czwartek, 11 kwietnia 2013

Imagin o Louisie

-Znowu?!- Wydarłam sie na Louisa.-Mam tego dość.! Dość rozumiesz.! Koniec Louis to koniec.
-Śmieszne-zaśmiał sie donośnie.
-Nie wiem czy to takie śmieszne...-Pobiegłam na górę po walizkę i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy.
-A ty kochanie gdzie się wybierasz?-podszedł do mnie.
-Odpieprz się.!-wyrwałam sie z jego uścisku.-Śmierdzi od ciebie alkoholem wyglądasz jak menel , wrak człowieka. zastanów sie co ty robisz. znowu sie upijasz a jutro będziesz przepraszać.!ZNOWU KURWA.!- darłam sie na niego jak opętana. 
-Taka kolej rzeczy-zadrwił
-O nie nie... Jutro już nie będzie tak.! wyprowadzam sie Tommo rozumiesz?.
-Jesteś moja nie zapominaj- pokazał na moją obrączkę a pózniej na swoją.
-Jest takie cos jak rozwód
-Chyba nie zrobisz tego Tommy'emu.
-Louis nie mieszaj w to dziecka.!
-Bo...
-Jesteś zwykłym dupkiem.
 Nastała cisza. louis stał i patrzał sie na mnie z nikłym uśmiechem.
 -mamusiu.-w dziwach stanął zaspany Tommy
-tak skarbie?-wzięłam chłopca na ręce i wyszłam z pokoju , zeby chłopczyk nie zobaczył jak jego ojciec sie schlał.
Poszłam za chłopcem do jego pokoju , chłopiec położył sie do łóżka a ja przykryłam go szczelnie kołdra.
-Mamusiu-zaczął nie śmiało-a czy ty i tatuś chcecie sie rozstać?
-Tommy , kochanie oczywiście że nie. To tylko takie małżeńskie sprzeczki nic poważnego. To takie wiesz dziecinne sprzeczki , coś typu jak ty i Dracy kiedy kłócicie sie o zabawkę. zawsze sie godzicie prawda?-chłopiec pokiwał głowa znacząco.-No własnie to tak jak ja i tatuś musimy sie trochę pokłócić dla równowagi.
-A kochasz tatusia?
-Skarbie ty i tata jesteście najważniejszymi mężczyznami w moim życiu oczywiscie że tak.-potargałam jego włosy.-a teraz idzi już spać , jest trzecia w nocy kochanie.
-Dobrze mamusiu dobranoc-ucałowałam chłopca i wyszłam z jego pokoju zamykając szczelnie dziwi żeby chłopiec nie słyszał dalszej części kłótni mojej i Louisa. Wszystko co mówiłam chłopcowi to było kłamstwo , może oprócz tego ze dalej kocham Tomlinsona ale to bez znaczenia. on woli sie przeciesz upić i robić awantury.
Zamknełam dziwi od pokoju Tommy'iego i przymknęłam oczy na sekundę.
-To prawda?-usłyszałam cichy głos Louisa opierającego sie o poręcz schodów.
-O widzę że Tomlinson jeszcze jest w domu. co sie stało że nie siedzisz w barze i nie chlejesz?-zapytałam z ironią.
- Skai możemy normalnie pogadac.?
- Szybko wytrzeźwiałeś.
chłopak podszedł do mnie bliżej łapiąc za dłoń którą wyrwałam od razu.
-Skai proszę cię.
-O co louis.?! traktujesz mnie jak swoją własność jak rzecz która jest i wyłącznie twoja. Louis ja nie jestem  pewna nawet czy to małżeństwo ma sens.  Było pięknie to fakt ale na poczatku zawsze tak jest później się zaczęło wszystko psuć.Pewnie też gdzieś zawiniłam ale to ty przychodzisz prawie codzienny napity do domu. masz w dupie własnego synka. ona ma cztery latka Lou. on potrzebuje supeemana zwanym dla niego tata. o sobie nic nie będe mówić ale proszę cię , jeżeli nic już do mnie nie czujesz rozumiem , ale prosze  choć znajdzi czasem minutke dla Toma on tego potrzebuje uwierz.zamiast iść do baru możesz przeczytać bajke tommy'emu tylko tyle louis a dalej pij ile chcesz ale prosze cię nie traktuj mnie jak szmaty ani własność, tak kocham cie jeżeli chcesz wiedzieć i raczej to się nigdy nie zmień ale tu nie chodzi o nas...tylko o Toma.
Chłopak patrzał na mnie , pierwszy raz od kilku miesięcy gadałam z nim normalnie , pierwszy raz od kilku miesięcy w jego oczach były te iskierki ten chamski uśmiech zniknął a na jego miejsce pojawił sie smutek. wiem ze nie powinnam sie cieszyć z jego smutku ale w końcu wydawało mi sie że coś do niego dotarło. chłopak zmrużył lekko oczy i uśmiechnął sie ale szczerze.
-Skai jak może myśleć że cie nie kocham. Wiem , przejebałem wszystko. przepraszam. Nie rozumiem nawet sam siebie. to przez ten napięty grafik te wyjazdy to napięcie zero czasu na nic tylko trasy koncerty wywiady. Skai wiem ze to marne wytłumaczenie ale tylko tak to umiem wytłumaczyć. Ale uwierz mi proszę Kocham cię.! Najmocniej na świecie , byłem okropnym ojcem i mężem ale sie zmeinie obiecuje od dzisiaj zero alkoholu , jakiś używek i ogólnie tylko my obiecuje.MY. TY. JA. TOMMY.

  Obietnica Tomlinsona była prawdziwa , i zawsze będzie na zawsze razem i do końca z moim Supermanem .

                                                                            MY. TY. JA. TOMMY.

                                                                           




środa, 10 kwietnia 2013

Rozdział drugi ' Mylisz się...Byłem w Devonshire'



Nastała cisza , przytłaczająca cisza , doktor Mortimer spojrzał na nas podenerwowany wzrokiem i niemalże niesłyszalnie odparł pół głosem;
-Panie Holmes to były ślady łap olbrzymiego psa.
Przyznaje ze te słowa przejęły mnie dreszczem. Głoś doktora Mortimera także drżał , w całym pokoju panowała cisza, grobowa cisza. Powietrze stało się tak gęste ze można było by je kroić nożem. Holmes natomiast pochylił się naprzód z błyskiem w oczach co oznaczało że Holmes w końcu się zainteresował tą sprawą.
-Czy pan to widział naprawdę?- zapytał
-Tak jak widzę pana w tej chwili.
-I nic pan nie mówił?- oburzył się Holmes
-Dlaczego miał bym o tym mówić?
-Jak to możliwe że nikt tego nie zauważył?.
-Ślady znajdowały się jakieś dwadzieścia jardów* od ciała Sir Charlesa Tomlinsona i nikt nie zwrócił na nie uwagi .Gdybym nie znał legendy o psie też pewnie bym nie zwrócił mej uwagi na te ślady.
-Czy na moczarach znajduje się dużo psów lub nie wiem …owczarków .- Głos zabrał Watson
-Niewątpliwie ale to nie były ślady owczarka czy jakiegoś tam psa.
-Twierdzi pan że pies był wielki.?- zapytałam.
-Olbrzymi.!.-krzyknął.
-I nie zbliżał się do ciała?
-Nie.
-A jaka wtedy była pogoda?- odezwał się Holmes.
-Było wilgotno i zimno.
-Czy padał deszcz?
-Nie.
-Jak wygląda ta aleja cisowa?- zapytałam.
-Tworzy ją bardzo gęsty cisowy szpaler wysokości około czterech metrów. Środkiem biegnie dróżka szerokości dwóch metrów po obu stronach dróżki rozciąga się trawnik szerokości metra.
-Mówił pan że w alei znajduje się furtka. –wtrąciłam.
-Tak prowadzi ona na moczary.
-A czy nie ma żadnego innego wyjścia?
Kawałek Alei Cisowej
-nie ma.
-To znaczy że do alei można dostać się tylko przez furtkę albo z domu?.
-Można jeszcze wejść przez altanę zbudowaną na końcu alei.
-Czy sir Charles doszedł aż do tego miejsca?.
-Nie znaleziono go o jakieś pięćdziesiąt jardów od altany.
-Czy ślady psa znajdowały się na trawniku czy na ścieżce  ,to szczegół wielkiej wagi.- Zapytał Holmes zanurzając się z powrotem w fotelu.
-Oczywiście że na ścieżce , an trawie ślady nie były by widoczne.
-Czy były one na tej samej stronie co furtka.?
-Tak i to na samym skraju ścieżki.
-Zaciekawił nas pan niezmiernie.- powiedział zamyślony Holmes.- A czy furtka była zamknięta?.
-Na kłódkę.
-Jakiej wysokości jest ta kłódka?
-Około metra.
-Wiec można się przez nią przedostać.
-z łatwością.-potwierdził Jakub.
-Czy dostrzegł pan coś godnego uwagi przy furtce?
-Nic szczególnego.
-Na litość boską ,czy nikt tego miejsca nie badał?.!-zawołał Holmes
-Badałem je osobiście.
-I nic pan nie odkrył.?
-Sir Charles stał w tym miejscu od pięciu do dziesięciu minut, zobaczyłem na ziemi popił dwa razy strzepnięty z cygara.
-Doskonale.-Powiedział Holmes- Znaleźliśmy godnego nas kolegę… ale jakie tam były ślady.?
-Było dużo śladów Sir Charlesa .Innych nie zauważyłem.
Sherlock Holmes uderzył się niecierpliwie ręką w kolano.
-Ach !. Gdybym ja tam był!- zawołał – Wypadek przedstawia się niezmiernie interesująco i daje szerokie pole do popisu specjaliście w tej dziedzinie. Ślady na piasku z których mógł bym odczytać tak wiele zatarł deszcz i buty ciekawskich wieśniaków. Gdybym Ja tam był.!. Doktorze dlaczego mnie pan wtedy nie wezwał.? Zawinił pan bardzo.
-Nie mogłem wezwać pana , nie wyjaśniając tych szczegółów .Zresztą… Zresztą…
-Proszę śmiało , nikt nie gryzie- roześmiał się Watson.
-Istnieją okoliczności gdzie nawet najlepszy z najlepszych detektywów nic nie może poradzić.
-Czy pan przypuszcza że mamy do czynienia z czymś nadprzyrodzonym?.
-Tego nie powiedziałem.- zdenerwował się Dr.Mortimer
-Ale niewątpliwie tak pan myśli.
-Po tej tragedii słyszałem kilka historii i trudno mi uwierzyć że są to naturalne zjawiska.
-Jakie?- powiedzieliśmy równo we trójkę.
-Kilka osób w tą straszną noc widziało na moczarach zwierzę , jakby będą wcieleniem złego ducha psa Tomlinsonów . Zwierze te nie zalicza się do żadnego znanego gatunku. Wszyscy zgodnie mówią że to był wielki potwór buchający ogniem , upiorny. Wszyscy odmalowali złowrogie zjawisko które dokładnie odpowiada opisowi piekielnego psa z legendy.
-A czy pan jako człowiek nauczki wierzy że istotnie chodzi tu o coś nadprzyrodzonego.?
-Sam nie wiem co o tym myśleć- Jęknął bezradnie Doktor.
-Dotychczas-rzekł- Ograniczałem swoje badania do spraw przyziemnych. W miarę moich skromnych możliwość walczyłem ze złem ale wypowiedzenie walki piekielnym siłą było by zadaniem przerastającym moje ambicję. Musi pan jednak przyznać ze ślady były materialne.
-ten dziwny pies był o tyle stworzeniem materialnym , że zdołał rozerwać gardło człowieka a jednak pochodzenie jego jest piekielne.
-Wiedz że już całkowicie zalicza się pan w poczet ludzi wierzących w zjawiska nadprzyrodzone… Ostatnie pytanie; Jeżeli pan w to wierzy to dlaczego przyszedł pan do mnie po poradę?. Mówił pan że nie należy badać przyczyn przedwczesnego zgonu Sir Charlesa a jednocześnie prosi mnie pan o to.
-Nie ja pana o to nie prosiłem
-W jaki sposób mogę panu pomóc.?
-Chcę żeby mi pan poradzi jak powinienem zachować w wobec Sir Louisa Tomlinson’a który przybywa na dworzec w Waterloo –Tu doktor spojrzał na zegarek- za godzinę i kwadrans.
-Czy to on jest spadkobiercą.?
-Tak.
-czy nie ma innych spadkobierców?
-Nie,  jedynym krewnym , którego ślad odnaleziono nazywał się Rodger Tomlinson. Był najmłodszym z trzech braci wśród czego Sir Charles był najstarszy . Drugi brat który umarł młodo zostawił tylko jednego syna Louisa. Rodgera uważano zawsze w rodzinnie za parszywa owce. Był on uosobieniem Tomlinson’ów dawnego typu i –jak mnie zapewniano- żywym portretem owego Hugona. W Anglii zaczął palić mu się grunt pod nogami wiec uciekł do Ameryki Środkowej , gdzie umarł na żółtą febrę w 1876 roku. Sir Louis jest wiec ostatnim potomkiem rodu Tolinson’ów. Za godzinę i pięć minut mam się z nim spotkać na dworcu . Telegrafował do mnie z Southampton że przyjedzie dziś rano. Cóż wiec mam uczynić panie Holmes.?
-Dlaczego nowy spadkobierca nie miał by zamieszkać w starej siedzibie swoich przodków?.
-Wydaje się to zupełnie rzeczą naturalną prawda ?. Lecz każdy poprzednik mieszkający w Tomlinson Hall zginął śmiercią nieuzasadnianą i gwałtowną. Jestem wręcz pewien ze gdybym rozmawiał z Sir Charlesem tuż przed jego śmiercią , usilnie by mi polecił abym nie wprowadzał do tego nieszczęsnego domu ostatniego potomka rodu i spadkobiercy olbrzymiego majątku. Lecz nie można zaprzeczyć że dobrobyt tej biednej okolicy zależy w dużej mierze od obecności Sir Loui’ego . Przyszedłem wiec prości pana o zdanie i radę , gdyż obawiam się , żeby własny interes nie wpłyną na moją decyzję
Holmes zastanawiał się przez chwile wreszcie rzekł;
-Mówiąc bez ogródek uważa pan ,że jakieś diabelskie moce czynią Dartmoor niebezpiecznym miejscem dla potomka rodziny Tomlinsonów . Czy takie jest pańskie zdanie?.
-A czy nie ma do tego podstaw?.
-Nie przeczę. Ale jeżeli pańska teoria o faktach nadprzyrodzonych jest prawdziwa ten młodzieniec może podlegać tym wpływom tak samo w Londynie , jak i w Devonshire. Trudno sobie wyobrazić diabła którego zakres władzy sięgałby tylko do granic jednej parafii.
-Uważa pan że ten młodzieniec nie jest naraniony na większe niebezpieczeństwo w Devonshire niż w  Londynie… Przyjeżdża za pięćdziesiąt minut. Co mi pan radzi uczynić.?
-Radzę panu wziąć powóz , zawołać swojego psa który drapie do moich dziwi , i udać się na spotkanie z Sir Louisem Tomlinsonem   na dworcu Waterloo.
-A potem.?
-Potem nie powie mu pan nic dopóki ja nie podejmę decyzji w tej sprawie.
-czy długo to potrwa?
-dwadzieścia cztery godziny. Doktorze bardzo proszę żeby pan zechciał mnie odwiedzić jutro o dziesiątej rano. Byłoby wysoce wskazane aby pan przyszedł tu wraz z Sir Louisem.
-Nie omieszkam tego uczynić panie Holmes- Doktor Mortimer zapisał na mankiecie godzinę i wyszedł wraz ze swoim czteronożnym kompanem.
Holmes zatrzymał go na schodach;
-Jeszcze jedno pytanie Doktorze. Mówił pan że przed śmiercią Sir Charlesa Tomlinsona kilka osób widziało na moczarach to dziwne zjawisko.?
-Tak trzy osoby.
-A czy widziano je i później?
-Nie słyszałem o tym.
-Dziękuje pan. Do widzenia.
-Do widzenia- powtórzyliśmy jak modlitwę wraz z Watsonem zaraz po Holmesie.
Holmes wrócił do fotela z wyrazem wewnętrznego zadowolenia , malującym się na twarzy. Co oznaczało że ma przed sobą ciekawą robotę.
-Wychodzicie?- Zapytał nas widząc jak Watson ubiera swe czarne lakierki a ja zarzucam na siebie czarny długi płaszcz.
-Tak chyba że ci się przydamy? –zapytałam
-Nie kochani , wasza pomoc będzie mi potrzebna dopiero w chwili działania. To wspaniała sprawa i pod niektórymi względami jedyna w swym rodzaju. Jeżeli któreś z was będzie przechodzić koło sklepu Bradleya ,powiedzcie ,proszę ,żeby mi przysłał funt najmocniejszego tytoniu. Byłbym wam wdzięczny ,gdybyście pozostawili mnie samego aż do wieczora. Jak wrócicie porównamy nasze wrażenia na temat tej ciekawej zagadki.
Widziałam ze dla mojego Holmesa , w momentach koncentracji ,samotności była konieczna. Rozważał wtedy każdy szczegół sprawy , budował różne teorie ,zbijał je kolejno i segregował fakty według ich ważności.
Według tego wyszłam wraz z Watsonem z naszego domu i udaliśmy się w swoje strony.
-Sara.!-krzyknął Watson  kiedy oddaliłam się od niego kilka metrów dalej –Czy zmierzasz w stronę sklepu Bradleya.?
-Tak. Tak a co.?
-Przekażesz mu zamówienie Holmesa.?
-Oczywiście.
Udałam się szybkim krokiem w stronę danego sklepu. Kilka krótkich minut minęło a ja stałam u stóp wielkiego budynki gdzie znajdował się jeden ze sklepów Bradleya. Pchnęłam wielkie dziwi , i udałam się długim ciemnym korytarzem do kolejnych dziwi prowadzących na zaplecze skąd słychać było donośne krzyki Bradleya i jego kochanki. Stanęłam przed nimi zdejmując czarne okulary i rękawiczki po czym zapukałam w rytm. Cisza , Szmer , Moim oczom ukazał się wysoki mężczyzna z dwudniowym zarostem i niebieskimi oczami.
-Och witam Sarah.!
Magazyn Bradleya
-Nie ciesz się tak mój drogi. Ja tu jestem tylko dlatego że Holmes ma do ciebie prośbę , a raczej zamówienie.- wyjęłam mała karteczkę z zamówieniem Holmesa i zapłaciłam za przesyłkę.
-Może z nami zostaniesz i napijesz się Kawy.?
-Nie dziękuje.-Spojrzałam z obrzydzeniem na jego kochankę.
Wyszłam bez słowa. Nie chciałam tam być ani minuty dużej. Obleśny typ i jego napalona kochanka. Nie rozumiem tego pojęcia. On ma co każdy w tych latach może mu pozazdrości , piękną żonę cudowne dzieci oraz wielki zakład tytoniów. Ona młoda dziewczyna z dużymi perspektywami , o niespotykanej urodzie. A jednak ich życie erotyczne chyba nie jest zbyt piękne skoro kochają się na zapleczu.
-Świeża gazeta.!-Krzyczał chłopiec po przeciwnej stronie ulicy- Tajemnicze morderstwo w Devonshire.!
Aha.! Coś dla mnie. Podeszłam do chłopca i poprosiłam o gazetę , płacąc trzy funty. Poczułam jak małe kropelki wody rozbijają się o moje czoło i włosy na głowie co oznaczało tylko jedno , deszcz. Czym prędzej podążyłam do mego ulubionego klubu. Wchodząc przywitałam się z Watsonem który widocznie też tutaj chciał przeczekać ulewę.
-Patrz mój drogi co tu mam.-zaśmiałam się triumfalnie przesuwając gazetę w jego stronę.
-Gazeta. -westchnął- Wielkie mi odkrycie
-Strona 6.
Watson przerzucił kilka nielicznych cienkich kartek i zatrzymał się na stronie 6 gdzie jemu powiedziałam.
-Zabójstwo w Devonshire. Kolejny członek rodu Tomlinsonów ginie.
-Nie tylko my się zainteresowaliśmy tą sprawą ale także media.
