Sherlock Holmes siedział właśnie przy śniadaniu , konsumując
dokładnie każdy kęs który brał. Dr Watson lub po porostu Watson stał przy
kominku i przyglądał się dokładnie lasce pozostawionej przez naszego gościa
wczoraj wieczorem , ja zaś siedziałam na schodach próbując czytać myśli mego
przyjaciela Watsona.
-Cóż moi drodzy-Odezwał się Holmes- co sądzicie o tej
lasce?.
Ja i Watson spojrzeliśmy na siebie ze zdziwieniem ,Holmes
siedział plecami do nas , bowiem ani słowem ani ruchem Watson nie zdradził swojej
czynności. Holmes coraz bardziej mnie zaskakuje.
-Skąd wiesz co robię?- odparł Przyjaciel-Jestem gotowy
uwierzyć nawet w to ze masz oczy z tyłu głowy.
Holmes zaśmiał się stłumionym śmiechem i odparł ; Nie lecz
mam przed sobą srebrny imbryk wypolerowany jak zwierciadło.-obrócił się w naszą
stronę.- powiedzcie mi co sądzicie o naszym wczorajszym gościu –właścicielu oto
tej laski- skoro nie znamy przyczyny jego odwiedzin .Ta zguba nabiera większego
znaczenia.
Watson wyprostował się i zaczął jeszcze głębiej wpatrywać
się w laskę.
-Sądzę -odparł patrząc raz na mnie raz na Holmesa.- sądzę ze
nasz gość był doktorem o nazwisku Mortimer jest starszym i bardzo poważnym
lekarzem skoro przyjaciele obdarzyli go takim podarunkiem.
-skąd te przypuszczenia , i jacy przyjaciele Watsonie?-
wtrąciłam.
-Moja droga-spojrzał na mnie przyjaciel , w jego oczach
mogłam wyczytać zadowolenie z moje pytania , mógł wykazać się teraz.- jak widzisz
laska jest gruba piękna z duża gałką ,pod którą znajduje się srebrna obrączka
na całą szerokość z napisem ‘Jakubowi Mortimerowi M.R.C.S. od przyjaciół z C.C.H.’
-Mów dalej kochany bo jak na razie to nic jeszcze
specjalnego nam nie objawiłeś.-odparł mój starszy przyjaciel , gasząc iskierki
dumy w oczach Doktora Watsona.
-Sadze ze Doktor Mortimer jest Lekarzem wiejskim ,
odwiedzający swoich pacjentów pieszo.-Watson dalej wpatrywał się drętwo w laskę
, ja zaś w raz Holmesem usiadłam na fotelach przy kominku gdzie stał nasz
doktorek.
-Dlaczego tak sadzisz?- zmarszczył brwi.
-Dlatego ze ta laska pewnie była bardzo ładna kiedy była
nowa teraz jest już zupełnie zniszczona i
nie wyobrażam sobie tej laski w rękach miejskiego lekarza. Gruba skuwka
jest niemalże że ścięta co oznacza ze
doktor Mortimer odbywał z tą laską długie spacery.- Odparłam patrząc uważnie na
laskę trzymaną przez Westona.
-To pytanie było skierowane do mnie-odparł zdenerwowany Watson.
-Lecz Sarah cie wyprzedziła , mój kochany liczy się czas i
fakty a nie dłuższy monolog.-odparł z pewnością w tonie.-A co do ciebie Sarah
,to zupełnie słuszne zauważenie… wręcz doskonałe-przytakiwał.
-Mniejsza-rzekł mój młody przyjaciel- Są tu też wyrazy ‘od
przyjaciół z C.C.H.’ przypuszczam ze ‘C.C.H’ stanowią skrót jakiegoś
miejscowego kółka łowieckiego.
-możliwe ze doktor udzielał pomocy członkom tego kółka
łowieckiego i w dowód wdzięczności podarowali mu ta piękną ale jakże starą
laskę.- dokończyłam za Watsona.
