-Tak a co na przykład.?
-Proszę.-
Podał mi kopertę z…
List była zaadresowana do mnie
, ale skąd przychodzi list? Przecież nie
znam adresu 303 Canterbury Close Lincoln , przynajmniej nie kojarzę tego
adresu. Obróciłam się ,żeby zapytać mego towarzysza czy wie od kogo dostałam
tajemniczy list lecz go już nie było w pokoju. Szarpnęłam za kopertę i
zamaszystym ruchem ją otworzyłam wyciągając na wierzch list w kolorze
brzoskwiniowym , pachniał on tytoniem i nutką męskich perfum.
990 Baker
Street London
Sarah
Sheeran
Sarah, Nie wiem od czego
zacząć , najłatwiej by było od
początku ale w tym polega
problem , nie wiem gdzie dokładnie znajduje się
początek. Może
zacznę tak; Jestem Jonathan
Walis , pewnie nie kojarzysz mnie , nic nie szkodzi. Jestem synem brata twego
ojca , twoim kuzynem. Masz teraz zapewne z 20 lat. Ja natomiast jestem starszy
od ciebie zaledwie o dziewięć lat. Od śmierci
twojego ojca , jakże i matki
próbowałem się
jakkolwiek skontaktować , było
to dość trudne , sam zostałem
osierocony w wieku 10 lat , twoi rodzice pomogli mi w tych trudnych momentach , później
wyjechali chcieli zacząć nowe życie
w Londynie w dodatku Clover twa matka zaszła w ciąże
, miałem wtedy 16 lat wiec spokojnie
mogłem zamieszkać sam. Na
początku pisaliśmy
listy miedzy sobą ale z
czasem kontakt się popsuł ,
sama pewnie rozumiesz. Kilka lat później
z radia dowiedziałem się że
w wypadku samochodowym zginęli twoi
rodzice , na początku
zastanawiałem się co mogę
zrobić w tej sprawie ale nie
wiele zdziałałem. Po czym zacząłem
kojarzyć fakty ,
przecież twoi
rodzice opiekowali się tobą
, a nikt inny na tym świecie już
nie został. Starałem się odnaleźć
ciebie ale przeprowadziliście się
i nie miałem pojęcia gdzie cie szukać
, w dodatku kto by dał osiemnastolatkowi
pod opiekę dziecko.
Odwiedziłem prawdopodobnie wszystkie domy dziecka w Londynie. Lecz jednak
nigdzie się niczego
nie dowiedziałem. Pamiętam
jeszcze te słowa wypowiedziane przez jedną
recepcjonistkę w „LittleLand” ostatnim domu dziecka jaki
odwiedziłem „Chłopcze ,dziecku dziecka
nie dadzą” te
słowa pogrzebały moją nadzieje
w piach. Ta sprawa nie dawała mi spokoju ,lecz nic na to poradzić
nie mogłem. Zostałem policjantem , pewnie cie to nie obchodzi ale dzięki
temu ze nim zostałem znalazłem twój Adres , i dowiedziałem się
paru ciekawych rzeczy o tobie , mam nadzieje że
nie będziesz miała mi tego za
złe. Przeglądałem
listę zamieszkanych w obrzeżach
zachodniej części
Londynu , natrafiłem na Baker Street , czytając
listę natchnąłem
się na nazwisko Sheeran ,
przypominając sobie
całą historie z przed
kilkunastu lat. Trafiłem w samo sedno , na ekranie mego komputera wyskoczyły
twoje dane wszystko się
zgadzało. Nie chciałem cie odwiedzać
bez zapowiedzi , w końcu jestem
człowiekiem z klasą. Mam
nadzieje że
zechcesz się ze mną
spotkać , albo choć
zdołasz mi odpisać na ten
dość krótki list. Chciałem ci
wyjaśnić
rzeczy z grubszą , jeżeli
pragniesz dowiedzieć się
więcej informacji , znasz
Adres mego domu. Czekam na odpowiedzi.
![]() |
| Jonathan Walis |
J.W.
Jonathan –powtórzyłam szeptem kładąc
list na biurku.
Ta straszna nie wiadoma , nie wiem
co dalej mam zrobić , nie rozumiem już nic. Nie wiem czy powinnam się spotkać z
tym człowiekiem ,nie znam go praktycznie podaje się za moją rodzinę i większość
rzeczy się zgadza jak wypadek rodziców i wyjazd do Londynu ale skąd mam mieć
pewność że to nie jest jakiś oszukaniec. Lecz zaryzykuje , napisze do niego
jutro po spotkaniu z Sir Tomlinsonem. Powinnam walczyć o rodzinę choć nawet jeżeli
jej nie znam. To jedyna możliwość poznania kogoś z moje rodziny nikt innym mi
już nie został, oczywiście nie wliczając mych dwóch kompanów.