-Ciekawe ciekawe.- odparł.
Przeczekaliśmy ulewę , i tak jak prosił nas Holmes wróciliśmy dopiero wieczorem.
Dochodziła dziewiąta gdy znaleźliśmy się w domu. Razem z Watsonem pierwsze co udaliśmy się do gabinetu Holmesa. Gdy otworzyłam dziwi , zdawało mi się że się pali ,bo w pokoju aż ciemno było od dymu.
Gdy weszłam głębiej uspokoiłam się , był to bowiem tylko dym tytoniowy , który zaczął mnie drapać w gardle , wywołując nieprzyjemny kaszel. Przez gęstą warstwę dymu dostrzegłem Holmesa z czarną fajką w zębach , otulonego w szlafrok i zagłębionego w ulubiony fotelu. Dookoła niego leżały rulony papierów.
-Zaziębiłaś się Sarah.?-zapytał.
-Nie to ten trujący dym.
-A rzeczywiście dym jest dość gęsty…
-Gęsty.! Przecież tu nie ma czym oddychać.- krzyknął Watson.
-No to otwórz okno. Założę się że cały ten czas przesiedzieliście oby dwoje w klubie.
-Mój Kochany…
-Czy zgadłem.?
-Naturalnie , ale jakim sposobem.?
Holmes roześmiał się widząc zdumienie rysujące się na naszych twarzach;
-Rozczulająca jest wasza naiwności-rzekł. -Zawsze sprawia mi przyjemności korzystanie z moich małych , skromnych umiejętności dla zabawienia się waszym kosztem .Pomyślcie tylko pewna ‘para’ która nie ma serdecznych przyjaciół , wychodzi podczas deszczu i słoty a wraca do domu wieczorem mając nieskazitelnie lśniące buty , oraz cylinder i płaszcz. Musieli zatem spędzić dzień pod dachem. Czy to nie jest jasne.?
-Raczej tak.
-Na świecie jest dużo rzeczy oczywistych , na które jednak nikt nie zwraca uwagi. A jak wam się zdaje gdzie byłem.?
-Nie ruszyłeś się nawet na krok z tego fotela- rzucił obojętnie Watson przysiadając się do Holmesa.
-Mylisz się… Byłem w Devonshire.
-Ale tylko myślami- roześmiałam się.
-Oczywiście ciało moje nie ruszyło się z tego fotela i wchłonęło bez współudziału moje myśli , co stwierdzają z żalem dwa duże dzbanki kawy i niezmierna ilość tytoniu. Gdy wyszliście ,posłałem do Stanforda po mapę tej części moczarów i duch mój błądzi po nich już cały dzień. Pochlebiam sobie że teraz mógłbym już tam wędrować bez przewodnika .
-Czy jest to dokładna mapa.
-Bardzo dokładna.
Holmes rozwiną jedną z map i rozłożył ją na kolanach.
-Oto obszar o który nam chodzi –rzekł –Tu pośrodku znajduje się Tomlinson Hall.
-Otoczony lasem.?
-Tak. Chociaż aleja cisowa nie jest określona żadną nazwą , przypuszczam że biegnie wzdłuż tej linii, a moczary znajdują się po prawej stronie. Tu ,ten szereg domków, to wioska Grimpen , gdzie mieszka nasz przyjaciel Doktor Mortimer. Widzicie ze w promieniu pięciu mil osiedla ludzkie są rzadko rozrzucane. Tu jest posiadłość Lafter Hall, o której wspomina stary rękopis. A ten dom należy pewnie do przyrodnika Staplentona , jeżeli dobrze pamiętam jego nazwisko. Wreszcie są tu dwie farmy High Tor i Foulmire. O czterdzieści mil  stamtąd wznosi się wiezienie Princetown. Dookoła  i miedzy tymi punktami ciągną się ponure i puste moczary. Tu właśnie rozegrał się dramat który może uda nam się odtworzyć.
-To wygląda na bardzo dziwie miejsce.-wtrąciłam
-Tak tło jest odpowiednie. Gdyby diabeł chciał się mieszać do ludzkich spraw…
-A więc i ty przypuszczasz że , istnieją jakieś moce nadprzyrodzone.?- Zapytałam.
-A czy diabeł nie może posługiwać się pomocnikami z krwi i kości? Od początku dwa pytania nasuwają mi się na myśl; Czy popełniono tu zbrodnie , jakiego rodzaju to zbrodnia i w jaki sposób ją popełniono? Jeżeli przypuszczenia Doktora Mortimera ,że mamy tu do czynienia z mocami nadprzyrodzonymi są słuszne , to oczywiście zaniechamy dalszych badań. Ale musimy przeanalizować wszystkie inne hipotezy zanim zatrzymamy się na tej ostatniej. No a wy, czy zastanawialiście się nad tą sprawą .?
-Myślałam o niej w ciągu dnia.
-I jakie jest twoje zdanie.
-że jest wyjątkowo zagmatwana- odparł Watson.
-Rzeczywiście , ma swoisty charakter i tyle niezwykłych cech… Na przykład ta zmiana w śladach stóp. Jak to sobie tłumaczycie.?
-Mortimer twierdzi ze sir Charles szedł na palcach po tej części alei.
-Powtarza tylko zeznanie jakiegoś idioty ze śledztwa. Dlaczego Tomlinson miałby iść na palcach.?
-A wiec.?
-On musiał biec…- szepnęłam a oni spojrzeli się na mnie w tym samym momencie.
-Kontynuuj
-On musiał biec, biec z rozpaczliwym wysiłkiem , biec by ocalić swoje życie , biec dopóki nagły atak serca nie powalił go na ziemię.
-A dlaczego biegł.?
-W tym tkwi zagadka. Z niektórych oznak wnoszę ,że był już przerażony do najwyższego stopnia zanim zaczął uciekać.- Kontynuowałam
-Na czym opierasz ten wniosek.?-zapytał Holmes.
- Przypuszczam ze powód jego przestraszenia znajdował się na moczarach. Wydaje mi się że to prawdopodobne ,gdyż tylko człowiek oszalały ze strachu może uciekać nie w stronę domu , lecz w przeciwną. Jeżeli można wierzyć opowiadaniu Cygana , Sir Charles biegł wołając o pomoc  , w kierunku skąd najmniej mógł się go spodziewać. A teraz pytanie. Na kogo mógł czekać w alei cisowej , zamiast w domu.?
-Czy sądzisz ze czekał na kogoś.?- Watson patrzał na mnie z nieodgadnioną miną.
-*-
Chwile mijały tak ulotnie dzisiaj , wydawało by się ze niecałe kilka minut temu był ranek ,że po domu roznosił się zapach kawy , Holmes odpalał pierwsze cygaro tego dnia a Watson dalej siedzi zamknięty w swoim pokoju czytając uważnie stronę po stronie jakiejś książki . Właśnie wydawało by się. Za oknami panuje już całkowity mrok. Sprawa z Tomlinson Hall tak nas dzisiaj wszystkich pochłonęła. Każda chwila tak szybko przemija , czasami tak jak byśmy chcieli , doskonała chwila pierwszy pocałunek , lub bardziej żywsza i spontaniczna chwila- Ta nie zaplanowana. Oby dwie są cudowne , każda chwila ma swoje wady i zalety. A czas dalej nie ubłaganie biegnie. Wielki zegar z dębu wybił godzinę 3 w nocy.
-Godzinna duchów- usłyszałam głos Watsona za moich pleców.
-Co ty tu robisz.-nie oderwałam wzroku od widoku za oknem –Jest trzecia nad ranem , Idzi już spać ‘braciszku’
-Sarah , mam coś co cie zaciekawi.
-Tak a co na przykład.?
-Proszę.- Podał mi kopertę z…


---------

Witam.! Przepraszam za troche długą nie obecność ale , komputer miał wirusa i cały rozdział mi sie usunął a pózniej naprawa itp.-.- eh długo by gadać. ale dzisiaj tak niespodzianka z okazji moich urodzin bitches.!;L jestem taka podekscytowana... Mam nadzieje że wam się spodobał rozdział , ręczę życiem ze w następnym rozdziale pojawi się już Louis.;D A następny rodział dodam tak za tydzień (?) No wiec czekam na komentarze i do następnego.! paa.<3.