-Do prawdy Sarah ,dzisiaj przechodzisz sama siebie …
Doprawdy-powtarzał jak modlitwę.
Spojrzałam na Watsona ,był cały czerwony ze złości znowu
zgarnęłam za niego pochwały od Holmesa ,zdążało się to często wiec Watson powinien
się do tego przyzwyczaić lecz po kilku minutach mu to przechodziło i wzmacniał
swoją nadzieje ze z koleją sprawą wyprzedzi mnie i poda lepsze fakty od mnie.
‘Nadzieją matką głupich’.
Byłam z siebie dumna ze pojęłam tak dobrze i szybko system
samego mistrza jakim był Holmes.
Holmes wziął laskę z rąk Watsona i patrzał na nią przez
kilka sekund , po czym gwałtownie podszedł do okna ,wyrzucił niedopałek
papierosa i zabrał się do badania laski przez lupę , ja wraz z Watsonem
staliśmy do siebie profilami ,Doktorek dalej kipiał złością a ja z bezczelnym
uśmiechem wpatrywałam się w jego niebieskie oczy lecz z tej złości powoli
błękit jego oczu zamieniał się w sztorm na czarnym niemalże morzu.
-Przejdzie mu-usłyszałam cichy głos w mojej głowie –sumienie-
wiec udałam się na spoczynek na kremowej kanapie.
Leżałam w prostej pozycji wpatrując się desperacko w sufit.
Weston siedział spokojnie w swym ulubionym granatowym fotelu ‘czytając książkę’
lecz chyba złość nie pozwalała mu się skupić bo raz po raz patrzał na mnie ze
wzrokiem zabójcy cóż… przyznam ze dzisiaj zabrałam mu większą część sławy ,
gdzie mógł zabłysnąć przed Holmesem lecz jak to sam mistrz mówi ‘Nie ma czasu
na sentymenty i urazy tylko fakty się liczą’. Wiec słuchając jego rady
zignorowałam spojrzenia Westona ze krwiożerczym wzrokiem kierujące mej osobie i
dalej wpatrywałam się w szary-biały- sufit. Jego barwa zmieniła się z czasem z
białej bieli zmieniła się w szara czerni
, codzienna warstwa dymu jaka tworzy się w naszym domu osadza się na suficie ,
dym wytwarzany przez Westona i Holmesa jest nie dopisania ,czasami nie wiem czy
się coś pali czy po prostu moi przyjaciele siedzą w salonie i palą cygaro.
-Ciekawe choć proste.- przyjrzał się jeszcze dokładniej i
głębiej ,zgubie doktora Mortimera.-wiedze tu kilka wskazówek które pomogą nam
wysnuć kilka odpowiedzi.
-Coś przeoczyliśmy ?- zapytał Watson zanim ja dążyłam
otworzyć usta.
-Większość waszych wniosków jest mylna.-Odparł siadając na
taborecie koło okna wraz z laską w ręce.- co do jednego to się zgodzę nasz
Doktor Mortimer jest wiejskim lekarze i lubi długie spacery.
-Więc miałem racje-Watson
-Mieliśmy -podkreśliłam.
-Pod tym względem –Tak.
-Więc co jeszcze przeczyliśmy mój drogi Holmesie?- zapytałam
wstając z kanapy.
-Bardzo prawdopodobne jest ze podarunek od znajomych Jakuba
Mortimera nie ma nić związanego z kółkiem łowieckim lecz ze szpitalem… Toteż
litery ‘C.C.’ oznaczają ‘Charing Cross’ szpital.
-Możliwe… tak w sumie jest to lepsze wyjaśnienie od tego
które przedstawił nam nasz przyjaciel Watson –na te słowa Watson zdenerwował
się jeszcze bardziej ,jego twarz oblała się czerwonym kolorem , wyglądał tak
zabawnie kiedy się denerwował.
-Dobrze wiec przypuszczamy ze ‘C.C.H’ oznacza ‘Charing Cross
Hospital’ ,coś jeszcze nasuwa ci się na myśl kochany?- zapytał ironicznie
Watson.