-Sarah powinnaś się już położyć.- do
mojego pokoju ponownie tej nocy wszedł Watson.
-Przeczytaj.-wskazałam na list który
leżał w dalszym ciągu na biurku-no dalej.
Watson podszedł do dębowego biurka i
sięgnął po brzoskwiniowy list. Otworzył go i zaczął czytać pierwsze linijki
zawarte w jego treść. Po kilku minutach mój przyjaciel uniósł oczy znad listu i
zaczął dokładnie przyglądać się mi.
-Co zamierzasz zrobić?.-odłożył list
na biurko.
-Nie wiem przyjacielu , doradzi mi.-
usiadłam na łóżku a Watson koło mnie.
-Sarah-objął mnie ramieniem-Wiesz że
to jest jedyna możliwość na spotkanie kogoś z twojej rodziny. Więcej takiej
szansy nie dostaniesz. Odpisz mu na list i zaprosi go tu ,lub spotkaj się z nim
na starym rynku.
-Watson ,ale przecież dobrze wiesz
że Sherlock zaraz po spotkaniu z sir Tomlinsonem będzie chciał wyruszyć do Devonshire .Nie ma możliwość
żebyśmy w najbliższym czasie spotkali się tu w Londynie.
-Kto powiedział że w Londynie
musicie się spotkać.- stłumił w sobie
śmiech i wyszedł bez słowa.
Nie rozumiem go ,i raczej nigdy nie
zrozumiem. Od samego początku ten człowiek był dla mnie jedną wielką zagadką, nigdy
nie spotkałam osoby z takim charakterem. Był niesamowity ,nieprzewidywalny nie
można było go rozszyfrować ,czasami jego jedno słowo wyrażało więcej niż nie
tysiąc księga mądrości.
Powróciłam do rzeczywistości
,zgasiłam świece stojącą na komodzie i położyłam się do łóżka. Myśli nie dały
mi zasnąć sama nie wiem co powinnam teraz zrobić ,nie codziennie dostaje się
taki list…
Następnego ranka bardzo wcześnie
zjedliśmy śniadanie i Sherlock Holmes oczekiwał w szlafroku przybycia gość.
Wstawili się punktualnie- z wybiciem godziny dziesiątej usłyszeliśmy dzwonek.
Siedziałam tyłem do dziwi na mym fotelu ,naprzeciwko mnie siedział Watson a
Sherlock właśnie witaj się z naszymi gośćmi.
-Przedstawiam państwu Sir Louis
Tomlinson.- poznałam głos Doktora Mortimera
-Tak to ja.- zaśmiał się ,do moich
uszów dobiegł aksamitny głos ,każde
słowo wypowiedziane przez niego było spokojną nutą na ucho ,głos idealny ,
serce przybiło szybciej z każdą sekunda i nutą jego głosu. Lecz nadal zaciekle
siedziałam w swym fotelu nie odwracając się. Watson wstał i przeszedł koło mnie posyłając mi zawadzki uśmiech.
-Witam Doktor Watson.- przedstawił
się mój przyjaciel.-A to Sarah.-wyczułam jak wskazuje na mnie ręką.
-Umiem się przedstawić
Watsonie.-zaśmiałam się wstając z fotela.
Oddech był szybszy a serce miałam w
gardle, moje słowa uciekły mi gdzieś daleko a w oczy cały czas ilustrowały tego
człowieka. Był niespotykanie przystojny , przepraszam nie przystojny był
idealny ,Pan Idealny. Jego Niebieskie oczy wpatrywał się w me. Sekundy stawał
się jeszcze wolniejsze niż wcześniej , czas stanął. Poczułam coś niespotykanego
w brzuchu. Coś o czym słyszałam tylko w opowiadaniach coś co widziałam u innych
ale nie u siebie. Jego włosy ułożone w nieład doprowadzały mnie do błogości ,
czułam rozkosz patrząc na niego. Uśmiech był idealny tak jak cały on ,czułam
się jak we śnie. Obłęd.
-To Sarah Sheeran.- zaśmiał się
Watson widząc mą minę.-Moja młodsza siostrzyczka.
