niedziela, 24 marca 2013

Rozdział Pierwszy. "Tak po raz pierwszy objawił się Pies Tomlinsonów".



Sherlock Holmes siedział właśnie przy śniadaniu , konsumując dokładnie każdy kęs który brał. Dr Watson lub po porostu Watson stał przy kominku i przyglądał się dokładnie lasce pozostawionej przez naszego gościa wczoraj wieczorem , ja zaś siedziałam na schodach próbując czytać myśli mego przyjaciela Watsona.
-Cóż moi drodzy-Odezwał się Holmes- co sądzicie o tej lasce?.
Ja i Watson spojrzeliśmy na siebie ze zdziwieniem ,Holmes siedział plecami do nas , bowiem ani słowem ani ruchem Watson nie zdradził swojej czynności. Holmes coraz bardziej mnie zaskakuje.
-Skąd wiesz co robię?- odparł Przyjaciel-Jestem gotowy uwierzyć nawet w to ze masz oczy z tyłu głowy.
Holmes zaśmiał się stłumionym śmiechem i odparł ; Nie lecz mam przed sobą srebrny imbryk wypolerowany jak zwierciadło.-obrócił się w naszą stronę.- powiedzcie mi co sądzicie o naszym wczorajszym gościu –właścicielu oto tej laski- skoro nie znamy przyczyny jego odwiedzin .Ta zguba nabiera większego znaczenia.
Watson wyprostował się i zaczął jeszcze głębiej wpatrywać się w laskę.
-Sądzę -odparł patrząc raz na mnie raz na Holmesa.- sądzę ze nasz gość był doktorem o nazwisku Mortimer jest starszym i bardzo poważnym lekarzem skoro przyjaciele obdarzyli go takim podarunkiem.
-skąd te przypuszczenia , i jacy przyjaciele Watsonie?- wtrąciłam.
-Moja droga-spojrzał na mnie przyjaciel , w jego oczach mogłam wyczytać zadowolenie z moje pytania , mógł wykazać się teraz.- jak widzisz laska jest gruba piękna z duża gałką ,pod którą znajduje się srebrna obrączka na całą szerokość z napisem ‘Jakubowi Mortimerowi  M.R.C.S. od przyjaciół z C.C.H.’
-Mów dalej kochany bo jak na razie to nic jeszcze specjalnego nam nie objawiłeś.-odparł mój starszy przyjaciel , gasząc iskierki dumy w oczach Doktora Watsona.
-Sadze ze Doktor Mortimer jest Lekarzem wiejskim , odwiedzający swoich pacjentów pieszo.-Watson dalej wpatrywał się drętwo w laskę , ja zaś w raz Holmesem usiadłam na fotelach przy kominku gdzie stał nasz doktorek.
-Dlaczego tak sadzisz?- zmarszczył brwi.
-Dlatego ze ta laska pewnie była bardzo ładna kiedy była nowa teraz jest już zupełnie zniszczona i  nie wyobrażam sobie tej laski w rękach miejskiego lekarza. Gruba skuwka jest  niemalże że ścięta co oznacza ze doktor Mortimer odbywał z tą laską długie spacery.- Odparłam patrząc uważnie na laskę trzymaną przez Westona.
-To pytanie było skierowane do mnie-odparł zdenerwowany Watson.
-Lecz Sarah cie wyprzedziła , mój kochany liczy się czas i fakty a nie dłuższy monolog.-odparł z pewnością w tonie.-A co do ciebie Sarah ,to zupełnie słuszne zauważenie… wręcz doskonałe-przytakiwał.
-Mniejsza-rzekł mój młody przyjaciel- Są tu też wyrazy ‘od przyjaciół z C.C.H.’ przypuszczam ze ‘C.C.H’ stanowią skrót jakiegoś miejscowego kółka łowieckiego.
-możliwe ze doktor udzielał pomocy członkom tego kółka łowieckiego  i w dowód wdzięczności  podarowali mu ta piękną ale jakże starą laskę.- dokończyłam za Watsona.