-Popatrzcie na to z innej strony.-odparłam- z jakiej
sposobności podarowanu Mortimerowi ten podarunek? Kiedy znajomi mogli mu to
podarować jako dowód wdzięczności?
-Doskonałe pytania.-odparł Holmes-tylko teraz trzeba
wywnioskować odpowiedzi.
-Stawiam ze kiedy Doktor Jakub opuszczał szpital ,dla
spokojnego życia tu jako doktor wiejski. Zapewne opuścił Szpital miejski i
przeprowadził się na wieś. Wiec chyba możemy powiedzieć spokojnie ze ofiarowano
mu ją właśnie przy pożegnaniu.-Odparł Watson siadając koło mnie na kanapie z
uśmiechem.
-Bardzo możliwe mój
przyjacielu-zabrał głos Holmes- wiec zwrócicie uwagę że Doktor Mortimer nie
należał do stałego personelu szpitalnego bo tylko najlepsi tam się dostają i
raczej nikt by nie zrezygnował ze stanowiska tak ważnego jak doktor C.C.H. dla
zamieszkania w Devonshire. Wiec musiał
on być kimś nie wiele wyżej położony niż studenci ostatniego roku medycyny…
wiec wasz poważny doktor w podeszły wieku znika jak widmo a na jego miejscu
ukazuje się nam trzydziestoletni , miły , skromny i roztrzepany doktorek.
Uśmiechnęłam się wraz z Watsonem z niedowierzeniem. Wstałam z siedzenia i ruszyłem w stronę półki z
książkami , po chwili znalazłam to czego szukałam ,rzecz jasna książkę lecz nie
moją zaś mojego przyjaciela Doktora Watsona. Szukałam pod nazwiskiem ‘Mortimer’
.Było ich kilku.
Wracając do księgi , Znalazłam Jakuba Mortimera.
‘Jakub Mortimer M.R.C.S.- Królewska medyczna szkoła
chirurgów.-1882. Asystent-chirurg w szpitalu Charing Cross od 1882 do
1884. Laureat nagrody Jaksona’.- Przeczytałam
urywek.
-o kółku łowieckim ani słowa-Rzekł Holmes z drwiącym
uśmiechem- ale mieliście racje ze został doktorem miejskim. Co do określeni
naszego drogiego Mortimera , jak mówiłem ;miły, skromny i roztargniony.
-dlaczegóż tak uważasz Holmesie?- Odparł nasz przyjaciel.
-Oj Watsonie to takie proste jak ‘Raz dwa trzy’ –położyłam
książkę o Doktorze na miejsce i spojrzałam na Holmesa który kiwał twierdząco
czekając na resztę mych wyjaśnieni- Z własnego doświadczenia wiemy ze tylko
człowiek miły dostaje jakieś podarunki ,skromny bo tylko skromny człowiek
zrezygnował by ze sławy doktora i przeprowadził się na wieś a roztargany
dlatego ze tylko roztargany człowiek zostawił by cenny zapewnie dla niego
podarunek.
-są tu też ślady zębów psa , są za małe na Teriera a za duże
na buldoga co to może być za rasa?- chodził w tą i powrotem po pokoju Holmes
-Do licha to Spaniel –wrzasnął Weston.
-skąd ta pewność mój kochany?- zatrzymał się Holmes patrząc
wyczekująco w stronę Doktora Watsona.
-Stąd ze właśnie widzę psa przed dziwami a Jego właściciel właśnie
dzwoni do dziwi. –i w tym momencie rozległ się dzwonek ,zagłuszający cisze w
całym domostwie
-Watsonie proszę nie opuszczaj mnie teraz , w końcu to twój
kolega po fachu .I twoja obecność może mi się tu bardzo przydać.-odparł Holmes
zmierzając w stronę dziwi .-a ty Sarah możesz zaparzyć herbaty i dołączyć do
nas.
Zgodnie z jego zaleceniem udałam się do kuchni zaparzyć
napój ,zaś moi przyjaciele zasiedli w salonie z nowo poznanym przyjacielem.
Usiadłam przy stole kuchennym z nadzieją
na szybkie zaparzenie się wody , nie warto było siedzieć w kuchni i myśleć o
niebieskich migdałach kiedy zaraz ścianę obok przyszedł nieznany człowiek z
zagadką do wyjaśnienia dla mnie oraz moich kompanów Sherlocka Holmesa i Doktora
Watsona. Sposobność jak długo woda w czajniku się gotowała była nie do
zniesienia ,bowiem wstałam od stołu i podążyłam w stronę pokoju gościnnego
gdzie siedział znany mi z książki lekarskiej Doktor Mortimer i pozostała dwójką
mężczyzn. Oparłam swe ciało o framugę dziwi prowadzonych do salonu a miedzy
kuchnią. Jaku Mortimer siedział do mnie plecami , zagłębiony w granatowym
fotelu ,Watson bawił się z psem Pana Mortimera-Spanielem- a Holmes uważnie oglądał jakiś rękopis podajże z
XVIII , cóż by była ze mnie asystentka takiego detektywa jakim jest Holmes
,gdybym nie umiała powiedzieć z jakiego wieku pochodzi dany rękopis. Marna
nieprawdaż?.
-Sarah czy Herbata już gotowa?- zapytał niedbale Sherlock.
-Woda w czajniku jeszcze nie wrze drogi
przyjacielu.-odparłam wchodząc wgłęb pokoju.
Doktor Mortimer kiedy mnie zobaczył wstał jak na rozkaz
wydany przez generała i ukłonił się w pasie po czym podał mi rękę którą jak na
dżentelmena wypadło delikatnie pocałował w dowód szacunku w stosunku do mnie.
-Jakub Mortimer.-odparł mężczyzna.
Wyobraziłam go sobie inaczej , zdumiła mnie jego postać.
Bowiem wyobraziłam sobie wiejskiego lekarza. A na jego miejscu pojawił się
;wysoki ,chudy mężczyzna około trzydziestki jak to sprytnie wywnioskował
Holmes, z długim haczykowatym nosem , brązowymi oczami osadzonymi blisko siebie
oraz dość wyblakła cerą.
-Sarah Sheeran- uśmiechnęłam się znikomo i przytaknęłam nogą
oddając połowę jego szacunku.-Więc to pan jest naszym gościem który zamiast
wizytówki zostawia podarunek –laskę-od przyjaciół.
-Widzę że doskonali z was detektywi-zaśmiał się
Mortimer-chyba każde z was wywnioskowało już ze to podarunek z okazji mego
ślubu.
-Ślubu?- zapytałam , wiec jednak myliliśmy się troszeczkę
wraz z Holmesem i Watsonem.
-Tak ślubu.-zatopił się w granatowym fotelu- dlatego
porzuciłem szpital i się przeniosłem do Devonshire ,a tak właściwie to do Devon.
Małego miasteczka położonego nad moczarami.
-Doskonale-przerwał Holmes-Lecz cóż pana sprowadza do mnie a
raczej do nas.-popatrzał na mnie oraz Watsona.
-Cóż-zaczął ciężko.- Przyszedłem tutaj bo orientuje się ze
nie jestem człowiekiem biegłych w tych sprawach kryminalnych a wydaje mi się że
znalazłem się wobec niezwykle poważnego i zadziwiającego zagadnienia. Tak jak
widzi pan ma pan przed sobą rękopis z
XVIII wieku , chyba zdążył pan go dogłębnie zbadać.
-Do rzeczy-odparł Holmes kładąc rękopis na ławie.-zbadałem
go zewnątrz ale wole żeby mi pan dokładnie sam z siebie opowiedział co jest w
nim zawarte.
-Ten dokument został mi powierzony przez Sir Charles
Tomlinson przed jego śmiercią , nie wyjaśnioną z resztą. Nadmienię ze byłem
jego lekarzem jakże i przyjacielem. Był to człowiek stanowczy , przenikliwy i o
trzeźwej wyobraźni tak jak ja. Nie mniej jednak był przekonany i przygotowany
jego śmierci a właściwie był przygotowany ze zginie właśnie w ten sposób.
-Wygląda jak jakaś powieść-odparłam patrząc na wielki napis
‘Tomlinson Hall’ a pod nim wielkie niekształtne 1742.
-Tak to bardzo stara legenda krążąca w rodzinie Tomlinsonów-
odparł nasz nowy przyjaciel.
-Więc słuchamy- odezwał się w końcu Watson.
„O pochodzeniu psa Tomlinsonów krążyło wiele pogłosek.
Ponieważ jestem przedostatnim członkiem klanu Tomlinsonów , postanowiłem
napisać ten rękopis przedstawiając wszystko w innym a może i tym samym świetle.
Każdy zna opowieść o Hugonie Tomlinson , bezbożniku i szalenicu. O tym jak ten podły człowiek pojmał piękną niewiastę
z sąsiedztwa i ukrył w zamku lecz wpadł w szał kiedy się dowiedział ze owa
dziewczyna zniknęła. Pijany wraz z przyjaciółmi ruszył w pogoni za nią przez
ciemne moczary. Tylko trójca z nich
zapuściła się dalej niż powinna w środku nocy. Kiedy Hugon zniknął z pola
widzenia przyjaciół ,dwójka pozostałych ruszyła przez wielki kanion. Ciemność ,
cichy lecz zimny podmuch wiatru tylko mroził krew w żyłach .zatrzymali się
przed wielkimi dwoma kamieniami ustawionymi
i służącymi kiedyś za domy dla naszych przodków z epoki łupanego
kamienia. Na błotnistej ziemi odbijał się ślad końskich kopyt a zaraz na nich
pojawiały się ślady tak zwanego ‘psa’ lecz
owe ślady były większe niż klaczy która uciekała zapewne przed wielkim
stworzeniem. Kilka metrów dalej leżał Hugon Tomlinson bowiem nad nim stała
wielka bestia , czarna jak węgiel z oczami świecącymi w ciemności oraz
buchającym ogniem z jamy. Na ich oczach potwór rozerwał gardło Hugona z taką
łatwością ze owa dwójka mężczyzn była tak zdrętwiała ze strachu ze zupełnie zapomnieli
o tym ze posiadają takie narzędzia ciała jak nogi , nie ruszając się z miejsca
patrzeli na bestie która zaraz po okropnym czynie w stosunku do Hugona uciekła
wgłęb kotliny. Jeden z mężczyzn jeszcze tej samej nocy umarł z przerażenia a
pod drugim słuch zaginął po tym jak zamknęli go w psychiatryku w Coombe Tracy.
Tak po raz pierwszy objawił się Pies Tomlinsonów . Wielu członków naszej
rodziny zginęło śmiercią , gwałtowną , tajemniczą i niewyjaśnioną a to
zazwyczaj na strasznych moczarach w czasie panującego tam ducha zła.”
Zakończył doktor Mortimer składając rękopis na cztery i
chowając w zagłębieniu kieszeni. Spojrzałam na Sherlocka , siedział w fotelu ze
śpiącym wzrokiem mierząc nim Mortimera.
-I cóż-
-A ta cała historia nie wydaje się panu zajmująca?-
-Owszem dla ludzi którzy wierzą w bajki i inne głupoty
napisane na jakimś kawałku papier-Holmes wzruszył ramionami.
Doktor Mortimer wyjął ze swojej teczki staranie zleżaną
gazetę i otworzył ją na stronie tak zwanego ‘tematu miesiąca’.
-Teraz panie Holmes podam panu coś bardziej nowszego i
wiarygodniejszego. Oto gazeta ‘Kronika Hrabstwa Devon’ z przed miesiąca ze
szczegółami o śmierci Sir Charlesa Tomlinsona.
„Nagła śmierci Sir’a Charlesa Tomlinsona , pogrążyła całe
Devonshire w smutku. Miał on bowiem startować w zbliżających się wyborach
stronnictwa liberalnego dla okręgu środkowego Devonu. Dwa lata zaledwie minęły
od kiedy zamieszkał w Tomlinson Hall.
Śledztwo nie mogło dokładnie wyjaśnić przyczyn
przedwczesnego zgonu Sir Charlesa Tomlinsona ale ukróciło przynajmniej niektóre pogłoski rodzone z zabobonów.
Nie ma bowiem tu powodu do przypuszczania ze śmierć Sir Charlesa jest
podejrzana lub nie nastąpiła z przyczyn naturalnych. Sir Charles Tomlinson był wdowcem i uchodził za dziwaka pod pewnymi
względami. Pomimo znacznej fortuny żył on skromnie a jego cała służba składała
się z małżeństwa Horan. Mąż był lokajem a żona godną zaufania gospodynią.
Zeznania przyjaciół potwierdzając że od pewnego czasu Sir Charles silnie
niedomagał. Cierpiał na chorobę serca , objawiającą się nagłym blednięciem
,napadami duszności i ostrym atakami nerwowymi. Fakty są oczywiste. Co wieczór
przed udaniem się na spoczynek Sir Charles przechadzał się po słynnej alei
cisowej w Tomlinson Hall. Małżonkowie Horan stwierdzili w swoich zeznaniach że
taki był zwyczaj ich pana.
Dnia 4 czerwca Sir Charles oznajmił iż nazajutrz wyjeżdża do
Londynu i polecił Horanowi aby spakował rzeczy. Wieczorem wyszedł jak zawsze na
wieczorną przechadzkę ,podczas której zawsze palił cygaro. Z przechadzki
tej już nie wrócił.
O
północy Horan widząc ze dziwi od hallu są jeszcze otwarte zaniepokoił się i
wyszedł przed zamek na poszukiwanie swego pana. Dzień był dżdżysty wiec z
łatwością Horan odnalazł ślady Sir Charlesa na alei. W połowie tej alei znajduje
się furtka prowadząca na moczary a pośród nich dalej była rozmieszczona aleja.
Głębsze ślady wskazywały ze Si Charles stał chwile przy furtce ,widocznie udał
się dalej bo jego zwłoki zostały znalezione na końcu alei.
Pewne zeznania Horana są jeszcze nie wyjaśnione; kształt
śladów zmienia się z chwilą kiedy Sir Charles minął furtkę ,wydawało by się ze
dalej szedł na palcach. Jak sam niejaki Murphy , Cygan , Handlarz koni zeznaje
, słyszał niejakie krzyki ale był zbyt pijany żeby wiedzieć skąd one pochodziły i jaka była ich przyczyna.
Na ciele Sir Charlesa Tomlinsona nie znaleziono żadnych
śladów obrażeń ani także otarć , jakkolwiek lekarze mówią o niezwykle ,wprost
konwulsyjnym wykrzywieniu twarzy-
wykrzywieniu tak strasznym ze sam Doktor Mortimer nie chciał wierzyć ze ma
przed sobą swego przyjaciela i pacjenta.
Wyjaśniono jednak ze jest to objaw często ponawianej się dusznicy i śmierci
spowodowała atakiem serca.
Najbliższym krewnym zmarłego jest – o ile znajduje się
jeszcze przy życiu- Sir Louis Tomlinson syn najmłodszego brata Sir Charlesa
Tomlinsona . Prawdopodobnie już go poinformowano o śmierci stryjka i o tym ze
jest nowym ‘władcą’ w Tomlinson Hall.”
Doktor Mortimer schował gazecie do swej brązowej teczki i
odparł ;Tak przedstawiają się fakty podane w lokalnej gazecie Panie Holmes.
-Dziękuje panu-odrzekł Holmes- za zwrócenie mojej uwagi na
tą jakże interesującą pod wieloma względami sprawę. Powiada pan ze ten artykuł
zawiera wszystkie publicznie znane fakty.?
-Tak-
-Niech pan nam w takim razie poda nieznane –Odparłam równo z
Holmesem co wywołanie zdziwienie w Watsonie i zdumienie w Jakubie.
-aby uczynić zadość pańskiej prośbie –Powiedział Doktor
Mortimer ukazując coraz większe zdenerwowanie.- Powiem to co zataiłem nawet
przed sędzią , bo człowiekowi nauki trudno jest się przyznać ze wierzy w
zabobony.
Okolica moczarów jest bardzo rzadko zaludniona. Dlatego
sąsiedzi żyją ze sobą w tak dobrych stosunkach , stąd ta zażyłość miedzy mną a
Sir Charles , z wyjątkiem pana Staplentona i młodego lecz roztarganego Pana
Malika w promilu wielu mil nie ma żadnych ludzi z wykształceniem. Sir Charles
lubił samotność ale jako jego przyjaciel no i oczywiście doktor spędzałem z nim
więcej czasu niż kiedykolwiek , jego choroba zbliżyła nas a różne ciekawe
pamiątki przywiezione przez niego z Afryki Południowej tylko umilały nam nie jeden wieczór
rozmawiając o anatomii Buszmenów i
Hotentotów. Sir Charles od pewnego czasu zaczął coraz bardziej
przejmować się starą legendą krążącą w całej rodzinnie Tomlinsonów ,ze żadna moc na świecie nie mogła go zmusić
na wyjście po za teren parku w godzinach nocnych. Myśl o ciągłej obecności
ducha w pobliżu ścigała go niemiłosiernie. Często pytał mnie czy nie widziałem
jakiejś niezwykłej postaci albo czy nie słyszałem szczekania psa kiedy szedłem
przez moczary w godzinach nocnych. Ostatnie pytania zadawał coraz częściej i
coraz bardziej zdenerwowany. Ostatniego czasu przed jego śmiercią , możliwe ze
kilka tygodni temu kiedy jechałem go odwiedzić zauważyłem go stojącego na
ganku. Zeskoczyłem z mojego dwukółka i podążyłem szybko w jego stronę by się
przywitać ,gdy naraz zauważyłem ze wpatruje się w coś za moimi plecami , z
wyrazem okropnego przerażenia. Odwróciłem się i dostrzegłem na zakręcie drogi
coś nieokreślonego , coś nadzwyczajnego jakby wielkie czarne ciele. Udałem się
prędko za zwierzem ale ono zniknęło bez śladu. Wspomniałem tylko o tym
zdarzeniu tylko dlatego że nabiera ono większego znaczenia niż myślałem
wcześniej ze względu na tą tragedie ,wówczas nie przywiązywałem do tego większej
uwagi. Przekonałem mego przyjaciela do wyjazdu do Londynu chcąc żeby on
odetchnął od tego całego zamieszania z tą legendą , pan Stapleton podzielił
moje uwagi .Lecz zanim Sir Charles zdążył wyjechać nastąpiła ta tragedia . Tej
nocy Horan-lokaj- przysłał po mnie chłopca stajennego Perkinsa a ponieważ
jeszcze nie spałem zaraz pojawiłem się w Tomlinson Hall. Osobiście zbadałem
fakty; zbadałem ślady kroków w alei cisowej obejrzałem miejsce przy furtce
gdzie mój przyjaciel się zatrzymał zauważyłem zmianę śladów ,począwszy od tego
miejsca , potem zbadałem zwłoki których przede mną jeszcze nikt nie dotknął. Na
ciele nie znalazłem żadnych obrażeni nawet żadnych otarć. Horan zeznał ze w
otoczeni zwłok nie było żadnych śladów. Nie zauważył ich. Jednak ja dostrzegłem
, pewne i wyraziste w pewnej odległość.
-Ślady kroków.?
-Tak.
-mężczyzny czy kobiety?
Nastała cisza , przytłaczająca cisza , doktor Mortimer
spojrzał na nas podenerwowany wzrokiem i niemalże niesłyszalnie odparł pół
głosem;
-Panie Holmes to były ślady łap olbrzymiego psa.