-Tak we własnej osobie.- Obudziłam
się z mego obłędu i spojrzałam na Watsona który wzrokiem próbował doszukać się
szczegółów w minie Sherlocka. Nie był zadowolony nie powiem ,Holmes nie tryskał
radością widząc jak się wygłupiłam przed Tomlinsonem.
-Sarah nie powinnaś czasami być w
kuchni.-Zapytał oschle Holmes. Tak miałam racje, miał mi za złe to
przedstawienie.
-Tak naturalnie. –przytakłam.-
Herbaty?
-Poproszę.- uśmiechnął się Pan
ideał, całkiem dobrze pasujące przezwisko.
Udałam się do kuchni widząc
niezadowolenie na twarzy Holmesa i wlałam wodę do czajnika i postawiłam na
ogniu. Przeszukałam wszystkie dębowe szafki w poszukiwaniu jakiegoś słodyczą
dla naszych gość. Ukroiłam ciasto na kilka części i zaniosłam je do salonu. Uśmiechnęłam
się do Holmesa lecz ten to zignorował trudno będzie go ubłagać o przebaczenie.
Powróciłam do kuchni po talerze i odwiedziłam salon ponownie. Rozłożyłam
talerzyki wzorowane w kwiaty przed każdym z osobników. Czułam na sobie te
spojrzenie ,te przenikliwe spojrzenie pana idealnego.
-Sarah ,pośpiesz się.-Usłyszałam
nawoływanie Watsona z salonu.
Weszłam do pokoju stawiając Herbaty
przed Doktorem Mortimerem i Sir Louisem. Usiadłam w swym fotelu ,naprzeciwko
mnie siedział nie kto inny niż pan Ideał. Cóż trudno będzie się dzisiaj skupić.
-Panie Holmes ,to fakt ,że gdyby nie
mój przyjaciel , Doktor Mortimer, nie zaproponował mi złożenia panu wizyty dziś
rano, byłbym sam do pana przyszedł. O ile się nie mylę ,rozwiązuje pan różne
łamigłówki ,a ja dziś rano dostałem do rozwiązania taką która przekracza moje
możliwości.-Jego aksamitny głos wił się miedzy salonem a kuchnią.
-Czy chce pan przez to powiedzieć
,że miał pan jakąś niezwykłą przygodę po przyjeździe do Londynu.?- Zapytał
Holmes ,zapalając cygaro.
-Nic ważnego. Wygląda mi to raczej
na żart. Oto list, jeśli to co otrzymałem rano można nazwać listem.-Sir
Tomlinson położył kopertę na stole.
Zbliżyliśmy się wszyscy by się lepiej przyjrzeć .Była to
zwykła szara koperta ,Adres napisany niewprawną ręką brzmiał „Sir Louis
Tomlinson, Hotel Northumberland” Na kopercie był stempel pocztowy „Charing
Cross” i data z poprzedniego dnia.
-Czy ktoś wiedział ,że pan zatrzyma
się w hotelu Northumberland?- zabrałam głos ,uważnie przyglądając się nazwie
hotelu.
-Nie ,nikt nie mógł o tym wiedzieć
gdyż zdecydowałem się na ten hotel dopiero po spotkaniu z doktorem Mortimerem.-
uśmiechnął się błogo ,wyczuwając że jego uśmiech stał się mym słabym punktem.
-Zapewne doktor Mortimer tam się
zatrzymał?.-zapytał Holmes.
-Nie ja mieszkam u
znajomych.-odpowiedział doktor.- nie można wiec było przewidzieć że zatrzymamy
się w tym hotelu.
-Hm.- mruknął Holmes.- Zdaje mi się
,że ktoś bardzo interesuje się pańską osobą.
-nie wliczając naszej Sarah.-dodał
Watson szeptem na tyle słyszalnie że ja to tylko chyba usłyszałam. Modliłam się
w duchu żeby Sir Louis tego nie usłyszał lecz chyba na marne bo na jego twarz
pojawił się ten olśniewający uśmiech i chichy praktycznie nie słyszalny
chichot.
Holmes wyjął z koperty pół arkusza
papieru złożonego w czworo. Rozłożył list na stole. Papier zawierał tylko jedno
zdanie ułożone z wycinków gazety. Zdanie to brzmiało: „Jeśli cenisz swoje życie
,trzymaj się z dala od moczarów.” Tylko jeden wyraz „Moczarów” był napisany
atramentem.
-Może mi pan wyjaśnić panie
Holmes.-zaczął Sir Louis Tomlinson.- co to wszystko znaczy i kto może tak żywo interesować się mą osobą.
