wtorek, 2 lipca 2013

Rodział Trzeci "Pan Ideał".



-Tak a co na przykład.?
-Proszę.- Podał mi kopertę z…

List była zaadresowana do mnie ,  ale skąd przychodzi list? Przecież nie znam adresu 303 Canterbury Close Lincoln , przynajmniej nie kojarzę tego adresu. Obróciłam się ,żeby zapytać mego towarzysza czy wie od kogo dostałam tajemniczy list lecz go już nie było w pokoju. Szarpnęłam za kopertę i zamaszystym ruchem ją otworzyłam wyciągając na wierzch list w kolorze brzoskwiniowym , pachniał on tytoniem i nutką męskich perfum.
990 Baker Street London 

Sarah Sheeran

Sarah, Nie wiem od czego zacząć , najłatwiej by było od początku ale w tym polega problem , nie wiem gdzie dokładnie znajduje się początek. Może zacznę tak; Jestem Jonathan Walis , pewnie nie kojarzysz mnie , nic nie szkodzi. Jestem synem brata twego ojca , twoim kuzynem. Masz teraz zapewne z 20 lat. Ja natomiast jestem starszy od ciebie zaledwie o dziewięć lat. Od śmierci twojego ojca , jakże i matki próbowałem się jakkolwiek skontaktować , było to dość trudne , sam zostałem osierocony w wieku 10 lat , twoi rodzice pomogli mi  w tych trudnych momentach , później wyjechali chcieli zacząć nowe życie w Londynie w dodatku Clover twa matka zaszła w ciąże , miałem wtedy 16  lat wiec spokojnie mogłem zamieszkać sam. Na początku pisaliśmy listy miedzy sobą ale z czasem kontakt się popsuł , sama pewnie rozumiesz. Kilka lat później z radia dowiedziałem się że w wypadku samochodowym zginęli twoi rodzice  , na początku zastanawiałem się co mogę zrobić w tej sprawie ale nie wiele zdziałałem. Po czym zacząłem kojarzyć fakty , przecież twoi rodzice opiekowali się tobą , a nikt inny na tym świecie już nie został. Starałem się odnaleźć ciebie ale przeprowadziliście się i nie miałem pojęcia gdzie cie szukać , w dodatku kto by dał osiemnastolatkowi  pod opiekę dziecko. Odwiedziłem prawdopodobnie wszystkie domy dziecka w Londynie. Lecz jednak nigdzie się niczego nie dowiedziałem. Pamiętam jeszcze te słowa wypowiedziane przez jedną recepcjonistkę w  „LittleLand” ostatnim domu dziecka jaki odwiedziłem  „Chłopcze ,dziecku dziecka nie dadzą” te słowa pogrzebały moją nadzieje w piach. Ta sprawa nie dawała mi spokoju ,lecz nic na to poradzić nie mogłem. Zostałem policjantem , pewnie cie to nie obchodzi ale dzięki temu ze nim zostałem znalazłem twój Adres , i dowiedziałem się paru ciekawych rzeczy o tobie , mam nadzieje że nie będziesz miała mi tego za złe. Przeglądałem listę zamieszkanych w obrzeżach zachodniej części Londynu , natrafiłem na Baker Street , czytając listę natchnąłem się na nazwisko Sheeran , przypominając sobie całą historie z przed kilkunastu lat. Trafiłem w samo sedno , na ekranie mego komputera wyskoczyły twoje dane wszystko się zgadzało. Nie chciałem cie odwiedzać bez zapowiedzi , w końcu jestem człowiekiem z klasą. Mam nadzieje że zechcesz się ze mną spotkać , albo choć zdołasz mi odpisać na ten dość krótki list. Chciałem ci wyjaśnić rzeczy z grubszą , jeżeli pragniesz dowiedzieć się więcej informacji , znasz Adres mego domu. Czekam na odpowiedzi.
Jonathan Walis
J.W.  
Jonathan –powtórzyłam szeptem kładąc list na biurku.
Ta straszna nie wiadoma , nie wiem co dalej mam zrobić , nie rozumiem już nic. Nie wiem czy powinnam się spotkać z tym człowiekiem ,nie znam go praktycznie podaje się za moją rodzinę i większość rzeczy się zgadza jak wypadek rodziców i wyjazd do Londynu ale skąd mam mieć pewność że to nie jest jakiś oszukaniec. Lecz zaryzykuje , napisze do niego jutro po spotkaniu z Sir Tomlinsonem. Powinnam walczyć o rodzinę choć nawet jeżeli jej nie znam. To jedyna możliwość poznania kogoś z moje rodziny nikt innym mi już nie został, oczywiście nie wliczając mych dwóch kompanów.
-Sarah powinnaś się już położyć.- do mojego pokoju ponownie tej nocy wszedł Watson.
-Przeczytaj.-wskazałam na list który leżał w dalszym ciągu na biurku-no dalej.
Watson podszedł do dębowego biurka i sięgnął po brzoskwiniowy list. Otworzył go i zaczął czytać pierwsze linijki zawarte w jego treść. Po kilku minutach mój przyjaciel uniósł oczy znad listu i zaczął dokładnie przyglądać się mi.
-Co zamierzasz zrobić?.-odłożył list na biurko.
-Nie wiem przyjacielu , doradzi mi.- usiadłam na łóżku a Watson koło mnie.
-Sarah-objął mnie ramieniem-Wiesz że to jest jedyna możliwość na spotkanie kogoś z twojej rodziny. Więcej takiej szansy nie dostaniesz. Odpisz mu na list i zaprosi go tu ,lub spotkaj się z nim na starym rynku.
-Watson ,ale przecież dobrze wiesz że Sherlock zaraz po spotkaniu z sir Tomlinsonem będzie chciał  wyruszyć do Devonshire .Nie ma możliwość żebyśmy w najbliższym czasie spotkali się tu w Londynie.
-Kto powiedział że w Londynie musicie się spotkać.- stłumił  w sobie śmiech i wyszedł bez słowa.
Nie rozumiem go ,i raczej nigdy nie zrozumiem. Od samego początku ten człowiek był dla mnie jedną wielką zagadką, nigdy nie spotkałam osoby z takim charakterem. Był niesamowity ,nieprzewidywalny nie można było go rozszyfrować ,czasami jego jedno słowo wyrażało więcej niż nie tysiąc  księga mądrości.
Powróciłam do rzeczywistości ,zgasiłam świece stojącą na komodzie i położyłam się do łóżka. Myśli nie dały mi zasnąć sama nie wiem co powinnam teraz zrobić ,nie codziennie dostaje się taki list…
Następnego ranka bardzo wcześnie zjedliśmy śniadanie i Sherlock Holmes oczekiwał w szlafroku przybycia gość. Wstawili się punktualnie- z wybiciem godziny dziesiątej usłyszeliśmy dzwonek. Siedziałam tyłem do dziwi na mym fotelu ,naprzeciwko mnie siedział Watson a Sherlock właśnie witaj się z naszymi gośćmi.
-Przedstawiam państwu Sir Louis Tomlinson.- poznałam głos Doktora Mortimera
-Tak to ja.- zaśmiał się ,do moich uszów dobiegł  aksamitny głos ,każde słowo wypowiedziane przez niego było spokojną nutą na ucho ,głos idealny , serce przybiło szybciej z każdą sekunda i nutą jego głosu. Lecz nadal zaciekle siedziałam w swym fotelu nie odwracając się. Watson wstał i przeszedł  koło mnie posyłając mi zawadzki uśmiech.
-Witam Doktor Watson.- przedstawił się mój przyjaciel.-A to Sarah.-wyczułam jak wskazuje na mnie ręką.
-Umiem się przedstawić Watsonie.-zaśmiałam się wstając z fotela.
Oddech był szybszy a serce miałam w gardle, moje słowa uciekły mi gdzieś daleko a w oczy cały czas ilustrowały tego człowieka. Był niespotykanie przystojny , przepraszam nie przystojny był idealny ,Pan Idealny. Jego Niebieskie oczy wpatrywał się w me. Sekundy stawał się jeszcze wolniejsze niż wcześniej , czas stanął. Poczułam coś niespotykanego w brzuchu. Coś o czym słyszałam tylko w opowiadaniach coś co widziałam u innych ale nie u siebie. Jego włosy ułożone w nieład doprowadzały mnie do błogości , czułam rozkosz patrząc na niego. Uśmiech był idealny tak jak cały on ,czułam się jak we śnie. Obłęd.
-To Sarah Sheeran.- zaśmiał się Watson widząc mą minę.-Moja młodsza siostrzyczka.
-Tak we własnej osobie.- Obudziłam się z mego obłędu i spojrzałam na Watsona który wzrokiem próbował doszukać się szczegółów w minie Sherlocka. Nie był zadowolony nie powiem ,Holmes nie tryskał radością widząc jak się wygłupiłam przed Tomlinsonem.
-Sarah nie powinnaś czasami być w kuchni.-Zapytał oschle Holmes. Tak miałam racje, miał mi za złe to przedstawienie.
-Tak naturalnie. –przytakłam.- Herbaty?
-Poproszę.- uśmiechnął się Pan ideał, całkiem dobrze pasujące przezwisko.
Udałam się do kuchni widząc niezadowolenie na twarzy Holmesa i wlałam wodę do czajnika i postawiłam na ogniu. Przeszukałam wszystkie dębowe szafki w poszukiwaniu jakiegoś słodyczą dla naszych gość. Ukroiłam ciasto na kilka części i zaniosłam je do salonu. Uśmiechnęłam się do Holmesa lecz ten to zignorował trudno będzie go ubłagać o przebaczenie. Powróciłam do kuchni po talerze i odwiedziłam salon ponownie. Rozłożyłam talerzyki wzorowane w kwiaty przed każdym z osobników. Czułam na sobie te spojrzenie ,te przenikliwe spojrzenie pana idealnego.
-Sarah ,pośpiesz się.-Usłyszałam nawoływanie Watsona z salonu.
Weszłam do pokoju stawiając Herbaty przed Doktorem Mortimerem i Sir Louisem. Usiadłam w swym fotelu ,naprzeciwko mnie siedział nie kto inny niż pan Ideał. Cóż trudno będzie się dzisiaj skupić.
-Panie Holmes ,to fakt ,że gdyby nie mój przyjaciel , Doktor Mortimer, nie zaproponował mi złożenia panu wizyty dziś rano, byłbym sam do pana przyszedł. O ile się nie mylę ,rozwiązuje pan różne łamigłówki ,a ja dziś rano dostałem do rozwiązania taką która przekracza moje możliwości.-Jego aksamitny głos wił się miedzy salonem a kuchnią.
-Czy chce pan przez to powiedzieć ,że miał pan jakąś niezwykłą przygodę po przyjeździe do Londynu.?- Zapytał Holmes ,zapalając cygaro.
-Nic ważnego. Wygląda mi to raczej na żart. Oto list, jeśli to co otrzymałem rano można nazwać listem.-Sir Tomlinson położył kopertę na stole.
 Zbliżyliśmy się  wszyscy by się lepiej przyjrzeć .Była to zwykła szara koperta ,Adres napisany niewprawną ręką brzmiał „Sir Louis Tomlinson, Hotel Northumberland” Na kopercie był stempel pocztowy „Charing Cross” i data z poprzedniego dnia.
-Czy ktoś wiedział ,że pan zatrzyma się w hotelu Northumberland?- zabrałam głos ,uważnie przyglądając się nazwie hotelu.
-Nie ,nikt nie mógł o tym wiedzieć gdyż zdecydowałem się na ten hotel dopiero po spotkaniu z doktorem Mortimerem.- uśmiechnął się błogo ,wyczuwając że jego uśmiech stał się mym słabym punktem.
-Zapewne doktor Mortimer tam się zatrzymał?.-zapytał Holmes.
-Nie ja mieszkam u znajomych.-odpowiedział doktor.- nie można wiec było przewidzieć że zatrzymamy się w tym hotelu.
-Hm.- mruknął Holmes.- Zdaje mi się ,że ktoś bardzo interesuje się pańską osobą.
-nie wliczając naszej Sarah.-dodał Watson szeptem na tyle słyszalnie że ja to tylko chyba usłyszałam. Modliłam się w duchu żeby Sir Louis tego nie usłyszał lecz chyba na marne bo na jego twarz pojawił się ten olśniewający uśmiech i chichy praktycznie nie słyszalny chichot.
Holmes wyjął z koperty pół arkusza papieru złożonego w czworo. Rozłożył list na stole. Papier zawierał tylko jedno zdanie ułożone z wycinków gazety. Zdanie to brzmiało: „Jeśli cenisz swoje życie ,trzymaj się z dala od moczarów.” Tylko jeden wyraz „Moczarów” był napisany atramentem.
-Może mi pan wyjaśnić panie Holmes.-zaczął Sir Louis Tomlinson.- co to wszystko znaczy i kto  może tak żywo interesować się mą osobą.
-Co myślicie o tym?- zwrócił się do nas Holmes.- Musicie przyznać że nie ma w tym nic nadzwyczajnego ani nadprzyrodzonego.
-Nie przeczę…- zamyślił się Watson ,a ja wykorzystałam chwile znów odbierając mu chwile chwały.
-Ale czy tej przestrogi nie mógł przysłać ktoś ,kto jest przekonany ,że jednak jest w tym coś nadprzyrodzonego.? –odparłam szybko.
Na twarzy Watsona pokazały się czerwone plamki i wypieki znaczące że jest zdenerwowany ,ścisnął mimowolnie róg fotela a ja z triumfującym uśmiechem podniosłam głowę do góry i wysłuchałam pochwał Holmesa. Sir Louis i Doktor Mortimer widząc całe zaistniałe zdarzenie zaśmiali się delikatnie.
-Ale w czym jest coś nadprzyrodzonego.-zapytał niespodziewanie Sir Louis.
-Zanim pan wyjdzie z tego pokoju będzie pan wiedział to wszystko ,co i my. Przyrzekam to panu. A teraz jeżeli pan pozwoli, zajmiemy się tym ciekawym dokumentem. Został on niewątpliwie zredagowany i wysłany wczoraj wieczorem. Czy masz Sarah ,wczorajszego „Timesa”?
-Leży an stole.
-Podaj mi go proszę chcę przejrzeć artykuły redukcyjne.
Holmes przebiegł wzrokiem po kolumnach w artykule .
-Jest tu świetny artykuł o wolnym handlu.-rzekł.- Pozwólcie że wam przeczytam kawałek: „Na podstawie wiadomość ,krążących obecnie , możesz sobie wyobrazić , że twoje własne przedsiębiorstwo handlowe czy też przemysłowe zyska przez wprowadzenie ceł ochronnych. Trzymaj się jednak z dala od takich poglądów i nie zgadzaj się na tego rodzaju ustawy i zarządzenia ,jeśli cenisz ogólny dobrobyt kraju ,a tym samym i swoje spokojne życie…”
-Jakie jest wasze zdanie o tym artykule ,Watsonie ,Sarah?- zawołał wesoło Holmes ,zacierając ręce z widocznym zadowoleniem.
Doktor Mortimer spojrzał na Holmesa z zainteresowaniem a Sir Louis utkwił we mnie wzrokiem pełnym zdumienia. Co nie ułatwiało mi skupienia się kiedy jego niebieskie oczy wpatrywały się we mnie.
-Nie znam się na cłach i tym podobnych rzeczach.-rzekł Sir Louis.-ale wydaje mi się że trochę odbiegliśmy od tematu.
-przeciwnie sir Louis, nie odbiegliśmy ani trochę. Oni znają dobrze moje metody ale wydaje mi się, że nawet oni nie zrozumieli o co mi chodzi w przytoczonym fragmencie .
-Przyznaje.-powiedział Watson.-nie widzę żadnego powiązania.
-Nie ,zaraz.-powiedziałam a każdy pokierował swoje spojrzenie na mnie.  Znowu czułam ten przenikający wzrok pana Idealnego na sobie ,zdziwione spojrzenia doktora Mortimera i Watsona i ten triumfalny uśmiech na twarzy Holmesa ,klatka mało mu nie pęka pod wpływem dumy kiedy tylko się odezwałam.-Istnieje bardzo ścisły związek; „Trzymaj się” ,”z dala od” , „Jeśli cenisz” ,”Swoje” , „Życie”. –wyczytałam słowa z gazety.- Czy nie rozumiecie teraz skąd pochodzą te słowa.?
-Do licha. Sarah jesteś coraz lepsza.- kolejna pochwała z ust Holmesa.
 Spojrzałam z nad gazety na resztę. No i powtórka ,dumny wzrok Holmesa ,zdziwienie Doktorów. No i ten idealnie śnieżnobiały uśmiech Tomlinsona.
-Gdyby nawet istniały jakieś wątpliwości. –ciągnęłam- to przekreśla je fakt że wyrazy „Trzymaj się” i „Jeśli cenisz” są wycięte z jednego kawałka.
-Doprawdy Pani Sarah to mi się nie mieści w głowie.-rzekł doktor Mortimer spoglądając na mnie ze zdumieniem.
-Panienko.-zaśmiał się donośnie Holmes a z nim Watson.-Jeszcze nie zamężna.
Pan Idealny
-Jeszcze.-powtórzył  Watson spoglądając raz na mnie raz na Sir Louisa. Poczułam jak zalewa mnie krew ,gotowało się we mnie. Moje policzki pokrył kolor czerwieni , a źrenice rozszerzyły się do granic i wpatrywały się z wściekłością w mych przyjaciół na ci oni zareagowali jeszcze raz śmiechem.  Widać było ze ta sytuacja jest całkiem na rękę Tomlinsonowi ,ponieważ na jego twarzy widniał szeroki uśmiech kłaniający się w moją stronę. Iskierki w jego oczach pochłaniały wszystko łącznie ze mną. To był Ideał nad Ideałami.