-Do prawdy Sarah ,dzisiaj przechodzisz sama siebie … Doprawdy-powtarzał jak modlitwę.
Spojrzałam na Watsona ,był cały czerwony ze złości znowu zgarnęłam za niego pochwały od Holmesa ,zdążało się to często wiec Watson powinien się do tego przyzwyczaić lecz po kilku minutach mu to przechodziło i wzmacniał swoją nadzieje ze z koleją sprawą wyprzedzi mnie i poda lepsze fakty od mnie. ‘Nadzieją matką głupich’.
Byłam z siebie dumna ze pojęłam tak dobrze i szybko system samego mistrza jakim był Holmes.
Holmes wziął laskę z rąk Watsona i patrzał na nią przez kilka sekund , po czym gwałtownie podszedł do okna ,wyrzucił niedopałek papierosa i zabrał się do badania laski przez lupę , ja wraz z Watsonem staliśmy do siebie profilami ,Doktorek dalej kipiał złością a ja z bezczelnym uśmiechem wpatrywałam się w jego niebieskie oczy lecz z tej złości powoli błękit jego oczu zamieniał się w sztorm na czarnym niemalże morzu.
-Przejdzie mu-usłyszałam cichy głos w mojej głowie –sumienie- wiec udałam się na spoczynek na kremowej kanapie.
Leżałam w prostej pozycji wpatrując się desperacko w sufit. Weston siedział spokojnie w swym ulubionym granatowym fotelu ‘czytając książkę’ lecz chyba złość nie pozwalała mu się skupić bo raz po raz patrzał na mnie ze wzrokiem zabójcy cóż… przyznam ze dzisiaj zabrałam mu większą część sławy , gdzie mógł zabłysnąć przed Holmesem lecz jak to sam mistrz mówi ‘Nie ma czasu na sentymenty i urazy tylko fakty się liczą’. Wiec słuchając jego rady zignorowałam spojrzenia Westona ze krwiożerczym wzrokiem kierujące mej osobie i dalej wpatrywałam się w szary-biały- sufit. Jego barwa zmieniła się z czasem z białej bieli zmieniła się w  szara czerni , codzienna warstwa dymu jaka tworzy się w naszym domu osadza się na suficie , dym wytwarzany przez Westona i Holmesa jest nie dopisania ,czasami nie wiem czy się coś pali czy po prostu moi przyjaciele siedzą w salonie i palą cygaro.
-Ciekawe choć proste.- przyjrzał się jeszcze dokładniej i głębiej ,zgubie doktora Mortimera.-wiedze tu kilka wskazówek które pomogą nam wysnuć kilka odpowiedzi.
-Coś przeoczyliśmy ?- zapytał Watson zanim ja dążyłam otworzyć usta.
-Większość waszych wniosków jest mylna.-Odparł siadając na taborecie koło okna wraz z laską w ręce.- co do jednego to się zgodzę nasz Doktor Mortimer jest wiejskim lekarze i lubi długie spacery.
-Więc miałem racje-Watson
-Mieliśmy -podkreśliłam.
-Pod tym względem –Tak.
-Więc co jeszcze przeczyliśmy mój drogi Holmesie?- zapytałam wstając z kanapy.
-Bardzo prawdopodobne jest ze podarunek od znajomych Jakuba Mortimera nie ma nić związanego z kółkiem łowieckim lecz ze szpitalem… Toteż litery ‘C.C.’ oznaczają ‘Charing Cross’ szpital.
-Możliwe… tak w sumie jest to lepsze wyjaśnienie od tego które przedstawił nam nasz przyjaciel Watson –na te słowa Watson zdenerwował się jeszcze bardziej ,jego twarz oblała się czerwonym kolorem , wyglądał tak zabawnie kiedy się denerwował.
-Dobrze wiec przypuszczamy ze ‘C.C.H’ oznacza ‘Charing Cross Hospital’ ,coś jeszcze nasuwa ci się na myśl kochany?- zapytał ironicznie Watson.
-Popatrzcie na to z innej strony.-odparłam- z jakiej sposobności podarowanu Mortimerowi ten podarunek? Kiedy znajomi mogli mu to podarować jako dowód wdzięczności?
-Doskonałe pytania.-odparł Holmes-tylko teraz trzeba wywnioskować odpowiedzi.
-Stawiam ze kiedy Doktor Jakub opuszczał szpital ,dla spokojnego życia tu jako doktor wiejski. Zapewne opuścił Szpital miejski i przeprowadził się na wieś. Wiec chyba możemy powiedzieć spokojnie ze ofiarowano mu ją właśnie przy pożegnaniu.-Odparł Watson siadając koło mnie na kanapie z uśmiechem.
-Bardzo  możliwe mój przyjacielu-zabrał głos Holmes- wiec zwrócicie uwagę że Doktor Mortimer nie należał do stałego personelu szpitalnego bo tylko najlepsi tam się dostają i raczej nikt by nie zrezygnował ze stanowiska tak ważnego jak doktor C.C.H. dla zamieszkania w  Devonshire. Wiec musiał on być kimś nie wiele wyżej położony niż studenci ostatniego roku medycyny… wiec wasz poważny doktor w podeszły wieku znika jak widmo a na jego miejscu ukazuje się nam trzydziestoletni , miły , skromny i roztrzepany doktorek.
Uśmiechnęłam się wraz z Watsonem z niedowierzeniem. Wstałam  z siedzenia i ruszyłem w stronę półki z książkami , po chwili znalazłam to czego szukałam ,rzecz jasna książkę lecz nie moją zaś mojego przyjaciela Doktora Watsona. Szukałam pod nazwiskiem ‘Mortimer’ .Było ich kilku.
-Jakub Mortimer-powtórzył Holmes odpowiadając na moje jeszcze nie zadane pytanie. Ten człowiek jest niesamowity zanim zdążyłam zadać mu pytanie o imię doktorka on podał mi gotową odpowiedz.
Wracając do księgi , Znalazłam Jakuba Mortimera.
‘Jakub Mortimer M.R.C.S.- Królewska medyczna szkoła chirurgów.-1882. Asystent-chirurg w szpitalu Charing Cross od 1882 do 1884.  Laureat nagrody Jaksona’.- Przeczytałam urywek.
-o kółku łowieckim ani słowa-Rzekł Holmes z drwiącym uśmiechem- ale mieliście racje ze został doktorem miejskim. Co do określeni naszego drogiego Mortimera , jak mówiłem ;miły, skromny i roztargniony.
-dlaczegóż tak uważasz Holmesie?- Odparł nasz przyjaciel.
-Oj Watsonie to takie proste jak ‘Raz dwa trzy’ –położyłam książkę o Doktorze na miejsce i spojrzałam na Holmesa który kiwał twierdząco czekając na resztę mych wyjaśnieni- Z własnego doświadczenia wiemy ze tylko człowiek miły dostaje jakieś podarunki ,skromny bo tylko skromny człowiek zrezygnował by ze sławy doktora i przeprowadził się na wieś a roztargany dlatego ze tylko roztargany człowiek zostawił by cenny zapewnie dla niego podarunek.
-są tu też ślady zębów psa , są za małe na Teriera a za duże na buldoga co to może być za rasa?- chodził w tą i powrotem po pokoju Holmes
-Do licha to Spaniel –wrzasnął Weston.
-skąd ta pewność mój kochany?- zatrzymał się Holmes patrząc wyczekująco w stronę Doktora Watsona.
-Stąd ze właśnie widzę psa przed dziwami a Jego właściciel właśnie dzwoni do dziwi. –i w tym momencie rozległ się dzwonek ,zagłuszający cisze w całym domostwie
-Watsonie proszę nie opuszczaj mnie teraz , w końcu to twój kolega po fachu .I twoja obecność może mi się tu bardzo przydać.-odparł Holmes zmierzając w stronę dziwi .-a ty Sarah możesz zaparzyć herbaty i dołączyć do nas.
Zgodnie z jego zaleceniem udałam się do kuchni zaparzyć napój ,zaś moi przyjaciele zasiedli w salonie z nowo poznanym przyjacielem. Usiadłam przy stole kuchennym  z nadzieją na szybkie zaparzenie się wody , nie warto było siedzieć w kuchni i myśleć o niebieskich migdałach kiedy zaraz ścianę obok przyszedł nieznany człowiek z zagadką do wyjaśnienia dla mnie oraz moich kompanów Sherlocka Holmesa i Doktora Watsona. Sposobność jak długo woda w czajniku się gotowała była nie do zniesienia ,bowiem wstałam od stołu i podążyłam w stronę pokoju gościnnego gdzie siedział znany mi z książki lekarskiej Doktor Mortimer i pozostała dwójką mężczyzn. Oparłam swe ciało o framugę dziwi prowadzonych do salonu a miedzy kuchnią. Jaku Mortimer siedział do mnie plecami , zagłębiony w granatowym fotelu ,Watson bawił się z psem Pana Mortimera-Spanielem- a  Holmes uważnie oglądał jakiś rękopis podajże z XVIII , cóż by była ze mnie asystentka takiego detektywa jakim jest Holmes ,gdybym nie umiała powiedzieć z jakiego wieku pochodzi dany rękopis. Marna nieprawdaż?.
-Sarah czy Herbata już gotowa?- zapytał niedbale Sherlock.
-Woda w czajniku jeszcze nie wrze drogi przyjacielu.-odparłam wchodząc wgłęb pokoju.
Doktor Mortimer kiedy mnie zobaczył wstał jak na rozkaz wydany przez generała i ukłonił się w pasie po czym podał mi rękę którą jak na dżentelmena wypadło delikatnie pocałował w dowód szacunku w stosunku do mnie.
-Jakub Mortimer.-odparł mężczyzna.
Wyobraziłam go sobie inaczej , zdumiła mnie jego postać. Bowiem wyobraziłam sobie wiejskiego lekarza. A na jego miejscu pojawił się ;wysoki ,chudy mężczyzna około trzydziestki jak to sprytnie wywnioskował Holmes, z długim haczykowatym nosem , brązowymi oczami osadzonymi blisko siebie oraz dość wyblakła cerą.
-Sarah Sheeran- uśmiechnęłam się znikomo i przytaknęłam nogą oddając połowę jego szacunku.-Więc to pan jest naszym gościem który zamiast wizytówki zostawia podarunek –laskę-od przyjaciół.
-Widzę że doskonali z was detektywi-zaśmiał się Mortimer-chyba każde z was wywnioskowało już ze to podarunek z okazji mego ślubu.
-Ślubu?- zapytałam , wiec jednak myliliśmy się troszeczkę wraz z Holmesem i Watsonem.
-Tak ślubu.-zatopił się w granatowym fotelu- dlatego porzuciłem szpital i się przeniosłem do Devonshire ,a tak właściwie to do Devon. Małego miasteczka położonego nad moczarami.
-Doskonale-przerwał Holmes-Lecz cóż pana sprowadza do mnie a raczej do nas.-popatrzał na mnie oraz Watsona.
-Cóż-zaczął ciężko.- Przyszedłem tutaj bo orientuje się ze nie jestem człowiekiem biegłych w tych sprawach kryminalnych a wydaje mi się że znalazłem się wobec niezwykle poważnego i zadziwiającego zagadnienia. Tak jak widzi pan ma pan  przed sobą rękopis z XVIII wieku , chyba zdążył pan go dogłębnie zbadać.
-Do rzeczy-odparł Holmes kładąc rękopis na ławie.-zbadałem go zewnątrz ale wole żeby mi pan dokładnie sam z siebie opowiedział co jest w nim zawarte.
-Ten dokument został mi powierzony przez Sir Charles Tomlinson przed jego śmiercią , nie wyjaśnioną z resztą. Nadmienię ze byłem jego lekarzem jakże i przyjacielem. Był to człowiek stanowczy , przenikliwy i o trzeźwej wyobraźni tak jak ja. Nie mniej jednak był przekonany i przygotowany jego śmierci a właściwie był przygotowany ze zginie właśnie w ten sposób.
-Wygląda jak jakaś powieść-odparłam patrząc na wielki napis ‘Tomlinson Hall’ a pod nim wielkie niekształtne 1742.
-Tak to bardzo stara legenda krążąca w rodzinie Tomlinsonów- odparł nasz nowy przyjaciel.
-Więc słuchamy- odezwał się w końcu Watson.
„O pochodzeniu psa Tomlinsonów krążyło wiele pogłosek. Ponieważ jestem przedostatnim członkiem klanu Tomlinsonów , postanowiłem napisać ten rękopis przedstawiając wszystko w innym a może i tym samym świetle. Każdy zna opowieść o Hugonie Tomlinson , bezbożniku i szalenicu.  O tym jak ten podły człowiek pojmał piękną niewiastę z sąsiedztwa i ukrył w zamku lecz wpadł w szał kiedy się dowiedział ze owa dziewczyna zniknęła. Pijany wraz z przyjaciółmi ruszył w pogoni za nią przez ciemne moczary.  Tylko trójca z nich zapuściła się dalej niż powinna w środku nocy. Kiedy Hugon zniknął z pola widzenia przyjaciół ,dwójka pozostałych ruszyła przez wielki kanion. Ciemność , cichy lecz zimny podmuch wiatru tylko mroził krew w żyłach .zatrzymali się przed wielkimi dwoma kamieniami ustawionymi  i służącymi kiedyś za domy dla naszych przodków z epoki łupanego kamienia. Na błotnistej ziemi odbijał się ślad końskich kopyt a zaraz na nich pojawiały się ślady tak zwanego ‘psa’  lecz owe ślady były większe niż klaczy która uciekała zapewne przed wielkim stworzeniem. Kilka metrów dalej leżał Hugon Tomlinson bowiem nad nim stała wielka bestia , czarna jak węgiel z oczami świecącymi w ciemności oraz buchającym ogniem z jamy. Na ich oczach potwór rozerwał gardło Hugona z taką łatwością ze owa dwójka mężczyzn była tak zdrętwiała ze strachu ze zupełnie zapomnieli o tym ze posiadają takie narzędzia ciała jak nogi , nie ruszając się z miejsca patrzeli na bestie która zaraz po okropnym czynie w stosunku do Hugona uciekła wgłęb kotliny. Jeden z mężczyzn jeszcze tej samej nocy umarł z przerażenia a pod drugim słuch zaginął po tym jak zamknęli go w psychiatryku w Coombe Tracy. Tak po raz pierwszy objawił się Pies Tomlinsonów . Wielu członków naszej rodziny zginęło śmiercią , gwałtowną , tajemniczą i niewyjaśnioną a to zazwyczaj na strasznych moczarach w czasie panującego tam ducha zła.”
Zakończył doktor Mortimer składając rękopis na cztery i chowając w zagłębieniu kieszeni. Spojrzałam na Sherlocka , siedział w fotelu ze śpiącym wzrokiem mierząc nim Mortimera.
-I cóż-
-A ta cała historia nie wydaje się panu zajmująca?-
-Owszem dla ludzi którzy wierzą w bajki i inne głupoty napisane na jakimś kawałku papier-Holmes wzruszył ramionami.
Doktor Mortimer wyjął ze swojej teczki staranie zleżaną gazetę i otworzył ją na stronie tak zwanego ‘tematu miesiąca’.
-Teraz panie Holmes podam panu coś bardziej nowszego i wiarygodniejszego. Oto gazeta ‘Kronika Hrabstwa Devon’ z przed miesiąca ze szczegółami o śmierci Sir Charlesa Tomlinsona.
„Nagła śmierci Sir’a Charlesa Tomlinsona , pogrążyła całe Devonshire w smutku. Miał on bowiem startować w zbliżających się wyborach stronnictwa liberalnego dla okręgu środkowego Devonu. Dwa lata zaledwie minęły od  kiedy zamieszkał w Tomlinson Hall.
Śledztwo nie mogło dokładnie wyjaśnić przyczyn przedwczesnego zgonu Sir Charlesa Tomlinsona ale ukróciło  przynajmniej niektóre pogłoski rodzone z zabobonów. Nie ma bowiem tu powodu do przypuszczania ze śmierć Sir Charlesa jest podejrzana lub nie nastąpiła z przyczyn naturalnych. Sir Charles Tomlinson  był wdowcem i uchodził za dziwaka pod pewnymi względami. Pomimo znacznej fortuny żył on skromnie a jego cała służba składała się z małżeństwa Horan. Mąż był lokajem a żona godną zaufania gospodynią. Zeznania przyjaciół potwierdzając że od pewnego czasu Sir Charles silnie niedomagał. Cierpiał na chorobę serca , objawiającą się nagłym blednięciem ,napadami duszności i ostrym atakami nerwowymi. Fakty są oczywiste. Co wieczór przed udaniem się na spoczynek Sir Charles przechadzał się po słynnej alei cisowej w Tomlinson Hall. Małżonkowie Horan stwierdzili w swoich zeznaniach że taki był zwyczaj ich pana.
Dnia 4 czerwca Sir Charles oznajmił iż nazajutrz wyjeżdża do Londynu i polecił Horanowi aby spakował rzeczy. Wieczorem wyszedł jak zawsze na wieczorną przechadzkę ,podczas której zawsze palił cygaro. Z przechadzki tej  już nie wrócił.                                                  
                O północy Horan widząc ze dziwi od hallu są jeszcze otwarte zaniepokoił się i wyszedł przed zamek na poszukiwanie swego pana. Dzień był dżdżysty wiec z łatwością Horan odnalazł ślady Sir Charlesa na alei. W połowie tej alei znajduje się furtka prowadząca na moczary a pośród nich dalej była rozmieszczona aleja. Głębsze ślady wskazywały ze Si Charles stał chwile przy furtce ,widocznie udał się dalej bo jego zwłoki zostały znalezione na końcu alei.
Pewne zeznania Horana są jeszcze nie wyjaśnione; kształt śladów zmienia się z chwilą kiedy Sir Charles minął furtkę ,wydawało by się ze dalej szedł na palcach. Jak sam niejaki Murphy , Cygan , Handlarz koni zeznaje , słyszał niejakie krzyki ale był zbyt pijany żeby wiedzieć skąd one pochodziły   i jaka była ich przyczyna.
Na ciele Sir Charlesa Tomlinsona nie znaleziono żadnych śladów obrażeń ani także otarć , jakkolwiek lekarze mówią o niezwykle ,wprost konwulsyjnym  wykrzywieniu twarzy- wykrzywieniu tak strasznym ze sam Doktor Mortimer nie chciał wierzyć ze ma przed sobą swego przyjaciela i  pacjenta. Wyjaśniono jednak ze jest to objaw często ponawianej się dusznicy i śmierci spowodowała atakiem serca.
Najbliższym krewnym zmarłego jest – o ile znajduje się jeszcze przy życiu- Sir Louis Tomlinson syn najmłodszego brata Sir Charlesa Tomlinsona . Prawdopodobnie już go poinformowano o śmierci stryjka i o tym ze jest nowym ‘władcą’ w Tomlinson Hall.”
Doktor Mortimer schował gazecie do swej brązowej teczki i odparł ;Tak przedstawiają się fakty podane w lokalnej gazecie Panie Holmes.
-Dziękuje panu-odrzekł Holmes- za zwrócenie mojej uwagi na tą jakże interesującą pod wieloma względami sprawę. Powiada pan ze ten artykuł zawiera wszystkie publicznie znane fakty.?
-Tak-
-Niech pan nam w takim razie poda nieznane –Odparłam równo z Holmesem co wywołanie zdziwienie w Watsonie i zdumienie w Jakubie.
-aby uczynić zadość pańskiej prośbie –Powiedział Doktor Mortimer ukazując coraz większe zdenerwowanie.- Powiem to co zataiłem nawet przed sędzią , bo człowiekowi nauki trudno jest się przyznać ze wierzy w zabobony.
Okolica moczarów jest bardzo rzadko zaludniona. Dlatego sąsiedzi żyją ze sobą w tak dobrych stosunkach , stąd ta zażyłość miedzy mną a Sir Charles , z wyjątkiem pana Staplentona i młodego lecz roztarganego Pana Malika w promilu wielu mil nie ma żadnych ludzi z wykształceniem. Sir Charles lubił samotność ale jako jego przyjaciel no i oczywiście doktor spędzałem z nim więcej czasu niż kiedykolwiek , jego choroba zbliżyła nas a różne ciekawe pamiątki przywiezione przez niego z Afryki Południowej  tylko umilały nam nie jeden wieczór rozmawiając o anatomii Buszmenów i  Hotentotów. Sir Charles od pewnego czasu zaczął coraz bardziej przejmować się starą legendą krążącą w całej rodzinnie Tomlinsonów  ,ze żadna moc na świecie nie mogła go zmusić na wyjście po za teren parku w godzinach nocnych. Myśl o ciągłej obecności ducha w pobliżu ścigała go niemiłosiernie. Często pytał mnie czy nie widziałem jakiejś niezwykłej postaci albo czy nie słyszałem szczekania psa kiedy szedłem przez moczary w godzinach nocnych. Ostatnie pytania zadawał coraz częściej i coraz bardziej zdenerwowany. Ostatniego czasu przed jego śmiercią , możliwe ze kilka tygodni temu kiedy jechałem go odwiedzić zauważyłem go stojącego na ganku. Zeskoczyłem z mojego dwukółka i podążyłem szybko w jego stronę by się przywitać ,gdy naraz zauważyłem ze wpatruje się w coś za moimi plecami , z wyrazem okropnego przerażenia. Odwróciłem się i dostrzegłem na zakręcie drogi coś nieokreślonego , coś nadzwyczajnego jakby wielkie czarne ciele. Udałem się prędko za zwierzem ale ono zniknęło bez śladu. Wspomniałem tylko o tym zdarzeniu tylko dlatego że nabiera ono większego znaczenia niż myślałem wcześniej ze względu na tą tragedie ,wówczas nie przywiązywałem do tego większej uwagi. Przekonałem mego przyjaciela do wyjazdu do Londynu chcąc żeby on odetchnął od tego całego zamieszania z tą legendą , pan Stapleton podzielił moje uwagi .Lecz zanim Sir Charles zdążył wyjechać nastąpiła ta tragedia . Tej nocy Horan-lokaj- przysłał po mnie chłopca stajennego Perkinsa a ponieważ jeszcze nie spałem zaraz pojawiłem się w Tomlinson Hall. Osobiście zbadałem fakty; zbadałem ślady kroków w alei cisowej obejrzałem miejsce przy furtce gdzie mój przyjaciel się zatrzymał zauważyłem zmianę śladów ,począwszy od tego miejsca , potem zbadałem zwłoki których przede mną jeszcze nikt nie dotknął. Na ciele nie znalazłem żadnych obrażeni nawet żadnych otarć. Horan zeznał ze w otoczeni zwłok nie było żadnych śladów. Nie zauważył ich. Jednak ja dostrzegłem , pewne i wyraziste w pewnej odległość.
-Ślady kroków.?
-Tak.
-mężczyzny czy kobiety?
Nastała cisza , przytłaczająca cisza , doktor Mortimer spojrzał na nas podenerwowany wzrokiem i niemalże niesłyszalnie odparł pół głosem;
-Panie Holmes to były ślady łap olbrzymiego psa.

2 komentarze:

  1. Ciekawe ciekawe ^^ po prostu tak sie wkręciłam ze Woho a to dopiero pierwszy rozdział.;)

    OdpowiedzUsuń
  2. *.* *.* *.* *.* -Tylko tyle. wiecej nie wyduszę z siebie.;LLL

    OdpowiedzUsuń