-Co myślicie o tym?- zwrócił się do
nas Holmes.- Musicie przyznać że nie ma w tym nic nadzwyczajnego ani
nadprzyrodzonego.
-Nie przeczę…- zamyślił się Watson
,a ja wykorzystałam chwile znów odbierając mu chwile chwały.
-Ale czy tej przestrogi nie mógł
przysłać ktoś ,kto jest przekonany ,że jednak jest w tym coś nadprzyrodzonego.?
–odparłam szybko.
Na twarzy Watsona pokazały się
czerwone plamki i wypieki znaczące że jest zdenerwowany ,ścisnął mimowolnie róg
fotela a ja z triumfującym uśmiechem podniosłam głowę do góry i wysłuchałam
pochwał Holmesa. Sir Louis i Doktor Mortimer widząc całe zaistniałe zdarzenie
zaśmiali się delikatnie.
-Ale w czym jest coś
nadprzyrodzonego.-zapytał niespodziewanie Sir Louis.
-Zanim pan wyjdzie z tego pokoju
będzie pan wiedział to wszystko ,co i my. Przyrzekam to panu. A teraz jeżeli
pan pozwoli, zajmiemy się tym ciekawym dokumentem. Został on niewątpliwie
zredagowany i wysłany wczoraj wieczorem. Czy masz Sarah ,wczorajszego „Timesa”?
-Leży an stole.
-Podaj mi go proszę chcę przejrzeć
artykuły redukcyjne.
Holmes przebiegł wzrokiem po
kolumnach w artykule .
-Jest tu świetny artykuł o wolnym
handlu.-rzekł.- Pozwólcie że wam przeczytam kawałek: „Na podstawie wiadomość
,krążących obecnie , możesz sobie wyobrazić , że twoje własne przedsiębiorstwo
handlowe czy też przemysłowe zyska przez wprowadzenie ceł ochronnych. Trzymaj
się jednak z dala od takich poglądów i nie zgadzaj się na tego rodzaju ustawy i
zarządzenia ,jeśli cenisz ogólny dobrobyt kraju ,a tym samym i swoje spokojne
życie…”
-Jakie jest wasze zdanie o tym
artykule ,Watsonie ,Sarah?- zawołał wesoło Holmes ,zacierając ręce z widocznym
zadowoleniem.
Doktor Mortimer spojrzał na Holmesa
z zainteresowaniem a Sir Louis utkwił we mnie wzrokiem pełnym zdumienia. Co nie
ułatwiało mi skupienia się kiedy jego niebieskie oczy wpatrywały się we mnie.
-Nie znam się na cłach i tym
podobnych rzeczach.-rzekł Sir Louis.-ale wydaje mi się że trochę odbiegliśmy od
tematu.
-przeciwnie sir Louis, nie
odbiegliśmy ani trochę. Oni znają dobrze moje metody ale wydaje mi się, że
nawet oni nie zrozumieli o co mi chodzi w przytoczonym fragmencie .
-Przyznaje.-powiedział Watson.-nie
widzę żadnego powiązania.
-Nie ,zaraz.-powiedziałam a każdy
pokierował swoje spojrzenie na mnie.
Znowu czułam ten przenikający wzrok pana Idealnego na sobie ,zdziwione
spojrzenia doktora Mortimera i Watsona i ten triumfalny uśmiech na twarzy
Holmesa ,klatka mało mu nie pęka pod wpływem dumy kiedy tylko się
odezwałam.-Istnieje bardzo ścisły związek; „Trzymaj się” ,”z dala od” , „Jeśli
cenisz” ,”Swoje” , „Życie”. –wyczytałam słowa z gazety.- Czy nie rozumiecie
teraz skąd pochodzą te słowa.?
-Do licha. Sarah jesteś coraz lepsza.-
kolejna pochwała z ust Holmesa.
Spojrzałam z nad gazety na resztę. No i
powtórka ,dumny wzrok Holmesa ,zdziwienie Doktorów. No i ten idealnie
śnieżnobiały uśmiech Tomlinsona.
-Gdyby nawet istniały jakieś
wątpliwości. –ciągnęłam- to przekreśla je fakt że wyrazy „Trzymaj się” i „Jeśli
cenisz” są wycięte z jednego kawałka.
-Doprawdy Pani Sarah to mi się nie
mieści w głowie.-rzekł doktor Mortimer spoglądając na mnie ze zdumieniem.
-Panienko.-zaśmiał się donośnie
Holmes a z nim Watson.-Jeszcze nie zamężna.
![]() |
| Pan Idealny |



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz