! Przepraszam za troche długą nie obecność ale , komputer miał wirusa i cały rozdział mi sie usunął a pózniej naprawa itp.-.- eh długo by gadać. ale dzisiaj tak niespodzianka z okazji moich urodzin bitches.!;L jestem taka podekscytowana... Mam nadzieje że wam się spodobał rozdział , ręczę życiem ze w następnym rozdziale pojawi się już Louis.;D A następny rodział dodam tak za tydzień (?) No wiec czekam na komentarze i do następnego.! paa.<3.